Moda na rzemieślnicze koktajle dotarła do Polski
Lata melanży
Rynek gastronomiczny zdobywają koktajle alkoholowe nowej generacji. Z kaczym tłuszczem i sokiem z buraka, o zapachu koperku, asfaltu czy spalonej instalacji elektrycznej. Moda na mieszanie dotarła i do nas.
Zadbane estetycznie wnętrze restauracji Dom Wódki
Dawid Żuchowicz/Agencja Gazeta

Zadbane estetycznie wnętrze restauracji Dom Wódki

Kiedy dekadę temu do europejskich sklepów trafiły perfumy Eau de Stilton o zapachu niebieskiego sera pleśniowego Stilton, a siedem lat później buraczkowe, pasternakowe i pomidorowe jogurty Blue Hill, wydawało się, że współczesnego konsumenta nic nie jest już w stanie zaskoczyć. Tym bardziej że odkąd na początku ubiegłego wieku brytyjski kucharz Heston Blumenthal poczęstował gości restauracji The Fat Duck sufletem z białej czekolady i kawioru, otwarta na foodpairing współczesna gastronomia zaczęła odważniej szukać nowych smakowych wrażeń. Znalazła je w alkoholach nowej generacji – piwach z browarów rzemieślniczych, restauracyjnych, kontraktowych i winach naturalnych, a wreszcie w koktajlach rzemieślniczych (craft cocktails).

Autorskie, nietypowe, często powstające w laboratoriach receptury, organiczne produkty z ekologicznych upraw i powrót do składników retro – to wszystko idealnie wpisuje się w popularny w ostatnich latach na świecie trend DIY (od: do it yourself – zrób to sam, obejmujący projekty własnoręcznie wykonane i często spersonalizowane). Efekty tych eksperymentów pachną hipsterką na kilometr, nie znaczy to jednak, że są czymś nowym.

Dziś w najmodniejszych barach Warszawy, Krakowa, Gdańska czy Wrocławia próżno szukać popularnych jeszcze kilka lat temu drinków o wdzięcznych nazwach Orgazm pod Palmą i Seks na Plaży, z malibu i pińa coladą w rolach głównych.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj