Jak się wyżywić na Spitsbergenie?
Sałaty lodowe
Tu nie rośnie nic jadalnego. To ciekawe wyzwanie dla ogrodników ze Spitsbergenu.
W Longyearbyen na Spitsbergenie zwykłe szklarnie przestały się opłacać.
Ilona Wiśniewska/Polityka

W Longyearbyen na Spitsbergenie zwykłe szklarnie przestały się opłacać.

Zacząłem od ziół, bo nie mają zbyt dużych wymagań. Bazylia i mięta dobrze się przyjęły, ale szałwii i rozmarynowi chyba jednak za zimno, mimo że ustawiam temperaturę na ponad 25 stopni – opowiada 35-latek z Cleveland, udrażniając rurkę nawadniającą rośliny zwisające w pionowych tunelach, podświetlanych z góry na purpurowo. – Jadalne kwiaty nie zakwitły, więc ostatnio skupiam się głównie na sałatach.

Benjamin Vidmar jest kucharzem i od siedmiu lat mieszka na Spitsbergenie, w najdalej na północ wysuniętym miasteczku świata, Longyearbyen, gdzie wieczna zmarzlina zaczyna się niecały metr pod powierzchnią ziemi, a samą ziemię przez kilka bezśnieżnych miesięcy porasta tundra, która smakuje jedynie reniferom.

Kilka lat temu Ben przypłynął do Arktyki statkiem wycieczkowym, na którym wówczas pracował, zszedł na ląd i stopniowo zapuścił korzenie. A że pochodzi z rodziny smakoszy i świeże jedzenie zawsze było dla niego podstawą dobrego życia, to po kilku latach postanowił sam je produkować, bez ziemi i bez słońca, bo słońce też tu nie wschodzi przez kilka miesięcy w roku.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj