Kiepski sezon skoczków narciarskich skłonił trenera Łukasza Kruczka do dymisji
Odlot
W dobrym momencie, bo jest czas na spokojnie odbudować formę na przyszłoroczne mistrzostwa świata i igrzyska w Pyeongchang, które już za dwa lata.
Marek Dybas/REPORTER/EAST NEWS

Dymisja Kruczka jest naturalną reakcją na zbiorową zapaść, jaką przeżywają w tym sezonie polscy skoczkowie. Mistrz Stoch jest cieniem samego siebie, pozostali od czasu do czasu kwalifikują się do drugiej serii, miejsca w pierwszej dziesiątce są świętem. Jak napisała dzisiejsza „Rzeczpospolita”, po tym sezonie odejdzie sponsor reprezentacji, Lotos.

Ta decyzja to z jednej strony efekt zmiany strategii, bo Lotos skupia się na współpracy z reprezentacją piłkarską. Z drugiej – żadna firma nie chce utożsamiać się z przegranymi.

Nie wiadomo do końca, czy obwieszczając decyzję o odejściu z końcem sezonu, trener ujął się honorem, czy może odszedł, bo nie potrafił już znaleźć wspólnego języka z zawodnikami (którzy jednak byli wobec niego lojalni i publicznie nie krytykowali pomysłów sztabu szkoleniowego, choć nieoficjalnie przyznawali, że nie są do koca przekonani, czy przygotowania do sezonu szły we właściwym kierunku).

Osiem lat wspólnej pracy to wystarczająco długo, by doprowadzić do wzajemnego zmęczenia. Mówi się, że Kruczek miał cechę dość powszechną u świetnych trenerów, a mianowicie był święcie przywiązany do słuszności własnych rozwiązań. Miał zresztą prawo, bo był współtwórcą wielkich sukcesów (dwukrotnego mistrzostwa olimpijskiego i dwukrotnego mistrzostwa świata Stocha, medali w drużynówce, pucharowych zwycięstw nie tylko Stocha, ale też innych podopiecznych), jednym słowem zdobył status trenera wybitnego.

Teraz, wydaje się, Kruczek padł ofiarą nieprzewidywalności skoków. To już taka dziwna dyscyplina sportu, że czasem trudno wytłumaczyć, jakie patenty kryją się za zwycięstwami, a co składa się na porażki. W tym drugim przypadku wyjścia z kryzysu często szuka się po omacku. To musiało być dla Kruczka frustrujące, bo jest on typem trenera do bólu racjonalnego, nieskłonnego odwoływać się do metafizyki skoku, obsesyjnie wręcz dążącego do oparcia planu na wyliczeniach, twardych dowodach. A gdy 2 i 2 nie składało mu się w 4, czuł się bezradny.

Misją dla nowego trenera będzie odbudować mistrza Stocha, ale też wydobyć z jego cienia innych. Bo do tej pory ich przebłyski były zbyt incydentalne, a forma nietrwała, zwłaszcza biorąc pod uwagę siły i środki zaangażowane w polskie skoki w ostatnich latach.

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj