Remis wydarty Szkotom może dać Polakom awans
Blisko i daleko
Z jednej strony postęp, jaki zrobiła drużyna narodowa, jest widoczny gołym okiem, ale z drugiej – czegoś wciąż temu zespołowi brakuje.
PZPN/mat. pr.

W najgorszym razie zagramy w barażach, ale do awansu na mistrzostwa Europy brakuje niewiele. Tyle w ostatnich dniach padło słów o tym, że do awansu na EURO wystarczy Polakom punkt w dwóch ostatnich meczach, że zwykliśmy wybiegać w przód i patrzeć na reprezentację już w perspektywie udziału w mistrzostwach, gdzie rywale klasy Szkotów będą z gatunku tych słabszych. Gol na wagę remisu, strzelony w 94 minucie, to może być, z jednej strony – jak chce Adam Nawałka – kolejny dowód na heroizm i charakter jego drużyny.

Ale chyba lepiej mówić o tym, nie odrywając się od faktów, a są one takie, że Polacy mieli w tym meczu momenty świetne, zwłaszcza w pierwszej połowie, ale też im mecz trwał dłużej, tym mniej było w poczynaniach piłkarzy ładu i składu, gra robiła się rwana, chaotyczna, a Robert Lewandowski musiał się rozmnażać i cofać po piłkę, bo nie bardzo było komu zagrać ją sensownie w pole karne.

Z jednej strony postęp, jaki zrobiła drużyna narodowa za kadencji Adama Nawałki, jest widoczny gołym okiem, ale z drugiej – czegoś wciąż temu zespołowi brakuje i nie ma pewności, że w razie awansu na EURO uda się tam wskórać coś więcej, niż zagrać zwyczajowe trzy mecze w grupie.

Robert Lewandowski to człowiek instytucja, przebłyski mają inni, obrona jest dość zwarta, są w grze ofensywnej Polaków momenty świetne, całkiem niepolskie (przede wszystkim szybkie przejście do ataku spod własnej bramki), ale też wciąż są kwestie irytujące, jak oddawanie inicjatywy na boisku, brak wartościowych zmienników czy nawet zwykłe niedostatki techniczne w wyszkoleniu zawodników, ale akurat z tym to już trener Nawałka niewiele może zrobić.

Szkocja to nie jest Anglia ani nawet Belgia, o Hiszpanii nie wspominając, ale w tych eliminacjach nie udało się jej ani razu pokonać, w obu meczach goniliśmy wynik. Irlandii też nie udało się ograć, w niedzielę o punkt wcale nie będzie łatwo – a to przecież również rywal dość przeciętny.

Adam Nawałka z uporem maniaka mówi o tej reprezentacji w samych superlatywach, czemu w zasadzie trudno się dziwić, bo selekcjoner powinien być wytrwały w swojej dyktaturze optymizmu – zwłaszcza że można odnieść wrażenie, że ten nastrój się piłkarzom udziela i może nawet ma znaczenie w tych małych momentach, które potem decydują o tym, że wciąż jesteśmy o krok od wyjazdu do Francji.

Jeśli więc Polacy wciąż nie są w stanie zagrać przeciwko rywalowi ze średniej europejskiej półki przekonującego meczu – takiego, który nie zostawi wątpliwości, kto był na boisku lepszy – to chyba nie należy ich przesadnie głaskać i utwierdzać w przekonaniu, że ta drużyna jest już dziełem skończonym? Adam Nawałka pewnie też to widzi, a okrągłe formułki, którymi częstuje kamery, to tylko propaganda i piar. Gdyby jednak i w szatni, po remisach, klepał swoich chłopaków po plecach, to takie podejście w końcu się zemści.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj