Jak samemu się uszczęśliwić? Cztery pewne sposoby do codziennego praktykowania
Zamiast ufać domorosłym doradcom, lepiej zaufać naukowcom. Zwłaszcza że poczucie szczęścia czy zadowolenia to nie taka błaha sprawa.

Spadek formy o każdej porze roku da się jakoś wytłumaczyć. Latem mówi się o falach depresji (szafując tym słowem do przesady), jesienią o chandrze, zimą o melancholii połowy roku, wiosną – o przesileniu. O nasze słabsze samopoczucie oskarża się też ciśnienie i pogodę. Trochę w tym racji. Rolę słońca i wysokości temperatur należy docenić. Ale nie należy jej też przeceniać.

Gorszy nastrój – mniejsza o powody – po prostu się zdarza. Ale czy da mu się profilaktycznie zapobiec? Nie zawsze mamy wpływ na to, co się nam przytrafia, ale możemy zawczasu sobie pomóc, umocnić się psychicznie, wywołać (własny!) uśmiech. Albo podarować samym sobie nieco radości w te dni, które na pozór niczym się nie wyróżniają. Neurolog Alex Corb z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles przekonuje na przykład, że spiralę szczęścia można wprawić w ruch samodzielnie przy odrobinie dobrej woli i wysiłku. Oto wyodrębnione przez niego nawyki, których trzeba się nauczyć, żeby poczuć się szczęśliwszym:

1. Bądź wdzięczny!

Kiedy z czymś się zmagamy, odczuwamy różne emocje. Poczucie winy, wstydu, ale i dumy. Wychodzi na to, że wszystkie te uczucia uruchamiają w mózgu podobne ośrodki, takie jak kora przedczołowa, ciało migdałowate, wyspy czy jądro półleżące. Duma aktywizuje najsilniej wszystkie z tych ośrodków poza jądrem półleżącym, na które najlepiej działają wstyd i poczucie winy.

Żeby było zabawniej, dodajmy dla porządku, że to ośrodki… nagrody. Niektórzy ludzie chętnie się obwiniają, biorą odpowiedzialność za niekoniecznie swoje czyny itd. To dlatego, że w pewnym sensie sprawia im to przyjemność – nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy.

Poza wszystkim fakt, że się zamartwiamy, to dla mózgu sygnał, że chcemy jakoś swoje problemy rozwiązać. Nasze zaniepokojenie – tłumaczy Alex Corb – uspokaja układ limbiczny, zwiększając aktywność w przyśrodkowej korze przedczołowej i zmniejszając aktywność jądra migdałowatego. Krótko mówiąc: lepiej się martwić, niż udawać, że problem nie istnieje.

.
Simon Maage/Unsplash

.

Nie brzmi to wszystko dość optymistycznie, bo zakłada, że aby lepiej się poczuć, trzeba się stale zamartwiać. Do tego neurolog nie namawia – trzeba znać proporcje. W gorszych momentach dobrze się też zastanowić, czy mamy… za co dziękować. Okazuje się bowiem, że wdzięczność – uważana zresztą za przejaw inteligencji emocjonalnej – wyzwala dopaminę. Sprawia też, że podwyższa się poziom serotoniny – podobny efekt daje na przykład zażywanie Prozaku!

Co więc należy robić w szczególnie trudnych momentach? Po pierwsze, mieć świadomość, że mózg lubi, kiedy się zamartwiamy (bo nie lubi bezczynności). Po drugie, szukać pozytywów, okazywać wdzięczność bliskim ludziom itd. Neurolog przekonuje – na pocieszenie – że nawet jeśli nie znajdą się żadne powody do wdzięczności, to mózgowi wystarczy, że w ogóle ich poszukujemy.

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj