Dlaczego lesbijki zarabiają więcej niż kobiety heteroseksualne?
Gdy mowa o zarobkach, pada argument o nierówności płci. Ale czy nasze płace zależą też w jakiś sposób od orientacji seksualnej?
philippe leroyer/Flickr CC by 2.0

Czy to prawda, że kobiety homoseksualne zarabiają więcej niż ich heteroseksualne rówieśniczki? Prestiżowy tygodnik „The Economist” forsuje tezę, że tak. W swojej tradycyjnej rubryce „Economist explains” szuka przyczyn takiego stanu rzeczy.

Periodyk przypomina rzecz wiadomą: rynek pracy jest w ogóle bardzo niesprawiedliwy i faworyzuje białych, dobrze wykształconych mężczyzn. Gdy jeden biały Amerykanin zarabia dolara, biała Amerykanka otrzyma 78 centów, a Hiszpanka – nawet 56 centów. Co ciekawe, mężczyźni homoseksualni we Francji i Wielkiej Brytanii zarabiają ok. 5 proc. mniej niż mężczyźni heteroseksualni. W Kanadzie i USA – nawet 12–16 proc. mniej. I jeszcze jedna statystyka: matki w Ameryce, pracujące na pełen etat, zarabiają rocznie 40 tys. dol. Ojcowie – prawie 57 tys.

Podobna prawidłowość nie odnosi się jednak do kobiet – to lesbijki mają wyższe zarobki. Dane na ten temat zbierała Marieka Klawitter z University of Washington, analizując 29 różnych badań dotyczących rynku pracy i dysproporcji płacowych. Badania prowadzono w różnych miejscach i na różnych kontynentach: w Kanadzie, USA, Niemczech, Wielkiej Brytanii i Holandii.

Z ustaleń Klawitter wynika, że lesbijki zarabiają średnio 9 proc. więcej niż kobiety heteroseksualne (inne badania mówią nawet o 33 proc.). „The Economist” zauważa przy tym, że badania na temat wysokości zarobków wśród osób homoseksualnych w ogóle trudno się prowadzi, bo nie każdy chętnie zdradza, jakiej jest orientacji seksualnej.

Dlaczego jednak – statystycznie rzecz ujmując – lesbijki zarabiają więcej? „The Economist” poddaje pod rozwagę kilka różnych teorii:

1. Lesbijki są traktowane inaczej, przychylniej na przykład niż geje. Zdaniem tygodnika doświadczają „pozytywnej dyskryminacji”, co oznacza, że pracodawcy mają wobec nich sporo oczekiwań, stawiają przed nimi różne wyzwania. Przede wszystkim zachęcają je do tego, żeby rywalizowały z heteroseksualnymi koleżankami, tak jakby miały więcej do udowodnienia. To seksistowski argument, ale znajduje potwierdzenie w badaniach.

2. A jednak lesbijki – jak wynika z różnych badań – lubią rywalizację. Dotyczy to na ogół tych, które nie zatajają w pracy swojej orientacji seksualnej. Na premie i podwyżki po prostu pracują. Przy czym lepiej zarabiają w sektorze prywatnym niż publicznym – w urzędach i podobnych miejscach pracy skala dyskryminacji jest dużo wyższa.

3. Inny stosunek pracodawcy do lesbijek bierze się także stąd, że na ogół są w stanie bardziej się pracy poświęcić – rzadziej decydują się na dzieci, rzadziej potrzebują urlopów (choćby macierzyńskich), nie przerywają swoich karier, są dyspozycyjne. Pracują po prostu dłużej i bardziej się w tę pracę angażują.

4. Lesbijki mają nieco inną sytuację osobistą. „The Economist” wyjaśnia, że w związkach jednopłciowych podział obowiązków jest zwykle wyrównany i obie strony starają się dość uczciwie składać na domowy budżet (co akurat rzadkie w związkach różnopłciowych). Lesbijki pracują zatem w przeświadczeniu, że muszą bardziej się wysilić, żeby utrzymać związek i dom. Nawet jeśli wychowują wspólnie dzieci, to każda ze stron stara się przynosić do domu jakieś pieniądze.

„The Economist” podkreśla, że lesbijki tak czy owak nie są uprzywilejowaną grupą. Oddane dla pracy, zarabiają może więcej niż heteroseksualne kobiety, ale spotykają się z uprzedzeniami, dyskryminacją. Bywa, że już na etapie wstępnych rozmów kwalifikacyjnych przegrywają w konkurencji z heteroseksualnymi rywalkami.

Poza tym – dodaje tygodnik – wskaźnik ubóstwa u par homoseksualnych wynosi w samej Ameryce 7,9 proc. W przypadku par heteroseksualnych – 6,6. Nawet jeśli lesbijki zarabiają więcej niż kobiety heteroseksualne, to wciąż mniej niż mężczyźni. „Rynek pracy to nadal terytorium (heteroseksualnego, białego) mężczyzny” – podsumowuje gorzko „The Economist”. „Forbes” natomiast przypomina, że na ok. 1600 miliarderów na świecie osób homoseksualnych (zdeklarowanych, zaznaczmy), jest raptem… siedem.

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj