Czy technologia polskiego informatyka zostanie wbrew niemu opatentowana w USA?
Nóż w plecy
Google korzysta z kompresji danych dr. Jarosława Dudy z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zgłaszając wniosek patentowy, wbił mu nóż w plecy.
Google nie szanuje woli i działań autora pomysłu.
Markus Spiske/Unsplash

Google nie szanuje woli i działań autora pomysłu.

Urszula Schwarzenberg-Czerny: – Google próbuje teraz opatentować w Stanach Zjednoczonych pańskie metody kompresji danych.
Dr Jarosław Duda, Uniwersytet Jagielloński: – Przypadkiem się dowiedziałem o wniosku patentowym, używając zresztą wyszukiwania Google. Szukałem nowych informacji o moich metodach, rodzinie tzw. kodowań ANS. Wcześniej pomagałem Google i myślałem, że mamy dobre relacje. Liczyłem za to tylko na formalną współpracę z Uniwersytetem Jagiellońskim, taka współpraca została zasugerowana przez Google i pozwoliłaby mi zbudować zespół do efektywniejszej pomocy Google. Wniosek patentowy pozbawił mnie złudzeń.

Jakie korzyści ludzie czerpią z tego, że pana metody są ogólnodostępne?
Umożliwiają one poprawę parametrów kompresji danych, której poddane są prawie wszystkie informacje przesyłane i przechowywane przez urządzenia elektroniczne. A to przekłada się na oszczędności w skali globalnej w zużyciu energii, żywotności baterii, czasie dostępu, w użyciu nośników danych oraz łączy telekomunikacyjnych. Moimi metodami zapisują informacje choćby smartfony i laptopy Apple. Korzysta z nich Facebook. Google również używa ANS w kilku kompresorach, m.in. w kompresorze wideo dla YouTube i Netflix, którego dotyczy ten patent.

W jaki sposób zamierza się pan odnieść do działań Google?
Wieloletni proces rozważania takiego patentu już stanowi prawne zagrożenie dla używania ANS przez innych. Z Uniwersytetem Jagiellońskim, gdzie pracuję na Wydziale Matematyki i Informatyki, złożyliśmy protest w amerykańskim urzędzie patentowym i rozważamy ewentualne kroki prawne. Przy rozwijaniu oprogramowania open-source wystarczy pomysł upublicznić i to powinno uniemożliwić opatentowanie go przez kogokolwiek. Tak też działałem – upubliczniałem metody, modyfikacje, aplikacje ANS w postaci publikacji naukowych, implementacji czy wypowiedzi na publicznych forach. Niestety dość powszechne są obecnie próby przemycania wątpliwych patentów w celu blokowania konkurencji. Spore wątpliwości etyczne budzi też sposób, w jaki Google traktuje ludzi z zewnątrz. Przez ponad trzy lata za darmo oddawałem ekspertyzę i pracę nad adaptacją przez Google mojej metody, a spotkał mnie za to tylko tzw. nóż w plecy. Gigant nie szanuje woli i działań autora pomysłu.

***

Zapytany w tej sprawie menedżer działu Communications & Public Affairs Google Polska Piotr Zalewski odpowiedział, że firma Google „nie komentuje spraw patentowych w toku”.

Na prośbę POLITYKI do sytuacji odniósł się Józef Halbersztadt, ekspert Urzędu Patentowego RP i były członek zarządu Internet Society Polska: „Sprawa dr. Dudy jest jaskrawym przykładem tego, jak wygląda nadużywanie przez wielki biznes prawa patentowego. Dokonanie plagiatu jest tu tylko ubocznym skutkiem chęci narzucenia innym dostępu do obiecującego rozwiązania wyłącznie na własnych warunkach. Najważniejszym aspektem tej kontrowersji jest kwestia, czy rozwiązania informatyczne podlegają opatentowaniu. Nie podlegają, prawo mówi o tym wyraźnie. (...) Dr Duda włożył ogrom wysiłku, by ten nielegalny i szkodzący innym patent, o który wystąpił Google, nie został udzielony. Zarówno UJ, jak i polski rząd, posłowie do Parlamentu Europejskiego mogą zrobić jeszcze więcej, o ile dostrzegą, że nie chodzi o jednostkowy patent, lecz o generalną, realizowaną choćby w skali UE kwestię zaprzestania udzielania patentów informatycznych, czyli po prostu przestrzegania nie tylko prawa polskiego, ale i europejskiego”.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj