Klimek Murańka – jak skakać, kiedy prawie się nie widzi
Lot w ciemno
Klimek Murańka skakał na nartach, mimo że prawie całkiem stracił wzrok. Mówi, że skakał tylko dzięki intuicji. Oraz przez własną głupotę.
Klimek Murańka patrzy w przód z optymizmem, choć klika lat temu był bliski utraty wzroku.
Peter Rinderer/EXPA/Newspix.pl

Klimek Murańka patrzy w przód z optymizmem, choć klika lat temu był bliski utraty wzroku.

Przed pucharowymi konkursami na Wielkiej Krokwi w Zakopanem Klimek Murańka nie trenował zbyt intensywnie. Jego skoki wskazywały na zadowalającą stabilność, więc trener Łukasz Kruczek dał mu wolne, skupiając się na pracy z pozostałymi, którzy mają kłopoty od początku sezonu.

Dobrych treningów nie udało się jednak przełożyć na dobre kwalifikacje. Murańka zawalił w nich swój skok i w zakopiańskich konkursach w ogóle nie wystąpił. Mimo to, w ogólnej mizerii prezentowanej w obecnym sezonie przez podopiecznych trenera Łukasza Kruczka, stara się znaleźć jasne strony i recytuje typową dla poszukujących zaginionej formy skoczków mantrę o tym, że podczas ostatnich spokojnych treningów wreszcie miał czas zdiagnozować problemy, poukładać technikę, spróbować nowych rozwiązań, a teraz pozostaje tylko przełożyć tę dobrą zmianę na zawody. Znajomi Klimka mówią, że on jest raczej typem niedzielącym włosa na czworo i że do jego postawy życiowej dobrze pasowałoby słynne hasło Luz w dupie, które swego czasu wypisał markerem na nartach kolega z kadry Jan Ziobro.

Od odpalonej przez 10-letniego Klimka bomby, gdy za przyzwoleniem oraz na odpowiedzialność ojca skoczył z Wielkiej Krokwi na odległość 135 m (5 m krócej od ówczesnego rekordu Svena Hannawalda; obecny rekord 141,5 m należy do Kamila Stocha) minęło 12 lat. Teraz Murańka przynależy do świata dorosłych zarówno poprzez obecność w seniorskim sporcie, jak również poprzez życie prywatne, gdyż ma żonę i półtorarocznego syna.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj