Portret woodstockowicza
Przystanek Reset
Przystanek Woodstock jest w polskiej skali zjawiskiem, więc jego uczestników chętnie opatruje się terminem: pokolenie. Słusznie?
Woodstockową miłość należy traktować wcale nie w sensie fizycznym, zresztą klimat pewnej swobody obyczajowej, wyzwolenia, cielesności jest w opowieściach o Przystanku wyolbrzymiony.
Marek Lapis/Forum

Woodstockową miłość należy traktować wcale nie w sensie fizycznym, zresztą klimat pewnej swobody obyczajowej, wyzwolenia, cielesności jest w opowieściach o Przystanku wyolbrzymiony.

Natalia Nowińska była cieniem – uzasadnionym naukowo. Prof. Tomasz Szlendak zlecił grupie socjologów związanych z toruńskim Uniwersytetem Mikołaja Kopernika badania. Cel: nowe formy uczestnictwa Polaków w kulturze. Również imprezy plenerowe – od regionalnych festynów w rodzaju dni leszcza aż po największe festiwale, w tym Przystanek Woodstock. Natalia miała namierzyć grupę woodstockowiczów, wtopić się w nią, podglądać, zagadywać, uczestniczyć. Nagrywać, notować, fotografować. Misja była poważna – dostała przykaz, że nie może sobie pozwolić na więcej niż dwa piwa dziennie.

Znajomi znajomych przetarli Natalii ścieżkę do Piotra, bywalca Przystanku. Piotr zorganizował wioskę toruńską: kilka namiotów, dwadzieścia parę osób, identyfikująca Toruń flaga na kiju – klasyczne woodstockowe klimaty. Do cukierkowych opowieści, którymi obrósł Przystanek, Natalia podchodziła sceptycznie. – Myślałam: no dobra, miłość miłością, ale jak przyjdzie do zajmowania miejsc na polu namiotowym, to będą się tłukli. Wątpiła, że na imprezie z udziałem pół miliona ludzi można się czuć bezpiecznie. Że jak się przewróci, pogując pod sceną, to towarzystwo będzie czujne i się rozstąpi, pomoże wstać. Wydawało jej się również, że charyzma Jurka Owsiaka to element legendy.

Okazało się, że mity nie naginają rzeczywistości. Niepisany pakt o nieagresji jest przestrzegany. Bezpieczeństwo – godne podziwu. Atmosfera serdeczności – rzeczywista, ale nienachalna. A autorytet Owsiaka trzyma towarzystwo w ryzach. Także dlatego, że Owsiak nie chowa się za ochroniarzami, nie straszy regulaminami i cholernie się stara, żeby wszystko wyszło. Tym bardziej więc nie wypada psuć święta, które w dodatku dostaje się za darmo. – Gdy ­wsiąkłam w Przystanek, zrozumiałam tych, którzy jadą przez całą Polskę, żeby tu być. Co nie znaczy, że nie natknęłam się na ludzi, którzy żałowali przyjazdu. Było ich nawet całkiem sporo – opowiada badaczka.

Bo Woodstock kupujesz, jaki jest – z harmiderem, kolejkami, higieniczną szkołą przetrwania, brakiem intymności, niepoprawnym zachowaniem podchmielonego towarzystwa – albo nie kupujesz go wcale. Jak z przekąsem mówi Natalia: jeśli nie lubisz ludzi, to podczas Przystanku dostaniesz dość powodów, by znielubić ich jeszcze bardziej.

Ale fenomenem jest panująca tam otwartość, życzliwość i tolerancja.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną