Polska wygrywa z Gruzją i jest liderem grupy. Ale szału nie ma
Szału nie ma
Gruzja rozgromiona – po bólach, ale jednak. Wynik wskazuje, że nie ma się do czego przyczepić. Czy aby na pewno?
Newspix.pl

Facebook

Polska jest liderem grupy i choć najtrudniejsze mecze (m.in. wyjazdowe ze Szkocją i Niemcami) wciąż przed nami, perspektywa wyjazdu na francuskie Euro jest coraz bardziej realna.

Rośnie więc mit selekcjonera Adama Nawałki jako trenera, który dokonał w drużynie narodowej przełomu, fachowca pierwszej klasy, a jeszcze na dodatek mającego szczęście (co ponoć jest nieodłączną cechą trenerów wielkich). Nawałce nie sposób odmówić zasług – np. ma swój niepodważalny wkład w piłkarski rozwój Arkadiusza Milika, który w tych eliminacjach specjalizuje się w wyciąganiu reprezentacji z kłopotów (pierwszy gol z Niemcami, bramka dająca punkt w meczu ze Szkocją, teraz gol przełamujący niemoc z Gruzinami). Jeszcze jako trener Górnika Zabrze Nawałka uparł się bowiem ogrywać niepełnoletniego jeszcze Arka w Ekstraklasie, stawiał na niego, nie zważając na trudne początki i to dzięki niemu mamy teraz Milika takiego, jakiego mamy.

Z drugiej jednak strony z sentymentu Nawałki do czasów zabrzańskich wieje grozą, gdyż Krzysztof Mączyński (obecnie grający w lidze chińskiej) jest z uporem godnym lepszej sprawy kreowany na podstawowego pomocnika reprezentacji. Mączyński wprawdzie przesadnie nie ziębi, ale też nie grzeje w takim stopniu, w jakim można by tego oczekiwać od piłkarza obsadzonego w tej roli, odpowiedzialnego za kreowanie gry. Chęci do walki odmówić mu nie można, ale dryblingiem nie poczaruje, prostopadłe podania to również nie jego żywioł.

Gruzja to w końcu nie Hiszpania – można by ten mecz wykorzystać, aby poszukać jakiejś alternatywy dla Mączyńskiego, ale Nawałka ani myśli.

Z racji goli wszystkie oczy skierowane są na Milika i Lewandowskiego, ale jest coś niepokojącego w fakcie, że przeciwko takiemu szarakowi jak Gruzja trener Nawałka wystawia siedmiu defensywnych zawodników. Wygląda na to, że Nawałka uparł się scalać tyły, a jeśli chodzi o przód, żyje nadzieją, że raz i drugi szarpną skrzydłowi, dograją do Milika albo Lewego i coś wpadnie.

Taka gra staje się jednak dość przewidywalna, poza tym nie da się powiedzieć, że w tyłach Polscy są nie do skruszenia. Nawet Gruzini to obnażyli.

Póki co wyniki w tych eliminacjach przemawiają jednak za pomysłami Nawałki. Można oczywiście ukoić się przewodzeniem w grupie albo nawet zachłysnąć pochlebstwami, jakie wygłosił ku czci naszej reprezentacji i jej wodza trener Gruzinów („Adam Nawałka stworzył maszynę, którą trudno zatrzymać”). Ale ja wciąż czekam na dzień, kiedy takie słowa wypowie np. selekcjoner Anglii albo Włoch. Jak na razie jakoś tego nie widzę.

*

Czytaj także: Dziwny pogrom Gruzinów

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj