Niedobór pierwiastka życia
Magnetyzm magnezu
Lekarze spierają się o magnez. Mamy go w organizmie za mało czy w sam raz? I jak uzupełniać ewentualne niedobory?
Od 30 do 77 proc. polskiej młodzieży odżywia się produktami, w których magnezu jest zdecydowanie za mało.
PantherMedia

Od 30 do 77 proc. polskiej młodzieży odżywia się produktami, w których magnezu jest zdecydowanie za mało.

Do minister zdrowia Ewy Kopacz wpłynął – trochę niespodziewany – list od warszawskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Magnezologicznego. Informuje ją „o cywilizacyjnym problemie społecznym – zatoksycznienia ołowiem” i wzywa do „masowej detoksykacji młodzieży szkolnej solami magnezu”. Inicjator listu, prezes stołecznego oddziału PTM, pediatra dr Jerzy Oleszkiewicz zachęca panią minister, by podawanie dzieciom magnezu wpisała w ogólnopolski program na podobnej zasadzie, jak niegdyś znalazła się w nim szklanka mleka. – Ten niedoceniany pierwiastek jest doskonałą odtrutką i neutralizatorem ołowiu – twierdzi Oleszkiewicz. Jego zdaniem w ostatnich latach udokumentowano znaczący wzrost poziomu tego metalu w organizmach dzieci.

Nie będzie jednak łatwo znaleźć odpowiedzi na pytania: czy rzeczywiście wszystkim dzieciom w Polsce zagraża ołowica, czy może przed nią ochronić sam magnez, jak duże są jego niedobory w polskiej populacji i czy jego znaczenie w organizmie nie jest przez Polskie Towarzystwo Magnezologiczne przeceniane? Fakt, że wiedzę na temat tego pierwiastka promują członkowie organizacji, w której nazwę jest on wpisany, nie dziwi. Istniejące od ponad 20 lat stowarzyszenie popularyzuje magnez zgodnie z ideą swojego patrona, znanego krakowskiego lekarza prof. Juliana Aleksandrowicza, który już pół wieku temu propagował znaczenie mikroelementów i zwracał uwagę na ich niedobory.

Magnez może wiele

Łatwo znaleźć wytłumaczenie, dlaczego magnez bywa nazywany pierwiastkiem życia. Otóż aktywuje w organizmie ponad 300 enzymów, uczestniczy w licznych szlakach metabolicznych i odgrywa ważną rolę w regulacji przemiany wodno-elektrolitowej, utrzymując właściwe proporcje sodu, potasu i wapnia. – Lekarze jednak rzadko oznaczają u pacjentów poziom tego pierwiastka – przyznaje prof. Dagna Bobilewicz, kierująca laboratorium w Centralnym Szpitalu Klinicznym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Wyjątkiem są szpitale, gdzie ze względu na przeprowadzane operacje oraz konieczność sztucznego odżywiania kontroluje się u pacjentów magnez częściej niż w rutynowych praktykach lekarzy rodzinnych. Z drugiej strony, prof. Bobilewicz wątpi w sensowność oznaczeń w surowicy krwi, bo wynik niewiele mówi o ewentualnym deficycie: – Główne zasoby magnezu są zgromadzone w kościach oraz mięśniach i po te rezerwy sięga organizm, gdy zaczyna mu go brakować. Jego stężenie we krwi może więc być prawidłowe, co nie odzwierciedla rzeczywistego bilansu tego pierwiastka w organizmie.

Lekarze zalecający stosowanie preparatów magnezowych przy różnych dolegliwościach (osłabieniu, kurczach i drżeniu mięśni, zaburzeniach rytmu serca) przyznają, że robią to bardziej na wyczucie, niż kierując się analizą krwi. – Podawałem dzieciom magnez ze świadomością, że mogłem tylko pomóc, bo objawy przedawkowania praktycznie się nie zdarzają – tłumaczy prof. Andrzej Papierkowski, emerytowany kierownik Kliniki Gastroenterologii Dziecięcej w Lublinie.
O tym, że mamy w Polsce utajony niedobór magnezu, przekonana jest natomiast prof. Alfreda Graczyk z Wojskowej Akademii Technicznej, która od wielu lat oznacza stężenie magnezu we włosach. To metoda wymagająca specjalistycznej aparatury, ale polecana w badaniach masowych.
Gdy dr Oleszkiewicz na początku lat 90. utworzył w warszawskim szpitalu dziecięcym przy ul. Niekłańskiej Ośrodek Terapii Chorób Psychosomatycznych, rozpoczął współpracę z pracownią WAT, by sprawdzać poziom magnezu we włosach kilkuletnich pacjentów. – Otrzymywaliśmy bardzo niskie wartości – wspomina. Prof. Graczyk do dzisiaj prowadzi te badania, podkreślając, że wynik 30 tys. analiz wskazuje jednoznacznie na deficyt magnezu w polskiej populacji. Co doprowadziło do tego stanu? Dieta oparta na produktach ubogich w magnez lub wypłukujących go z organizmu (białe pieczywo, tłuszcze, kofeina i teina, alkohol), miękka woda pozbawiona soli magnezowych, wyziewy przemysłowe rugujące go z gleby, antybiotyki, przetwórstwo zbóż. W trakcie przemiału ziarna na mąkę następują największe straty – jasna mąka pszenna zawiera jedynie jedną trzecią magnezu zawartego w ziarnie, a my przecież coraz częściej sięgamy po pszenne bułki lub chleb karmelizowany, zamiast tradycyjny z prawdziwego zakwasu.

Ocena sposobu żywienia uczniów szkół warszawskich, przeprowadzona w latach 2005–06 przez Zakład Epidemiologii Instytutu Żywności i Żywienia, potwierdza spostrzeżenia chemików z WAT. Odsetek młodzieży, wobec którego stwierdzono zawartość magnezu w pożywieniu poniżej zalecanej normy
300 mg, waha się między 30 a 77 proc. (największe braki mają 13–15-letnie dziewczęta). Jednak opracowania ekspertów Instytutu kończą się zaskakującym wnioskiem: „Niedostateczna zawartość magnezu w spożywanej żywności raczej nie jest przyczyną jego niedoborów u ludzi zdrowych, ponieważ organizm sam wyrównuje te braki zwiększonym wchłanianiem np. z kości lub zmniejszonym wydalaniem z moczem”. Czy jest więc o co kruszyć kopie?
Dr Jerzy Oleszkiewicz nie ma wątpliwości, że magnezem nikt się w Polsce nie interesuje, bo lekarze nie wiedzą, że powinni. – Przecież na uczelniach medycznych nie poświęca się biopierwiastkom należytej uwagi. W przeciwieństwie do witamin nauka o minerałach kojarzy się z historycznym zaściankiem, choć coraz więcej dowodów wskazuje na to, że likwidacja drastycznego deficytu magnezu mogłaby pomóc w kuracjach wielu chorób – przekonuje.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj