Jak się zmieniały polskie rozkładówki „Playboya”
Mniej znaczy więcej?
Szefowie amerykańskiego „Playboya” zadecydowali, że z pisma znikną zdjęcia roznegliżowanych pań. Tak naprawdę to tylko zwieńczenie pewnego trendu w fotografowaniu kobiecego ciała.
Sakkmesterke/PantherMedia

Decyzja szefów amerykańskiego „Playboya” o zaprzestaniu publikacji zdjęć nagich modelek wzbudziła wiele kontrowersji na całym świecie, zwłaszcza że rozkładówki z roznegliżowanymi kobietami są niezmiennie od lat wizytówką kultowego magazynu. Tak naprawdę jednak ten krok to tylko zwieńczenie pewnego trendu w fotografowaniu kobiecego ciała, by bardziej niż na nagości skupiać się na artystycznych środkach wyrazu. Dowodem na to mogą być zmiany, które zachodziły na rozkładówkach publikowanych w polskiej edycji magazynu.

Pictorial, czyli fotograficzny gatunek dziennikarski, nazywany czasem fotograficznym aktem, nie jest zjawiskiem nowym. Początkowo jego założenia były podobne jak w przypadku aktu malarskiego – miał być autorską wizją fotografa, który próbując wniknąć w psychikę modelki, wydobywa z niej jej wewnętrzne piękno.

Dziewczyny z sąsiedztwa

Rozkładówki, z których zasłynął „Playboy” i które znajdowały się w środku każdego numeru, cieszyły się ogromną popularnością, a wyidealizowane wyobrażenie „dziewczyny z sąsiedztwa”, czyli tzw. playmate, urosło do rangi amerykańskiej ikony. Dziewczyny miały być mało znane (dla gwiazd i celebrytek przeznaczono inną część magazynu), ale olśniewać urodą i wdziękiem. Sam magazyn zaś z przewodnim hasłem wymyślonym przez Hugh Hefnera – „więcej ciała” – był najczęściej naśladowanym wzorem pisma w całych Stanach Zjednoczonych. Powstała nawet anegdota, że całe pokolenie mężczyzn dorastało w przekonaniu, że kobieta składa się w trzech miejscach, a w pępku ma zszywki.

Pierwszy numer polskiej edycji „Playboya” ukazał się w grudniu 1992 r. Na początkowym etapie jego funkcjonowania znalezienie dziewczyn chętnych do udziału w sesji nie było proste. Często wybierano je z nadsyłanych do redakcji zgłoszeń, czasem twórcy gazety proponowali taką przygodę kobietom spotkanym na ulicy, które olśniły ich swą urodą. Jednym z przełomowych momentów okazał się odcinek programu Kuby Wojewódzkiego z 2007 r., w którym showman rzucił hasło, by chętne do udziału w sesji kobiety przesyłały do niego swoje zgłoszenia. Z 480 kandydatek wyłoniono 15, które trafiły na okładkę jednego z numerów polskiej edycji „Playboya”.

Pojawiające się w magazynie pictoriale nie powstawały według ogólnie przyjętych wytycznych – chodziło o to, by było na nich widać całą lub prawie całą sylwetkę nagiej modelki, jednak bez nadmiernej perwersji. Sami twórcy polskiej edycji „Playboya” podkreślali, że wizerunek dominujących kobiet nie cieszył się dużym zainteresowaniem ze strony mężczyzn, a i pozujące kobiety wolały sesje raczej „subtelne i kobiece”. Przy każdej z rozkładówek znajdowała się pisemna notka o fotografowanej modelce oraz jej wymiary, a w środku wydania jeszcze kilka zdjęć z tej samej sesji. W niektórych numerach znajdowały się także zdjęcia z prywatnych kolekcji kobiet, na których można było zobaczyć, jak wyglądały w dzieciństwie i w czasach szkolnych, dzięki czemu były bliższe czytelnikowi – niczym „dziewczyny z sąsiedztwa”.

W rodzimej edycji „Playboya” na rozkładówkach o wymiarach 29x60 cm pojawiały się polskie modelki, nierzadko zdarzały się też jednak pictoriale, które były przedrukami z zagranicznych edycji magazynu. W początkach ukazywania się polskiego „Playboya” (pierwszy numer w grudniu 1992 r.) przedrukowywano głównie sesje amerykańskie, potem częściej sięgano też po zdjęcia z Brazylii, Niemiec, Chorwacji czy Holandii. Ponieważ były to efekty wymiany barterowej – polskie modelki pojawiały się też w zagranicznych edycjach magazynu.

Pończochy i podwiązki

Z analizy ponad 200 rozkładówek, które ukazały się w pierwszych kilkunastu latach funkcjonowania pisma w Polsce, wynika, że praktycznie na każdej z nich pozująca przodem lub bokiem modelka ma widoczne piersi, najczęściej odsłonięte też są jej sutki. Zabieg ten nie był stosowany na okładce magazynu, gdyż twórcy gazety nie chcieli, by wzbudzała ona kontrowersje i była szeregowana z prasą pornograficzną. Zresztą dyskusja o męskich i kobiecych sutkach przetoczyła się przez media kilka miesięcy temu, a internautki w ramach buntu, że prezentowanie męskich sutków jest dozwolone w sieci, gdy kobiecych już nie, zaczęły wstawiać swoje półnagie zdjęcia na profile w serwisach społecznościowych.

Pierwszą playmate, która w amerykańskiej wersji pisma pokazała włosy łonowe, była w 1971 r. Liv Lindeland. Równie odważnie prezentowała się Malwina Rzeczkowska – pierwsza polska playmate – która w grudniu 1992 r. pojawiła się na pierwszej polskiej rozkładówce. Zresztą ukazywanie tej części kobiecego ciała wcale nie było najodważniejszą formą pokazywania kobiecej nagości. Są bowiem zdjęcia, na których mimo widocznego owłosienia łonowego nie widać żadnych innych szczegółów kobiecej budowy anatomicznej. Odważniejsze bywały te pictoriale – na których włosy łonowe były wydepilowane, a kobieta prezentowała się w dość odważnej pozycji, np. rozkroku. Trzeba jednak przyznać, że takie zdjęcia zdarzały się bardzo rzadko – balansując na cienkiej granicy, która oddziela erotykę od pornografii.

Niewątpliwym elementem kobiecej urody, który ma podkreślać jej atrakcyjność, są włosy. Na zdecydowanej większości rozkładówkowych zdjęć z pierwszych kilkunastu lat funkcjonowania polskiej edycji magazynu kobiety mają włosy dłuższe niż do ramion, a zaledwie tylko na paru można dostrzec włosy naprawdę krótkie. Trzeba przyznać, że zmieniają się też preferencje dotyczące koloru – bo choć ogólna liczba blondynek i szatynek była dość zbliżona, to widać, że modelek z jasnymi włosami było więcej na zdjęciach publikowanych w początkowym okresie istnienia pisma. Prawdopodobnie działo się tak jednak dlatego, że większość rozkładówek w tamtym czasie stanowiły amerykańskie przedruki.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj