Mistrzowie Polski skompromitowali się. Legia nie zagra w europejskich pucharach
Legia Warszawa solidarnie z innymi polskimi uczestnikami europejskich pucharów zaszurała po dnie. Od spodu już mało kto puka.
Polską piłkę toczy megalomania.
Andrzej Iwańczuk/Reporter

Polską piłkę toczy megalomania.

Przed rozpoczęciem nowego sezonu Warszawa oblepiona została banerami z wizerunkami piłkarzy Legii w efektownych boiskowych pozach mających najwidoczniej dawać do zrozumienia, że mamy oto do czynienia z artystami futbolu. Z banerów krzyczał napis „MOCNIEJ”, jasno komunikując, że ostatni sezon, gdy Legia zaistniała w Lidze Mistrzów i nawet przebiła się do fazy pucharowej Ligi Europy, tylko wyostrzył przy Łazienkowskiej apetyty. I że w najbliżej przyszłości będzie tylko lepiej, a udział w europejskich pucharach to będzie dla Legii bułka z masłem.

Przekaz z banerów rozjechał się jednak z rzeczywistością. Mająca mocarstwowe ambicje Legia nie znalazła argumentów, by zatrzymać zawodnika, który powiózł ją wiosną do mistrzostwa, czyli Vadisa Odidję-Ofoe, a na dodatek bez żalu pożegnała wieloletniego kapitana, Jakuba Rzeźniczaka, odczuwając najwyraźniej kłopot bogactwa w defensywie.

Finał jest taki, że w obronie Legii rządzi chaos, a Rzeźniczak awansował do Ligi Mistrzów z azerskim Karabachem Agdam. Napastnika Legia wiosną nie miała, a latem poratowała się atrapami. Polityka kadrowa mistrza Polski zakrawa na prymitywny sabotaż, bo do zespołu potrzebującego wzmocnień na już sprowadza się piłkarzy sportowo zapuszczonych, z których może będzie pożytek, pod warunkiem, że schudną. Czyli gdzieś późną jesienią. Na Termalikę Bruk-Bet Nieciecza będą jak znalazł.

Megalomania polskiej piłki

Polską piłkę toczy megalomania, która jest jakoś tam jeszcze uzasadniona, jeśli chodzi o reprezentację, kroczącą pod wodzą selekcjonera Adama Nawałki od zwycięstwa do zwycięstwa, choć, między Bogiem a prawdą, jak na razie są to głównie zwycięstwa eliminacyjne, bo niczego konkretnego ta drużyna jeszcze nie wygrała, tak samo jak nie wygrał z klubami jej motor napędowy i arcygwiazdor, Robert Lewandowski.

Megalomania lokalna objawia się napuszeniem i bujaniem w obłokach po incydentalnych sukcesach, takich jak np. ubiegłoroczny remis Legii z Realem Madryt czy zwycięstwo nad Sportingiem Lizbona. Naturalną konsekwencją takich ulotnych zwycięstw jest eksplodujące ego piłkarzy, którzy podłechtani jeszcze potem tytułem na lokalnym podwórku, przekonani, że ich boiskowa wartość jest wprost proporcjonalna do grubych tysięcy otrzymywanych co miesiąc na konto, zapadają na ciężką bezrefleksyjność odnośnie do swojej rzeczywistej piłkarskiej jakości.

Nie przyjmują do wiadomości jakiejkolwiek krytyki, a przyparci do muru przez dziennikarzy, proponują im obrażonym tonem zamianę ról, bo wtedy dopiero jeden pismak z drugim przekona się, jak to ciężko być piłkarzem. Ostatnie odcinki tego serialu nagrywano całkiem niedawno, ze sfochowanymi piłkarzami Legii w rolach głównych.

W pucharach nie będzie żadnego polskiego klubu

Nie ma przypadku w tym, że jesienią, po raz pierwszy od pięciu lat, nie będzie w pucharach żadnego polskiego klubu. Systemowa impotencja, czyli umiejętne wychowywanie piłkarzy, to oczywiście źródło klęsk. Ale polskie kluby siedzą też na minie logistycznej, czyli przeładowanym kalendarzu rozgrywek.

Narzekanie przez piłkarzy na zmęczenie sezonem i brak porządnego urlopu wywołują u kibiców uśmiechy politowania, bo wydaje się, że żaden nie dość satysfakcjonujący urlop nie tłumaczy tego, żeby w meczach o stawkę przyjmować piłkę z gracją manekina, potykać się o własne nogi albo uprawiać taktyczne bezhołowie. Trochę racji jednak ci piłkarze mają. Władze rządzącej rozgrywkami spółki Ekstraklasa SA nie dostrzegają oczywistej potrzeby skrócenia rozgrywek, właśnie w obliczu konieczności odpowiedniego przygotowania się do kwalifikacyjnych spotkań w europejskich pucharach, które dla polskich klubów, z racji konsekwentnych porażek, zaczynają się już na początku lipca.

Dla spółki liczą się słupki: publiczność na stadionach, dochody z dnia meczowego. Pod te rosnące statystyki (które rosnąć muszą z racji liczby meczów) dorabia się ideologię – że Ekstraklasa się rozwija. Tylko że z wyników w pucharach wynika, że jest wprost przeciwnie. Ale z tego to już niech tłumaczą się kluby. Ekstraklasa SA obudzi się w maju, pod warunkiem, że uda jej się wykreować jakieś słupki, którymi można się pochwalić.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj