Lody o smaku ryby z frytkami: czemu nie?
Saga ludzi lodów
Oblicza się, że w zeszłym roku zjedzono w Polsce 137 mln litrów lodów. Na rynek wracają więc małe firmy, które z fluorescencyjnymi kulkami o smaku gumy balonowej nie mają wiele wspólnego. Polskie lody stają się zdrowsze.
Ola Plucińska i Kaja Kręglicka z lodziarni Lodove
Adam Stępień/Agencja Gazeta

Ola Plucińska i Kaja Kręglicka z lodziarni Lodove

W lipcu przed lodziarniami w pełnym skwarze ustawiają się w kolejkach Polacy. To szczyt sezonu lodowego. Na rynku bardzo osłabła dominacja wielkich marek. Tu także dotarła moda na fit i eko. Lody z małej manufaktury nie mają już wiele wspólnego z maszynami do produkcji lodów włoskich. Widać to wyraźnie w Warszawie przy modnym placu Zbawiciela, na którym z jednej strony działa powstały w latach 50. trochę senny Salon Lodowy Corso, a z drugiej – chętniej odwiedzane okienko Lodów Naturalnych Sucré. Takich małych manufaktur pojawiło się w ostatnich dwóch sezonach sporo, w samej Warszawie działa od niedawna Baśniowa, Jednorożec Lody Tradycyjne czy Lody Prawdziwe i kilka innych.

Start z własnym salonem lodowym nie jest teraz w Polsce taki trudny – w każdym razie na pewno łatwiejszy niż w czasie prowadzonej w Stanach, w latach 20. XX w., poważnej wojny patentowej między dwoma głównymi producentami lodów na patyku, zwanej Frozen Sucker War. Dziś wystarczy wynająć przestrzeń kuchenną, sprawdzoną przez sanepid, zaopatrzyć się w maszynę do kręcenia lodów kulkowych lub taką do produkcji lodów na patyku, zamrażającą szokowo (dmuchawa z wiatrakami w pół godziny, w temperaturze minus 49 st.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną