„Minecraft”: klocki za 2,5 mld dolarów
Kopalnia pieniędzy
Microsoft zapłacił za grę wideo „Minecraft” niemal tyle, co Orlen za rafinerię w Możejkach. Co kupił i kim jest beneficjent spektakularnej transakcji Markus Notch Persson?
Zbudowana z klocków „Minecrafta” replika miasta z „Gry o tron”.
Maruku/materiały prasowe

Zbudowana z klocków „Minecrafta” replika miasta z „Gry o tron”.

Kupno szwedzkiego studia Mojang AB, którego głównym – i praktycznie jedynym – kapitałem jest bijąca rekordy popularności gra „Minecraft”, kosztowało Microsoft 2,5 mld dol. To na tyle duża kwota, że warto pomóc sobie porównaniami: uważane za największą klęskę inwestycyjną w 25-letniej historii wolnej Polski przejęcie rafinerii w litewskich Możejkach kosztowało w 2006 r. PKN Orlen niewiele więcej, bo 2,8 mld dol. A gdyby grę „Minecraft” miało kupić państwo polskie, każdy rodak – wliczając noworodki – musiałby zrzucić się po 65 dol., czyli około 210 zł. Większość tych złotówek trafiłaby do kieszeni Markusa Perssona, szerzej znanego jako Notch. 35-letniego dziś Szweda, który jeszcze parę lat temu jako szeregowy najemny programista mieszkał w Sztokholmie kątem u mamy.

Inwestycja Microsoftu została odebrana jako sensacyjna nie tylko z powodu wysokości odstępnego. „Minecraft” jest w sprzedaży już czwarty rok, grę kupiło do dziś ok. 55 mln osób. To trochę tak, jakby zapłacić za prawa do bestsellerowego filmu Jamesa Camerona „Avatar”, gdy już pokazano go we wszystkich kinach, telewizjach i długo po tym, jak trafił do sprzedaży detalicznej. W dodatku Persson, główny twórca „Minecrafta”, sprzedał grę, ale nie siebie. Przeciwnie, warunkiem transakcji było jego odejście z firmy – notabene z głównymi współpracownikami. Twierdzi, że musiał zupełnie odciąć się od „Minecrafta”, by zachować zdrowie psychiczne. Microsoft kupił więc głównie szyld i prawo do monopolu. Najpewniej po to, by dzięki bezprecedensowej popularności tej gry zwiększyć atrakcyjność smartfonów z systemem operacyjnym Windows oraz konsol Xbox One, z trudem rywalizujących z PlayStation 4. I summa summarum, wbrew zdziwieniu komentatorów, może mu się to sowicie opłacić.

 

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj