szukaj
W pogoni za gadżetem doskonałym
Wokół premiery iPada
Do historii przechodzą te urządzenia, zmieniające sposób w jaki czytamy, patrzymy, słuchamy i myślimy. Na rynku pojawiają się setki elektronicznych produktów, ale tylko nieliczne przetrwają dłużej niż okres ich gwarancji.
Steve Jobs prezentuje nową Rzecz - iPada
Materiały promocyjne

Steve Jobs prezentuje nową Rzecz - iPada

Tak wyglądał pierwszy komputer osobisty firmy Apple
MC/Flickr CC by SA

Tak wyglądał pierwszy komputer osobisty firmy Apple

Mary Evans Picture Library/BEW

Po miesiącach przecieków i spekulacji Steve Jobs pokazał kolejną Rzecz. Czy tablet iPad spełni oczekiwania i stanie się The Next Big Thing, czyli kolejnym urządzeniem przełomowym? Firma Apple ma w tej kwestii sporą praktykę, bo udało im się już zmienić świat wprowadzonym na rynek 26 lat temu Macintoshem. A 10 lat temu – odtwarzaczem MP3 – iPod. Trudno ocenić walory i wady iPada, komputera z dotykowym ekranem, zanim nie weźmie się go do ręki. Na prezentacji Steve’a Jobsa wygląda jak przerośnięty iPod touch – trochę niezręcznie, podobnie jak wielkie amerykańskie samochody. Zamiast jednak jeść cukierek przez szybkę, skróćmy czas oczekiwania na komercyjną premierę nowego gadżetu z Apple zastanawiając się, co czyni Rzecz doskonałą?

Co decyduje o sukcesie gadżetu? Czy chodzi o dizajn, funkcjonalność, ergonomię? Czy popularność gadżetów jest jedynie funkcją marketingu i sztucznie kreowanych potrzeb? Dlaczego tak wiele pomysłów zachwalanych przez speców od marketingu jako przełomowe nigdy nie spotkało się z uznaniem użytkowników, zaś te, które skreślono jeszcze przed premierą, stawały się nośnikiem radykalnej zmiany? Apple, zanim podbił rynek odtwarzaczy muzycznych iPodem (mało kto wierzył w październiku 2001 r., miesiąc po ataku Al Kaidy na Nowy Jork i Waszyngton, by biała mydelniczka za 400 dolarów wzruszyła kogokolwiek), a potem iPhonem, próbował szczęścia już w pierwszej połowie lat 90. zeszłego stulecia wciskając ludziom Newtona. Newton niby miał wszystko, co potrzeba: dotykowy ekran, rozpoznawał pismo, istniały ciekawe aplikacje. Ci, którzy dali się namówić na jego kupno, przekonywali o zaletach tego pierwszego tableta. Nikt jednak nie mógł wmówić, że urządzenie jest cool. Nie wskakiwało samo do ręki, jak iPod touch, nie uwodziło, nie uzależniało.

Czy istnieją więc wynalazki doskonałe, raz wymyślone nie wymagające już zasadniczych poprawek, jak koło lub książka? Poszukując odpowiedzi przyjrzyjmy się Rzeczom, które – dziś można tak już powiedzieć – wstrząsnęły światem.

Sony i Elvis Presley

W grudniu 1947 r. Laboratoria Bella zademonstrowały swój najnowszy wynalazek – tranzystor – nie mając jeszcze pomysłu  na jego wykorzystanie. W tym czasie standardem korzystania z elektroniki użytkowej było radio i powoli wkraczający do salonów telewizor. Ze względów konstrukcyjnych, wszak były to urządzenia lampowe, duże i ciężkie Ówczesne odbiorniki przypominały meble i traktowano je taki właśnie sposób, jako cześć umeblowania wkomponowanego w domową infrastrukturę.

Konstruktorzy z Niemiec i USA szybko odkryli, że lampy elektronowe można zamienić tranzystorami, miniaturyzując radioodbiornik. Dopiero jednak mała japońska firemka Tokyo Tsushin Kogyo zdecydowała się na odważną komercjalizację nowej technicznej możliwości. W 1955 r. na rynku pojawił się „tranzystor” z nowym znakiem markowym - Sony. I rozpoczęła się bezprecedensowa kariera gadżetu doskonałego - dziś w użytku jest jakieś 7 mld radioodbiorników. Ile ich sprzedano w ciągu półwiecza? Nikt nie policzy.

Zanim Sony zdecydowało się na swój odważny ruch, zmierzyć się musiało z niedowierzaniem ekspertów. Po co komu urządzenie o tak dziwnej funkcjonalności? Na dodatek radzące sobie słabo z najważniejszą dla użytkownika cechą - jakość dźwięku była przecież o wiele słabsza niż w radioodbiornikach lampowych.

Każdy antropolog i socjolog wie jednak, że rzeczy nie są obiektami martwymi, lecz przedmiotami społecznymi - ukrywa się w nich głębokie znaczenie i wiedza o relacjach społecznych, strukturach władzy i hierarchiach autorytetu. Lampowy radioodbiornik salonowy nie tylko zapewniał wysoką jakość słuchania, także komponował się doskonale ze strukturą tradycyjnej rodziny z właściwym dla niej podziałem ról i autorytetu. Wiadomo, że to pan domu decydował czego i kiedy się słucha.

Problem w tym, że w tym właśnie czasie nastąpiła głęboka zmiana kulturowa. O ile pan domu chciał słuchać Mieczysława Fogga, to jego latorośle zainteresowane były facetem o nazwisku Elvis Presley. Zainteresowania nie do pogodzenia, międzypokoleniowa wojna kulturowa wisiała w powietrzu. I wtedy na scenie pojawiły się „tranzystory” Sony. Młodzi mogli zabrać swoją muzykę do swoich pokojów, a nawet na ulicę. Radio tranzystorowe okazało się także ważnym instrumentem rewolucji politycznych - świat wkraczał w epokę dekolonizacji, a „tranzystory” umożliwiały odbiór informacji przez bojowników w Afryce i w Azji na terenach pozbawionych infrastruktury. Przekonali się o tym min. dotkliwie Francuzi przegrywając wojnę w Algierii.

Jak widać sukces  radia tranzystorowego i pomysłu na „przenośną muzykę” wynikał nie tyle z doskonałego marketingu (w tamtym czasie nikt jeszcze nie miał pojęcia o Sony ani zaletach tej marki), ile z dopasowania się nowego gadżetu do szybko zmieniającego się świata. Świat w ruchu – w ruchu w każdym sensie: społecznym, politycznym i kulturowym wymagał adekwatnego rozwiązania, Rzeczy będącej znakiem czasu.

Walkman i rewolucja Ajatollachów

O ile urok „tranzystorów” nie wygasł, to jednak społeczeństwo nie przestało się zmieniać. Socjologowie na przełomie lat 60. i 70. zaczęli mówić o odmasowieniu, odejściu od społeczeństwa przemysłowego, indywidualizacji. Sony znowu wyczuło trend, dostrzegając że pierwotny doskonałą ideę stojącą za pierwszym gadżetem można udoskonalić w sensie funkcjonalnym tak, by znowu lepiej odpowiadała duchowi czasu. Tym razem chodziło już nie tylko o możliwość słuchania poza kontrolą rodziców.

Coraz bardziej zindywidualizowany odbiorca chciał słuchać swojej muzyki, co nie oznaczało już jedynie swojej radiostacji, lecz własnego miksu utworów i twórców. Potrzebę tę zaspokoił wprowadzony w 1979 r., wbrew radom wielu ekspertów, Walkman. Wydarzeniu temu towarzyszył ciekawy kontekst polityczny - w 1979 r. władzę w Iranie przejął Ajatollah Chomeini, a głównym instrumentem komunikacji z niepiśmiennym wówczas ludem były szmuglowane z zagranicy kasety magnetofonowe z nagranymi przemówieniami.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj