Długi weekend w mieście
Miejski maj
Majówka to wyzwanie nie tylko dla hoteli, moteli i kempingów, ale i dla prezydentów miast. Znów coraz chętniej spędzamy czas wolny w mieście. I oczekujemy atrakcyjnej oferty.
Poznański KontenerART, ciekawie integrujący relaks na świeżym powietrzu z bogatą ofertą kulturalną i artystyczną.
Łukasz Ogrodowczyk/Agencja Gazeta

Poznański KontenerART, ciekawie integrujący relaks na świeżym powietrzu z bogatą ofertą kulturalną i artystyczną.

Kraków, tu obowiązuje wzór: betonowa pustynia.
Jakub Ociepa/Agencja Gazeta

Kraków, tu obowiązuje wzór: betonowa pustynia.

Dziś gość znudzony opalaniem i moczeniem nóg oczekuje jak najwięcej atrakcji na wyciągnięcie ręki. Tak to zorganizowano w Olsztynie nad jeziorem Ukiel.
Przemysław Skrzydło/Agencja Gazeta

Dziś gość znudzony opalaniem i moczeniem nóg oczekuje jak najwięcej atrakcji na wyciągnięcie ręki. Tak to zorganizowano w Olsztynie nad jeziorem Ukiel.

Kiedyś musiał wystarczyć kocyk pod blokiem. Później było masowe zachłyśnięcie się szansami, jakie daje własny samochód, coraz bogatsza oferta weekendowa. Jednak od kilku lat mieszkańcy dużych miast przepraszają się z najbliższym otoczeniem. Zaczęła modna młodzież zalegająca na leżakach przed kawiarniami, jak gdyby nigdy nic, przy najbardziej ruchliwych ulicach. Oraz rowerzyści, którzy oczekiwali coraz nowych ścieżek, ale też miejsc, które mogłyby stać się sensownymi punktami docelowymi pedałowania po mieście.

Dziś przestrzeń publiczna służąca spotykaniu się lub wypoczynkowi to oczko w głowie niemal wszystkich władz miejskich cywilizowanego świata. W cenie są dobre pomysły, a o kreatywności poszukiwań niech świadczy fakt, że aż trzech spośród pięciu finalistów poprzedniej edycji słynnej architektonicznej nagrody im. Miesa van der Rohe to były nie budynki, ale miejsca spotkań: Szalony Park Miejski Superkilen w Kopenhadze, futurystyczno-biomorficzny Metropol-Parasol w Sewilli oraz wielofunkcyjna przestrzeń miejska w Gandawie. Zawsze oczywiście pozostaje pytanie: czy adaptować, poprawiać i rewitalizować miejsca już istniejące, czy też kreować nowe przestrzenie? Z wielu względów (brak urbanistycznych i architektonicznych ograniczeń oraz utrwalonych nawyków, możliwy większy rozmach itd.) łatwiej jest budować od podstaw. Miejsca tworzone od zera są zazwyczaj dużo lepiej dopasowane do potrzeb mieszkańców i mogą bez przeszkód łączyć funkcje wypoczynkowe i towarzyskie. Oto przegląd najważniejszych patentów stosowanych przez władze, a służących umilaniu czasu wolnego (głównie od wiosny do jesieni) mieszkańcom miast.

1. Wzorzec tradycyjny, czyli rynki, ryneczki i place

O rynki dużych, historycznych miast nie trzeba się martwić. Zawsze znajdzie się wystarczająco wielu przyjezdnych i garstka lokalsów, by zapewnić odpowiedni ruch i zapełnić okoliczne knajpki. Gorzej z rynkami w małych i średnich miastach, z których życie skutecznie i masowo uleciało ku centrom handlowym. Broniąc tradycji, niemal wszędzie – jakby się umówiono – zastosowano podobny i równie nieskuteczny sposób na ratowanie ich społecznej roli: naprawiono i odmalowano elewacje, pozakładano ogródki kawiarniane, ograniczono lub zlikwidowano ruch kołowy, wycięto tyle drzew, ile się tylko dało, a powierzchnię wyłożono chińskimi płytami granitowymi. W wersji ubogiej – betonową kostką. Zamontowano też lampy stylizowane na stare, ustawiono wielkie donice z tujami i romantyczne ławeczki. Niekiedy obrazu dopełnia fontanna, ciężkie kute łańcuchy i tablice informujące o zabytkach miasta. Jest oczywiście monitoring, kilka koncesjonowanych miejsc na stragany, WC, bywa nawet Wi-Fi. Kiedyś pustka ziała z miejsc zapuszczonych, teraz zieje z miejsc pięknie zrewitalizowanych.

Zdarzają się wyjątki. Najwięcej miłych zaskoczeń spotka nas w najmniejszych miasteczkach, za przykład można dać Ślemień czy Górę Puławską (po 2 tys. mieszkańców). I choć wielu się stara, to rzadko gdzie udaje się taka historyczna stylizacja, jak w Starym Sączu, którego rynek przybrał prawdziwie galicyjski, małomiasteczkowy charakter.

Nie lepiej się dzieje z miejskimi placami. Dwa przykłady są tu szczególnie pouczające. Pierwszy to Szczecin z jego pięknymi placami w stylu paryskim, z promieniście rozchodzącymi się ulicami. Prawdziwy urbanistyczny skarb. Tymczasem te najbardziej reprezentacyjne, jak Brama Portowa, Żołnierza Polskiego i Rodła, przerobiono w gruncie rzeczy na wielkie węzły komunikacyjne. Kolejne – Mickiewicza, Batorego, Lotników i Orła Białego – wegetują zaniedbane i pozostawione same sobie. Do roli jądra miasta świetnie nadawałby się okazały pl. Grunwaldzki, gdyby zasadniczo i mądrze zmienić jego funkcjonalny charakter.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj