Czy telefon można i warto ładować nocą?
Zwykle nie stawiamy sobie takich pytań. Ale wielu z nas odruchowo i nawykowo podłącza urządzenia do ładowania właśnie przed snem.
Unsplash

Czy pozostawianie telefonu na noc pod ładowarką jakoś szkodzi naszemu urządzeniu? Pytanie to postawił niedawno jeden z publicystów „New York Timesa”. Jonah Engel Bromwich, bo o nim mowa, odpowiada krótko – to zależy. Rzecz w tym – powiada – że telefon ma w pewnym sensie coraz krótszą żywotność. Zanim jakoś się do niego przywiążemy, już rozglądamy się za nowym,. Tym bardziej że giganci w branży technologicznej co jakiś czas wydają kolejne modele swoich smartfonów, nęcąc udoskonaleniami (czasem tylko kosmetycznymi, ale jednak).

Bromwich szacuje, że zmieniamy telefon średnio co dwa lata (są rzecz jasna chlubne wyjątki, zdarzają się i tacy, którzy wciąż noszą przy sobie telefon z klasyczną klawiaturą albo rzadziej dziś spotykaną klapką). „Ludzie, którzy często wymieniają telefon, nawet nie zdążą zanotować, ile szkód mu na co dzień wyrządzają” – zauważa Bromwich. Jeśli więc nie planujesz wiązać się z telefonem na długie lata – dodaje – ładuj go śmiało, jak długo chcesz i kiedy chcesz. Konsekwencji nawet nie odczujesz, no chyba że zechcesz go po czasie sprzedać albo komuś życzliwie przekazać. Ale wtedy to już nie będzie Twoje zmartwienie.

Podkreślmy uczciwie: częste ładowanie nie pozostaje bez wpływu dla telefonu. Zauważmy, że ładowana w ciągu dnia, bateria stosunkowo szybko osiąga swoje maksimum. Nocą tej kontroli już nie mamy. Po siedmiu, ośmiu godzinach pod ładowarką bateria jest nie tyle naładowana, ile przeładowana.

Cytowany przez „New York Timesa” Edo Campos, rzecznik firmy specjalizującej się w produkcji ładowarek telefonicznych, uspokaja co prawda, że smartfony są inteligentne i wiedzą, kiedy mają dosyć energii. Telefony z oprogramowaniem Android i iOS wyposaża się w specjalne chipy, które chronią przed nadmierną absorpcją prądu elektrycznego. Innymi słowy: ładują się do ostatka, a potem stają się niejako oporne, niezależnie od tego, czy są jeszcze podłączone do ładowania.

Teoretycznie użytkownicy telefonów z wymienionymi wyżej oprogramowaniami mogą spać spokojnie. Teoretycznie, bo w rzeczywistości sama czynność ładowania baterii telefonu i tak szkodzi. Rzecz w tym, że dzięki najnowszej technologii telefony uczą się przyjmować sporą ilość energii w możliwie krótkim czasie. Baterie litowo-jonowe – standardowe wyposażenie naszych telefonów – szybciej się więc ładują, ale i szybciej zużywają. Nawet chip przed tym nie uchroni – baterii nie da się już bardziej naładować, ale sama będzie przecież wciąż podłączona do prądu.

Jak temu przeciwdziałać? Po pierwsze – radzi Bromwich – można użyć ładowarki przeznaczonej dla słabszych urządzeń (spróbujmy na przykład zasilić tablet ładowarką do telefonu – proces z pewnością się wydłuży). Choć nie ma, rzecz jasna, stuprocentowej gwarancji, że rozwiązanie to okaże się skuteczne.

Po drugie, sprawdzajmy, czy nasze urządzenie nie ogrzewa się zbyt szybko. Wysoka temperatura pobudza baterie litowo-jonowe dodatkowo, stopniowo je niszcząc. W przypadku urządzeń Apple granicą, której lepiej nie przekraczać, jest 35 stopni Celsjusza.

Ostatnim – i prawdopodobnie najskuteczniejszym – rozwiązaniem byłoby ładowanie telefonu w ciągu dnia i monitorowanie, czy bateria już jest w pełni zasilona. Oznaki zużycia widać ponoć dopiero po około dwóch latach użytkowania telefonu. Czyli w momencie gdy – statystycznie rzecz ujmując – zaczynamy rozglądać się za nowym urządzeniem…

Czytaj także:
– Uzależnieni od ładowania telefonów i innych urządzeń
– Jak wydłużyć czas pracy baterii smartfona

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj