Batalia o miejską ciszę
Miasto kontra basy
Czy można się przyzwyczaić do hałasu? Niektórzy muszą, kosztem zdrowia. Ale wiele osób nie ustaje w walce o ciszę.
Nocny koncert na krakowskim Kazimierzu
Beata Zawrzel/Reporter

Nocny koncert na krakowskim Kazimierzu

Największy polski park rozrywki wyrósł w Zatorze, czterotysięcznej miejscowości nieopodal papieskich Wadowic. Poza stałymi ekspozycjami dla rodzin z dziećmi, zjeżdżalniami, karuzelami i najdłuższym w tej części Europy rollercoasterem organizatorzy przygotowali bogatą ofertę koncertów muzycznych. Energylandia swymi akustycznymi możliwościami zwabia już od wiosny, gdy podczas imprez pod gołym niebem – a w wakacje ma ich być szczególnie dużo – amatorzy głośnej zabawy dostają to, co lubią najbardziej: światła, lasery, dym, ogień, a przede wszystkim dudniące bity i basy wgniatające w ziemię.

Mieszkańcy skarżą się na ten całonocny łomot. A ekrany akustyczne, jak te stawiane przy drogach, nic nie pomogą, bo ruch uliczny jest nieporównywalnie słabszy od możliwości wielokilowatowych systemów nagłaśniających.

Nie ma ekranu, który poradziłby sobie z falą o częstotliwości 20 herców (Hz), i nie ma ściany, przez którą by taka fala o niskiej częstotliwości nie przeszła – dodaje Tomasz Hernik, muzyk i producent muzyczny, znany m.in. z Zespołu Reprezentacyjnego. Zdecydował się wynieść z centrum Krakowa, kiedy sąsiedztwo trzech klubów czynnych do świtu, grających niemal non stop muzykę opartą na częstotliwościach bliskich infradźwiękom, nie dawało mu przespać wielu nocy. – Jeszcze kilkanaście lat temu mało kto się spodziewał, że dostępność sprzętu z możliwością wygenerowania pasma osiągającego granicę infradźwiękową będzie tak łatwa jak zakup bułki w osiedlowej Żabce – mówi.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj