szukaj
Kryptografia nie z tego świata
Klucz do rzeczywistości
Artur Ekert w macierzystym, oksfordzkim Merton College
Karol Jałochowski/Polityka.pl

Artur Ekert w macierzystym, oksfordzkim Merton College

Dla wielu teoria Everetta jest jeszcze bardziej kuriozalna niż sama fizyka kwantowa. Mówią, że potrzeba lepszego wytłumaczenia.

Tylko jaką mamy alternatywę? Czasem pytam swoich studentów: czy naprawdę wierzysz, że nie ma rzeczywistości? A jeśli tak, to w którym momencie zaczyna istnieć? Sprawa rozwiąże się sama, kiedy pojawią się eksperymenty każące odrzucić niektóre elementy teorii kwantowej, co się zapewne wydarzy. Ale w tej chwili obowiązkiem fizyków jest poszukiwanie najlepszego dostępnego wytłumaczenia. I wydaje się, że jest nim teoria Everetta - bo nie zakłada sztucznego podziały na świat klasyczny i kwantowy. Jest więc uniwersalna.

Kto jeszcze się do niej przychyla?

Można wyróżnić dwa środowiska: kosmologów i ludzi zajmujących się komputerami kwantowymi. Każdy kosmolog staje przed problemem obserwatora. Badanym układem jest cały kosmos, nie można więc mówić o jakimś zewnętrznym systemie, który by ten kosmos obserwował, więc koncepcja Everetta (tzw. ewolucji unitarnej całości) wydaje się podejściem naturalnym. Badaczom komputerów kwantowych trudno byłoby natomiast zrozumieć, jak one działają. Wiedzą, że część prowadzonych przez nie obliczeń znajduje się w stanie superpozycji. Żeby otrzymać wynik końcowy, te obliczenia cząstkowe muszą zostać naprawdę przeprowadzone. Każdy element superpozycji najłatwiej więc rozumieć jako osobny świat Everetta.

Teoria Everetta jest zwyczajnie użyteczna?

Łatwiej się widzi pewne rzeczy. Jeśli się myśli w odpowiednich kategoriach, jeśli się ma wizualizację problemu, możne je prawie odgadnąć.

Co się widzi, myśląc o multiwszechświecie?

Teoria daje pewną formę konstrukcji geometrycznych. Widzę obliczenia w postaci abstrakcyjnych, dziwnie rozgałęziających się procesów.  

Miewa Pan takie stany iluminacji, jak kiedyś spacerujący nad morzem Schrödinger? Tak to naprawdę wygląda?

Coś w tym jest. Nie można robić fizyki między dziewiątą a siedemnastą, siedząc za biurkiem. Człowiek się napoci - licząc, myśląc, programując. To jest ta żmudna i potrzebna praca. Jednak dobre pomysły przychodzą do głowy, kiedy jesteśmy zrelaksowani, kiedy neurony sprawdzają dziwne skojarzenia. Wiele z nich powstało pod prysznicem, podczas spaceru czy nurkowania.  

Można robić fizykę bez filozofowania?

W pewnym momencie filozofia została przez fizyków wyśmiana. John Bell, który badał podstawy fizyki kwantowej oficjalnie zajmując się akceleratorami w CERN, pytał przychodzących do niego młodych ludzi zainteresowanych pracą nad mechaniką kwantową: A zawód już masz? Jeśli tak, to możesz zostać. Jeśli nie, to lepiej nie - bo nikt już nie potraktuje cię poważnie. Uważano, że filozofami zostają fizycy, którzy nie potrafią liczyć. I pewnie wiele takich osób było i jest.

Teraz zaczynają być traktowani poważnie?

Podstawy fizyki kwantowej okazały się użyteczne w informatyce kwantowej. Zajmowanie nimi jest OK. Choć pamiętam, że sam Bell, kiedy go spotkałem, tu, w Oksfordzie, i powiedziałem, że jego twierdzenie wcale nie jest takie abstrakcyjne, jak mu się zdawało, że może mieć praktyczne zastosowania, był zszokowany. Chyba mi nawet nie uwierzył. Fajne jest to, że udało nam się nobilitować tę dziedzinę nauki, dzięki czemu zajmują się nią teraz ludzie z klasą. Pomogliśmy trochę filozofom. Zresztą zawsze ich szanowałem. I nie rozumiałem, dlaczego mielibyśmy uciekać od filozofii. Ale uczono nas w bardzo operacyjny sposób, zgodnie z zasadą: zamknij się i rachuj.

Zgodnie z zaleceniem Bohra?

Trochę tak. Powiedziałem kiedyś dziennikarzom z Danii, że być może Bohr powinien zniknąć z podręczników mechaniki kwantowej - na jakieś dziesięć lat. Dopiero później można by go było ewentualnie znowu wprowadzić, bo tak bardzo namieszał [śmiech]! Wydawali się obruszeni. Kiedy rodziła się fizyka kwantowa, dominującym poglądem filozoficznym był pozytywizm Koła Wiedeńskiego. Nic dziwnego, że Bohr był w tym modzie intelektualnym. On i Heisenberg uważali, że fizyka powinna mówić tylko o tym, co zdołamy zmierzyć. Z drugiej strony stali Einstein i Schrödinger, czyli realiści (jak ja), którzy uważali, że nauka powinna tłumaczyć obiektywnie istniejącą rzeczywistość. Pierwsza koncepcja jest bardziej epistemologiczna, druga bardziej metafizyczna. Różnice między nimi nie miały większego znaczenia w obrębie mechaniki klasycznej, ale mechanika kwantowa rozdzieliła ich zwolenników na dwa obozy.

Coś drgnęło dopiero w latach 90., po opublikowaniu Pańskiej pracy?

Chyba tak, ale i po tym, jak zaczęto mówić o splątaniu i jego roli w obliczeniach kwantowych. To zabawna sprawa. Przez dziesięciolecia nikt nie zaglądał do artykułu Einsteina, Rosena i Podolsky'ego, po czym nastąpił ekspotencjalny wystrzał! Nagle stał się najbardziej cytowaną publikacją, i to mimo tego, że kiedy Einstein go pisał w Princeton, uważano go już powszechnie za zrzędliwego tetryka, za wariata, który stracił kontakt z rzeczywistością. Opowiadał coś o Bogu, który nie gra w kości. Po czym jego na wpół filozoficzny artykuł okazuje się fundamentalny dla nowych technologii kwantowych!

Gdyby było więcej realistów, więcej podobnych artykułów, to wiele rzeczy dokonało by się chyba wcześniej. Zawsze lepiej, kiedy się coś kontestuje, prawda? Kiedy jest się niezadowolonym z obowiązujących opisów rzeczywistości i zadaje pytania. I nie można mówić, jak Bohr, że te pytania nie mają sensu.

Czy kryptografia kwantowa, w teorii doskonała metoda szyfrowania, jest obiektem pożądania rządów i korporacji?

Oczywiście rządy i agencje bezpieczeństwa są nimi zainteresowane. Na mnie jednak nikt nie wywierał nacisku, niczego nie zakazywał. Ze dwa razy może zdarzyło się, że moje artykuły zostały opublikowane z pewnym opóźnieniem. Raz też, w czasach, gdy rozpadał się Związek Radziecki, odwiedzili mnie smutni panowie w ciemnych okularach, z neseserami (więc byli pewnie gotowi dobrze zapłacić), którzy chcieli kupić prototyp kryptografii kwantowej. Stwierdziłem jednak, że kiepsko trafili, bo jestem teoretykiem i muszą poszukać kogoś, kto potrafi te urządzenia ustawiać.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj