Czy piżamę należy prać codziennie?
Dyskusja na ten z pozoru banalny temat rozgorzała po publikacji na brytyjskim portalu parentingowym.
Piorący i niepiorący mają swoje racje.
Nik MacMillan/Unsplash

Piorący i niepiorący mają swoje racje.

Prać czy nie prać? Temat poruszono na brytyjskim portalu parentingowym Mumsnet. Czytelnicy w pierwszej chwili podeszli do sprawy bez entuzjazmu – jest o czym w ogóle dyskutować? Najwyraźniej tak, skoro wątek chwilę później podjął także brytyjski dziennik „The Guardian”. Tekst szybko wskoczył na listę najczęściej czytanych i zebrał ponad tysiąc komentarzy. Chwyciło.

Dyskutujący podzielili się z grubsza na dwa obozy – piorących często i piorących nieco rzadziej. Dla tych pierwszych (nazywanych przez dziennik „obozem czystości”) to oczywistość i kwestia fundamentalnej troski o higienę. Drudzy nie mogą się nadziwić, że chodzą po świecie ludzie, którzy wrzucają piżamę do pralki każdego ranka, jak tylko ją z siebie zrzucą. Każda strona ma swoje racje i logiczne argumenty. Piorący regularnie piszą na przykład, że człowiek nocą się poci, rano bierze prysznic i po całym dniu pracy znów ląduje w łóżku – niespecjalnie czysty zasypia w niespecjalnie czystym środowisku. Nie każdy ma zwyczaj kąpać się dwa razy dziennie. Kąpiel i tak zresztą zdaje się na nic, skoro wkładamy potem tę nieszczęsną, nieświeżą piżamę. Przesada? Nadgorliwość?

W 2015 r. firma Ergoflex (notabene handlująca materacami) przeprowadziła na ten temat ankietę. 2500 osób w wieku od 18 do 30 lat opowiedziało, jak często zmienia piżamę i dlaczego. Okazało się, że mężczyźni wrzucają ją do pralki średnio co 13 dni, kobiety – co 17. Powodem wymiany nocnej odzieży nie była nawet troska o higienę – a przynajmniej nie w pierwszej kolejności. 41 proc. kobiet i 50 proc. mężczyzn przyznało, że zmusza ich do tego… nieprzyjemny zapach. Znoszona piżama po paru (parunastu) dniach użytkowania siłą rzeczy wydziela taką woń.

Skutki prania i nieprania

Ale zapach to przecież nie wszystko. „Obóz czystości” ma silniejsze, pobudzające wyobraźnię argumenty. Prof. Sally Bloomfield z International Scientific Forum on Home Hygiene tłumaczy „Guardianowi”: „Wszyscy mamy na sobie mikoorganizmy, które jeśli trafią w niewłaściwe miejsca, mogą się okazać niebezpieczne. I są potencjalnie niebezpieczne dla innych osób, jeśli się na nie przeniosą”. Pranie to zatem także forma ochrony dla osób, z którymi współdzielimy łoże, a nawet szerzej: mieszkanie i dom.

O jakie mikroorganizmy chodzi? Jest ich cała masa. Począwszy od bakterii powodujących zakażenia skóry (przykładem Staphylococcus aureus), na bakteriach kałowych (jak E. coli) kończąc. Prawdopodobnie nikt nie chce nimi obdarować ukochanej osoby. Ani siebie samego.

Prof. Bloomfield zdradza „Guardianowi”, że sypia nago. Poza tym regularnie pierze pościel i prześcieradło. Jeśli dzieli się miejsce zamieszkania z małymi dziećmi, chorymi albo ludźmi podatnymi na różne infekcje – przekonuje – to regularna wymiana pościeli i piżam jest absolutnie konieczna.

Zwolennicy tej teorii radzą ponadto, żeby piżamy prać osobno, nie mieszając ich z innymi ubraniami. Organizmy osiadające na piżamach wykazują dużą moc przetrwania (przeżywają wiele tygodni na suchych tkaninach!), więc temperatura musi być odpowiednio wysoka. 40 stopni to minimum, 60 – wariant idealny. Trzeba też uważać, w jakich warunkach ubrania się suszy. Pozostawienie ich na kaloryferze nie będzie najlepszym pomysłem, bo wilgoć to dla bakterii najlepsze środowisko.

Radykalni przedstawiciele „obozu czystości” wymieniają piżamę każdego dnia. Prof. Bloomfeld twierdzi tymczasem, że raz w tygodniu w zupełności wystarczy. Zwłaszcza że – tu mógłby się odezwać obóz umiarkowanej czystości – codzienne pranie uwalnia do atmosfery tyle dwutlenku węgla co przelot samolotem z Londynu do Glasgow i z powrotem. Kwestię „prać czy nie prać” powinien więc rozstrzygnąć zdrowy rozsądek.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj