Mecz z Armenią miał być niewymagającym spacerkiem. Czy kadra wyciągnie wnioski z wygranego spotkania?
Lampka ostrzegawcza
Zagłaskana po Euro reprezentacja zatrzymała się w rozwoju. A może nawet cofnęła.
Kacper Pempel/Reuters/Forum

Bilans się zgadza – miało być 6 punktów i jest. Ale druga połowa spotkania z Armenią  mogła skończyć się katastrofą. Przepis na nerwy i niepewność w takim meczu jak z Armenią, który miał być spacerkiem, jest dobrze znany. Skazywany na pożarcie słabeusz rośnie z każda minutą heroicznej obrony, a faworyt im bardziej się w swoich atakach męczy, tym bardziej robi się nerwowy. Tego, na ile faworyt skomplikował sobie życie lekceważeniem rywala i przekonaniem o własnej wielkości, raczej się nie dowiemy, bo na taką szczerość piłkarzy nie stać. Faktem jest, że gra w obronie wołała o pomstę do nieba. To się z czegoś bierze. Raczej nie z tego, że nasi zapomnieli jak się ustawiać oraz asekurować. Czyli albo udzielała im się panika, albo zapadli na nonszalancję. Tak źle i tak niedobrze, bo to się kiedyś zemści. 

Po trzech jesiennych meczach eliminacyjnych do rosyjskiego mundialu (czeka nas jeszcze w tym roku czwarty, za miesiąc na wyjeździe z Rumunią) można powiedzieć, że jest nieźle, chociaż sytuacja w grupie jest zagmatwana. Lampka ostrzegawcza jednak pali się coraz mocniej. Polacy męczą się z Kazachstanem, męczą z Armenią, nonszalancko trwonią bezpieczną przewagę z Danią, która okres świetności ma dawno za sobą. Po mistrzostwach Europy, gdzie ćwierćfinał został uznany za sukces, wokół reprezentacji Nawałki zapanowała atmosfera kultu. Trochę już od niej mdliło, bo prawdę mówiąc byliśmy wówczas i jesteśmy dziś zespołem co najwyżej niezłym, ale do europejskiej czołówki jeszcze nam daleko. Ostatnie mecze pokazały niestety, że od francuskiego Euro reprezentacja się nie rozwinęła.  

Wiadomo, że strata punktów z Armenią mogłaby się w końcowym rozrachunku okazać bolesna, ale z drugiej strony taki prysznic by się przydał, bo może zmusiłby trenera Nawałkę oraz jego sztab do poszukania nowych pomysłów na grę reprezentacji. Swego czasu selekcjoner wyznał, że będzie stawiał przede wszystkim na piłkarzy, którzy mają miejsce w klubach, ale ostatnio pokazuje, że ta zasada jest względna. Grzegorz Krychowiak ma niepodważalne miejsce w pomocy, mimo że po głośnej przeprowadzce do sponsorowanego przez szejków gwiazdozbioru w Paris Saint Germain nie potrafi się w nowym klubie odnaleźć. Stracił jako piłkarz pod każdym względem, co widzą chyba wszyscy poza Nawałką. To samo z Kapustką – w klubie nie mieści się nawet na ławce rezerwowych, a Nawałka wprowadza go w końcówce jak męża opatrznościowego. Wypada mieć nadzieję, że selekcjoner wie, co robi, chociaż biorąc pod uwagę efekty na boisku, można zwątpić.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj