szukaj
O kanibalizmie seksualnym
Dozgonna miłość
Samice modliszek oraz niektórych pająków pożerają żywcem swoich partnerów podczas zalotów lub kopulacji. Tak dramatyczna śmierć przynosi sporo korzyści: czasem zjadającej, czasem zjadanemu.

Skończą tak samo, ale jakże różnie podchodzą do swego przeznaczenia! Samiec modliszki chińskiej (Tenodera aridifolia sinensis) wygląda, jakby się bał. Jeśli ma wybór, zwiewa od wygłodzonej samicy i zaleca się do najedzonej. Jeśli wyboru nie ma, podrywa również i głodną, tyle że zbliża się do niej dużo wolniej i ostrożniej. Na jej grzbiet skacze też z większej odległości, a potem dużo dłużej kopuluje – średnio 86 minut, podczas gdy z najedzoną ledwie 28. Tak długi akt to efekt strachu. Bo właśnie w momencie oderwania się od pleców samicy najłatwiej wpaść w jej łapy.

Przeciwnie zachowują się samce australijskiego pająka Latrodectus hasselti. Wyglądają, jakby w ogóle nie bały się kopulacji, choć ich wybranka, w kolorze głębokiej czerni przeciętej czerwoną linią, jest ze trzy razy od nich większa. Jej rozmiary dochodzą bowiem do 1 cm, a samca – ledwie 3–4 mm. Samica jest przy tym jednym z bardziej jadowitych zwierząt świata, nie tak słynnym jak jej bliska krewna czarna wdowa (Latrodectus martans), ale równie niebezpiecznym. Samiec, gdy tylko spędzi przepisowe sto minut na zalotach, podbiega do samicy, wtyka swój organ kopulacyjny w jej narządy płciowe i – uwaga! – robi salto, dzięki któremu umieszcza swoje ciało tuż nad kłami partnerki. Dla niej to wielka gratka – natychmiast przekłuwa samca, wpuszcza w niego jad i zaczyna wysysać soki. To nie od razu go zabija – nadal ma czas, by pompować nasienie do jej narządów. A gdy już jest częściowo nadgryziony, ostatkiem sił odrywa się od samicy, wraca na sieć, ponownie zaleca się i tym razem pozwala jej na definitywne morderstwo.

Pożywny kochanek

Kanibalizm seksualny wydaje się niezrozumiały. Przyjęło się bowiem zasady ewolucji drogą doboru naturalnego streszczać wyrażeniem: przeżycie najlepiej dostosowanych. Termin ten ukuł XIX-wieczny angielski filozof Herbert Spencer, zachwycony dziełem Darwina „O powstawaniu gatunków”. Dziś przeważa pogląd, że ten termin nie tylko nie pomógł, ale wręcz zaszkodził właściwemu rozumieniu teorii ewolucji. A doskonałym przykładem jest właśnie kanibalizm seksualny. Bo różne rzeczy mogą w tej sytuacji przytrafić się samcowi, ale żadnej nie da się określić słowem przeżycie. Mimo to kolejne pokolenia samców są zjadane podczas aktu miłosnego. I ewolucja nie ma nic przeciwko temu.

Badania z ostatnich lat przynoszą coraz więcej dowodów, że kanibalizm seksualny daje naprawdę wymierne korzyści. W 2008 r. w czasopiśmie internetowym „PLoS One” zespół hiszpańskich badaczy ogłosił wyniki badań nad tarantulą włoską (Lycosa tarantula). Odkryli oni, że w naturze co trzecia samica atakowała i pożerała samca, który zbliżał się do niej i zalecał. Dla męskiej płci było to tragiczne – jej przedstawiciele ginęli często, jeszcze zanim zdążyli zapłodnić wybrankę. Samice zaś odnosiły same pożytki. Te, które pożarły samca, składały jaja wcześniej i więcej – nawet o 30 proc. Młode, które się potem z nich wykluwały, były w lepszej kondycji i szybciej się rozwijały. Nawet pajęczyna kanibalistycznych samic była lepsza, dzięki czemu częściej potrafiły zasnuć przędzą wejście do swojej norki. Samce tarantuli – jak dowodzą Hiszpanie – to bowiem wyjątkowo pożywny i zdrowy posiłek. Nie dość, że są duże, to w dodatku zawierają sporo tak potrzebnego samicom azotu. Mało naturalnych ofiar tarantul może się poszczycić aż taką ilością tego pierwiastka.

Oczywiście, gdyby samice zjadały każdego zbliżającego się samca, to w końcu nie miałby kto ich zapładniać. Dlatego na atak najczęściej decydują się już zapłodnione tarantule, a najrzadziej – dziewicze. Ponadto traktują partnerów jak ofiary głównie wówczas, gdy jest ich pod dostatkiem – w sytuacji niedoboru samców męskie szanse na przeżycie stosunku płciowego wyraźnie rosną. Panowie też starają się zmniejszyć ryzyko takiej śmierci. Zbliżają się do samic wtedy, gdy one najmniej chętnie polują. Ponadto nie wybierają partnerek na chybił trafił, lecz oceniają ryzyko zbliżenia. Jeśli jest zbyt duże, unikają kontaktu.

Podobnie kalkulują również samce modliszek chińskich. – Są prawdopodobnie cennym źródłem pożywienia dla samic – mówi prof. William Brown ze State University of New York. – To jedna z ich największych rozmiarami potencjalnych ofiar. A kiedy samice jedzą większe ofiary, składają więcej jaj. Jedno z badań terenowych wykazało, że samce stanowią do 63 proc. diety dorosłych samic modliszek chińskich! Samce modliszek, tak samo jak tarantul, wcale jednak nie chcą skończyć w żołądku partnerki. Tak naprawdę chciałyby uciec po kopulacji i zapłodnić jeszcze jakąś panienkę. Albo i kilka. – Samce muszą wybrać między dwoma przeciwstawnymi, ale fundamentalnymi popędami biologicznymi: popędem do reprodukcji i popędem przetrwania – tłumaczy prof. Brown. Zwykle jednak wygrywa reprodukcja.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj