Jeszcze jedna tajemnica Ostatniej Wieczerzy
Paschalny catering
Na malowidłach ukazujących Ostatnią Wieczerzę Jezus i apostołowie z upływem stuleci jedzą coraz więcej. Czy to tylko przypadek?

Fachowcy badający artystyczne wizje Ostatniej Wieczerzy specjalnym programem graficznym zauważyli niedawno ciekawą zależność - na 52 malowidłach stworzonych między rokiem 1000 a 1750, wielkość porcji pożywienia podanego na stół wzrosła aż o 69 procent, a wielkość naczyń o 66 procent. Innymi słowy, im później obraz był malowany, tym więcej Jezus i apostołowie mieli - według malarzy - do zjedzenia.

Wyniki tego odkrycia publikuje kwietniowe wydanie czasopisma International Journal of Obesity – miesięcznika zajmującego się naukowo problematyką otyłości. Zdaniem naukowców dowodzi ona panującej w zachodniej cywilizacji tendencji do ciągłego wzrostu produkcji żywności. Ukazuje też, jak zmieniał się kanon zasobności stołu na przestrzeni wieków.

Od bochenka chleba po wielką ucztę

Istnieje kilkaset obrazów przedstawiających to doniosłe wydarzenie, a ich autorami byli najwybitniejsi mistrzowie pędzla. Sam Jacopo Tintoretto namalował aż 12 Ostatnich Wieczerzy. Ostatni posiłek, przed śmiercią Jezusa uwieczniły też takie sławy jak: Giotto, Castagno, Leonardo da Vinci, Holbein, Cranach czy Rubens.

W prostych malowidłach z czasów bizantyjskich Jezus i apostołowie siedzą zwykle niemal przy pustym stole, na którym da się dostrzec ledwie kilka kształtów przypominających niewielkie bochenki chleba. Często nie ma tam żadnych naczyń ani talerzy, lub jest tylko jeden talerz, stojący na stole przed prorokiem. Wydaje się, że twórcy wieków średnich w ogóle nie zwracali uwagi na to, co i ile ewentualnie uczestniczy Ostatniej Wieczerzy mogli zjeść.

Im później jednak, a od epoki Renesansu szczególnie, tym więcej jadła i napojów. Na bodaj najsłynniejszym, czyli fresku Leonarda da Vinci z kościoła Santa Maria Della Grazie w Mediolanie, uczestnicy siedzą przy stole, na którym jest mnóstwo chleba, a także innej strawy podanej w półmiskach. Obficie jest na obrazie Tintoretta namalowanym około 1592 roku. Tam stół niemal ugina się od potraw; są zresztą dwa stoły: jeden główny i  drugi boczny też zastawiony półmiskami, a służba uwija się między nimi, donosząc dania uczestnikom Wieczerzy. To już prawdziwa uczta.

Czy odkrycie to może mieć dzisiaj dla nas jakieś znaczenie? Wydaje się, że tak. Mówi nam ono, że wraz z  postępem i wzrostem poziomu życia jemy coraz więcej i że tendencja ta trwa od wieków. Zresztą, w bogatych państwach proces ten przybiera już niepokojące rozmiary, a nadwaga i otyłość stały się w nich poważnymi chorobami cywilizacyjnymi. Na przykład w USA odsetek cierpiących na otyłość wynosi obecnie 20 procent, a do roku 2030 wzrośnie do ponad 40 proc.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj