Legendy wyścigu Giro d’Italia
Włosi i ich herosi
Giro d’Italia ruszył po raz setny. Jak mawiają wtajemniczeni: to najtrudniejszy wyścig świata w najpiękniejszym kraju świata.
Śliskie drogi, hałdy śniegu na poboczach, przeraźliwe zimno – to codzienność górskich etapów Giro.
Claudio Peri/EPA/PAP

Śliskie drogi, hałdy śniegu na poboczach, przeraźliwe zimno – to codzienność górskich etapów Giro.

Ujęcia warte więcej niż słowa pochodzą z etapów górskich. Te najsłynniejsze z edycji 1988 r. Przed startem 14. etapu z Chiesy do Bormio rozniosły się w peletonie plotki, że trasa przez przełęcz Gavia, położoną na wysokości 2621 m, jest nieprzejezdna z powodu śnieżycy. Organizatorzy ani myśleli jednak odwoływać ściganie. Kolarze zachęcali się nawzajem do strajku, ale w odpowiedzi słyszeli: nie macie wyjścia, bo nocleg zaplanowano w Bormio. Warto się spieszyć: kto pierwszy, ten zarezerwuje lepszy hotel.

To na tym etapie zwycięstwo w całym wyścigu zapewnił sobie Amerykanin Andy Hampsten. Był pierwszym kolarzem spoza Europy, który zwyciężył w Giro. Przełęcz Gavia pokonał w śnieżycy, na metę dotarł, utrzymując luźny kontakt z rzeczywistością. Mimo że przed startem zaopatrzył się w czapkę, gogle, rękawice neoprenowe i wiatrówkę. Większość atakowała szczyt w krótkim rękawku. Pojawiły się doniesienia o zamarzniętych szczękach hamulcowych i przerzutkach zablokowanych przez lód. Niektórzy najbardziej niebezpieczne odcinki pokonali pieszo, nie dbając o niepowetowane straty w klasyfikacji generalnej. Inni zdradzali objawy hipotermii.

Najgorzej jest na zjazdach

Śliskie drogi, hałdy śniegu na poboczach, przeraźliwe zimno – to codzienność górskich etapów Giro. Wciąż zdarza się, że z powodu nagłego powrotu zimy trasa jest skracana. Gdy trzeba się ścigać, najgorzej jest na zjazdach.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj