Ziemowit Szczerek na Kaszubach
Kaszubskie bardzo polskie morze
Przy szosach stały bardzo polskie kapliczki, wznoszone ewidentnie już po 1945 r., bo za nic nie pasowały do lokalnej architektury. Ech, lokalna architektura, pojęcie w Polsce prawie zupełnie zapomniane.
Plaża we Władysławowie – szczególny rodzaj atrakcji, ale chętnych nigdy nie brakuje.
Łukasz Dejnarowicz/Forum

Plaża we Władysławowie – szczególny rodzaj atrakcji, ale chętnych nigdy nie brakuje.

Jakie są dziś ziemie zachodnie, które przed blisko 70 laty znalazły się w obecnych granicach Rzeczpospolitej? Jak żywioł polski wymościł się i odnalazł na terenach, które przez stulecia znajdowały się w kręgu kultury pruskiej i niemieckiej? Na wędrówkę po nich przez całe wakacje zaprasza Ziemowit Szczerek, laureat literackiego Paszportu POLITYKI, w ramach 18 już Półprzewodnika POLITYKI.

Władysławowo już na dzień dobry, przy samym wjeździe, postawiło groteskowy hotel imitujący chińską pagodę, tyle że spotworniałą. A dalej już czyste wariactwo szyldów i budynków stawianych radośnie i gdzie się komu podoba. Zresztą nie tylko szyldów i budynków. Przy drodze na Jastrzębią Górę stoi – na przykład – tupolew. Mieści się w nim restauracja Odlotowa. Tu była Polska, bez żadnych wątpliwości.

Muzyka we Władysławowie dudniła równie radosna, to stąd, to skądinąd. Plastikowe linie melodyczne uderzały w siebie nad głowami wczasowiczów i rozrywały się w uszach jak granaty.

Jechałem w stronę przedwojennej niemieckiej granicy. Stały tu dawniej słupy z napisem „Versailles 28.6.1919”. Polska objęła władzę nad Pomorzem dopiero pół roku później, zimą 1920 r. W tych stronach polskie międzywojnie nie trwało 20 lat. Zachowały się zdjęcia z pogranicza. Na przykład takie: polscy wczasowicze w białych sportowych butach, przed granicznym szlabanem, uśmiechnięci.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj