Sukces reprezentacji jest faktem, ale niemoc strzelecka napastników dalej trwa
Święta ciąg dalszy
W pierwszej połowie był koncert, ale im dłużej trwał mecz, tym bardziej Polacy gaśli w oczach.
Foreign Policy

Chcieliśmy turniejowych emocji z prawdziwego zdarzenia, to je dostaliśmy.

Polacy jeszcze nigdy w historii nie strzelali w mistrzowskim turnieju rzutów karnych, a we Francji trzeba było je wykonywać już w pierwszym meczu fazy pucharowej. Karne to, jak wiadomo, loteria. Nieraz się zdarzało, że awansowała drużyna, która podczas meczu była słabsza, i tym razem też tak się stało.

Polacy okazali się profesorami rzutów karnych, ale o mało tego meczu nie przegrali, bo wcześniej za bardzo chcieli swoją profesurę udowodnić w regulaminowych 90 minutach. Po świetnej pierwszej połowie, w której nie pozwolili Szwajcarom grać w piłkę, odcinali ich od podań, znów imponowali taktyczną dojrzałością, druga była już dużo słabsza.

To się nawet do czasu, do bramki Xherdana Shaqiriego, będącej mocną kandydatką na gol turnieju, ładnie układało – kolejne 1:0, nasuwające się samo przez się analogie do Greków z 2004 roku i świadomość, że polski mur przetrwa wszystko. Ale głębokie cofnięcie do obrony musi napędzić ataki rywala. W dogrywce, niestety, nie istnieliśmy, zmuszeni byliśmy znów postawić na obronę Częstochowy i tylko dzięki Łukaszowi Fabiańskiemu gramy dalej.

Polskie święto ma więc swój ciąg dalszy. Ten turniej to jak na razie paradoks, bo gramy dalej mimo indolencji strzeleckiej napastników. Można chwalić ich za pracę w defensywie, ale nie sposób nie zauważyć, że z ich podstawowego obowiązku, czyli strzelania goli, wywiązują się fatalnie.

Lewandowski dopiero w tym meczu pierwszy raz w turnieju celnie strzelił na bramkę, pozostałe próby byłe wyjątkowo słabe, nijak przystające do jego renomy. Na jakość uderzeń Milika przekłada się bijąca od niego nonszalancja, dość zastanawiająca, biorąc pod uwagę, że w klubowym futbolu jeszcze niczego wielkiego nie zdziałał. Właściwie co mecz, to kiks, a o sytuacji z pierwszej minuty, kiedy nie trafił do pustej bramki, nie da się napisać nic, nie pastwiąc się jednocześnie nad napastnikiem Ajaksu.

W kontekście czekającego nas ćwierćfinału smuci też to, że nie mamy zmienników. Selekcjoner Nawałka musiał czekać ze zmianami do dogrywki, chociaż w środku pola od początku drugiej połowy nie potrafiliśmy się Szwajcarom przeciwstawić, bo zwyczajnie na ławce rezerwowych brakuje wartościowych zastępców.

Niezależnie jednak od tego, jaki będzie wynik ćwierćfinału, ten turniej to wielki sukces piłkarzy, sztabu szkoleniowego i wszystkich na co dzień pracujących na konto reprezentacji. Nie tylko chce się tej drużynie kibicować, ale i naśladować piłkarzy. Tysiące młodych piłkarzy już nie muszą szukać zagranicznych idoli. To powinno przełożyć się na jakościowy skok ligi, a może niebawem objawi się nowy Kapustka, Krychowiak albo i Milik z lepiej ustawionym celownikiem.

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj