Modlą się do Słońca, ziemi i piorunów. Neopoganie wracają do Polski
Między Jaryłą a Kupałą
Liczbę neopogan w Polsce ocenia się na od dwóch do dziesięciu tysięcy. Niektórzy wracają do wiary w Świętowita, a inni na przykład chcą naśladować czarodzieja Merlina.
Drewniana rzeźba Trygława w Puszczy Bukowej koło Szczecina.
Cezary Aszkielowicz/Agencja Gazeta

Drewniana rzeźba Trygława w Puszczy Bukowej koło Szczecina.

Zaślubiny według pogańskiego obrządku we wczesnochrześcijańskim grodzie zrekonstruowanym na wrocławskich Partynicach. 2006 rok.
Bartek Sadowski/Forum

Zaślubiny według pogańskiego obrządku we wczesnochrześcijańskim grodzie zrekonstruowanym na wrocławskich Partynicach. 2006 rok.

Grupa wyznawców podczas rytualnego tańca w kręgu pentagramu.
Forum

Grupa wyznawców podczas rytualnego tańca w kręgu pentagramu.

Tiko Giorgadze/StockSnap.io

[Tekst ukazał się w POLITYCE 18 maja 2011 roku]

Gdy pochód zbliża się do rzeki, słychać bębny, grzechotki i gwizdki. Wokół Marzanny niesionej przez grupę wyznawców Rodzimego Kościoła Polskiego powiewają krepinowe wstęgi. Prowadzący uroczystość Jarego Święta kapłan, zwany żercą, ubrany jest w baranicę i ma pomalowaną twarz, bo odgrywa rolę Jaryły– zwiastującego nadejście wiosny bóstwa urodzaju. Jaryła wygłasza formułkę o tym, że już dość zimy, a Marzanna przy dźwięku instrumentów ląduje w rzece. Chwilę później w grupce wyznawców pojawia się ubrana w lekką sukienkę i wieniec Wiosna. Wszyscy stukają się jajami, symbolem rodzącego się życia.

Wśród gapiów uczestniczących w pogańskim obrzędzie są rodzice z dziećmi, przypadkowi przechodnie i dziennikarze. Dla nich to tylko wiosenna zabawa, ale dla rodzimowierców – najważniejsze wydarzenie w roku, obok trzech innych: Kupały (święta ognia, wody i miłości w najkrótszą noc roku z 21 na 22 czerwca), dożynek (21 września) i Święta Godowego (w dniu przesilenia zimowego 22 grudnia).

Religia natury

Chrześcijaństwo zgrabnie zaadoptowało rytuały pogańskie, ale i tak w całej Europie długo nie potrafiono wytępić dawnych wierzeń. W Polsce w rytuałach wielkanocnych mamy elementy Jarego Święta (chociażby jajo symbolizujące odradzające się życie), obrzędowość Bożego Narodzenia to zagospodarowane przez Kościół lokalne święta (jak Sol Invictus w Imperium Romanum czy elementy Święta Godowego na Słowiańszczyźnie), Noc Kupały połączono z obchodami wigilii św. Jana, a Dziady pokryły się z chrześcijańskimi Zaduszkami.

Ale rodzimowiercom słowiańskim to nie wystarcza. Odrzucają dominujące chrześcijaństwo, uznając je za napływowe w stosunku do rodzimych wierzeń i całkowicie wracają do religii przodków. – To tradycja i rytuały powstałe na naszych ziemiach, przez co są dla nas bardziej naturalne i bardziej do nas przemawiają – tłumaczy Ratomir Wilkowski, żerca i teolog Rodzimego Kościoła Polskiego. – Wychodzimy też z założenia, że człowiek jest częścią natury, to dlatego przyroda i patriotyzm są dwoma fundamentami rodzimowierstwa, choć nie każdy z nas jest zaraz zagorzałym ekologiem, a patriotyzm nie zawsze jest niestety właściwie rozumiany.

Religia słowiańska była religią natury, dlatego najważniejsze święta wiążą się ze zmianami pór roku, bogowie zaś ucieleśniają zjawiska przyrody lub poprzez nie przejawiają swoje istnienie. Perun gromowładny to odpowiednik greckiego Zeusa, Świętowit (zwany niepoprawnie Światowidem) to bóg nieba, wojny i urodzaju, Swaróg to bóg słońca, a Matką Ziemi jest Mokosz, odpowiadająca za plony.

Obrzędy słowiańskie mają według rodzimowierców głębokie podteksty teologiczne. Noc Kupały to święto płodności, z rytuałami oczyszczenia. To wtedy, skacząc przez ognisko i biorąc pierwszą kąpiel w rzece wyznawcy pozbywają się bagażu tego, co negatywne, a co nagromadziło się w ciągu roku. – Ludzie, widząc przebieranych w łapcie z łyka i w skórzane kapoty dziwaków, modlących się po lasach do posągów i drzew, często nas pytają, czy naprawdę w to wierzymy. Tymczasem stroje historyczne nie są wymagane, a posągi i drzewa to jedynie wyobrażenia bogów lub przedmioty im poświęcone. Wiara słowiańskich przodków była zaawansowanym systemem, a fakt, że nie mamy dogmatów i świętych pism, nie jest wadą, gdyż szczególnie przez nas ceniona Natura nie potrzebuje ksiąg, by jej prawa były respektowane. Poza tym gdybyśmy nie wierzyli, to nie zrzeszalibyśmy się w związkach wyznaniowych – podkreśla Wilkowski.

Patriotyczna Słowiańszczyzna

Nawet jeśli sami wyznawcy w braku pism widzą zaletę, to dla religioznawców i badaczy jest to spory kłopot. Podczas gdy współcześni wyznawcy religii celtyckich czy germańskich dysponują księgami opisującymi ich mitologię i rytuały, rodzimowiercy słowiańscy zmuszeni są do ich rekonstrukcji na podstawie szczątków informacji, gdyż niepiśmienni Słowianie całą wiedzę o świecie przekazywali tylko ustnie. Jako źródła służą zapiski kronikarzy i wyniki badań etnografów, archeologów i antropologów. Tekstów jest mało, oddzielenie w rytuałach chrześcijańskich tego, co pogańskie, nie jest proste, a archeologia wnosi do wiedzy o religii niewiele, więc odtworzenie obrzędów jest w znacznej mierze wyobrażeniem tego, co było.

– To właśnie jest owym neo w nazwie neopogaństwo – mówi Agnieszka Gajda, politolog i badacz ruchów rodzimowierczych z Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UJ. Brak pism i dogmatów sprawia, że rodzimowiercom trudno nawet dogadać się w sprawie podstawowej: czy Słowianie byli politeistami, czy może wierzyli w jednego boga w kolejnych wcieleniach? Różne interpretacje pradawnych wierzeń mają swoje odzwierciedlenie w liczbie związków rodzimowierczych w Polsce, bo poza trzema największymi – Rodzima Wiara, Słowiańska Wiara i Rodzimy Kościół Polski – jest całe mnóstwo pomniejszych grup.

Korzenie współczesnego rodzimowierstwa w Polsce sięgają czasów XIX w., kiedy to w całej Europie zaczęły rodzić się nacjonalizmy. Zorian Dołęga-Chodakowski, archeolog i etnograf, który pierwszy miał odwagę nazwać się poganinem, wydał w 1818 r. swoje dzieło „O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem”, które stało się kamieniem milowym polskiego rodzimowierstwa.

W podzielonej przez zaborców Polsce odwołania do tradycji przodków miały silnie patriotyczny charakter, z czasem wręcz narodowościowy. W latach 30. XX w. Jan Satchniuk założył społeczno-polityczną organizację Zadruga, którą po wojnie oskarżano wręcz o faszyzm. – Długo nasze neopogaństwo nie było tylko religią, ale i ideologią o korzeniach nacjonalistycznych. Dziś nie wszystkie grupy rodzimowiercze są tak samo radykalne, są jednak takie, które fascynują się narodowym socjalizmem, chociażby w retoryce i hasłach dotyczących czystości rasy czy Polski dla Polaków – twierdzi Gajda.

Upolitycznienie religii nie wszystkim się podoba, bo przyczyny powrotu do wiary przodków są różne: zniechęcenie do Kościoła katolickiego, zamiłowanie do historii czy właśnie skrajny patriotyzm, ale u niektórych jest to wynik autentycznych poszukiwań duchowych.

Rodzimy Kościół Polski jest najbardziej liberalny, dlatego przykro nam, gdy wrzuca się nas do jednego worka z radykałami. Dla nas rodzimowierstwo jest religią, a nie ruchem politycznym, i choć czujemy się patriotami, szanujemy język, kulturę i tradycję, nie uważamy się za lepszych od innych – tłumaczy Wilkomski.

Zaczarowani

Neopogaństwo to zjawisko występujące we wszystkich krajach cywilizacji zachodniej. W marcu 2011 r. jego badacze już trzeci raz zebrali się na konferencji w Krakowie. Goście z USA, Rosji, Czech, Litwy, Finlandii i Węgier opowiadali, jak to skomplikowane zjawisko społeczno-religijne wygląda u nich. Okazuje się, że wszędzie duży wpływ ma globalizacja. – Przybywa druidów, wiccan, wyznawców Wotana i innych kultów opartych na mitologiach germańskich. Szczególnie przyciągają one bardzo młodych ludzi, których bardziej niż duchowość pociąga tajemnica, obrzęd i rekonstrukcja historyczna – mówi Gajda.

Przynależność do danej grupy wyznaniowej coraz częściej łączy się z noszeniem młota Thora, pentagramu czy różnych innych talizmanów lub zakładaniem szpiczastych kapeluszy. Na krakowskiej konferencji o nasilonej ekspansji religii czarownic w krajach anglosaskich, zwanej wicca, opowiadał prof. James R. Lewis z University of Tromsø, znawca ruchów New Age i neopogaństwa.

Wicca to inicjacyjna religia misteryjna, która łączy tradycyjne pogaństwo z elementami różnych hermetycznych grup – różokrzyżowców, masonów, okultystów – oraz dzieł literackich (m.in. noblisty Rudyarda Kiplinga i folklorysty Charlesa Godfrey Lelanda). – Wiccanie są też u nas i nawet jeśli większość z nich to przedstawiciele tzw. czarostwa eklektycznego, czyli opartego na lekturze popularnych na rynku ezoterycznym podręczników magii, mamy też wiccan tradycyjnych – opowiada zajmujący się ich badaniem Maciej Witulski z Instytutu Religioznawstwa UJ.

Religia czarownic rozwinęła się w Wielkiej Brytanii w latach 50. po opublikowaniu „Współczesnego czarownictwa” przez emerytowanego urzędnika celnego, a zarazem antropologa amatora Geralda Gardnera (tzw. tradycja gardneriańska), a potem także kontynuatora jego nauk Alexandra Sandersa i jego małżonkę Maxine (tzw. tradycja aleksandriańska). Gerald Gardner twierdził, że w 1939 r. przeszedł inicjację w zgromadzeniu (kowenie) New Forest w Highcliffe. Gdy wicca dotarło do USA, trafiło na podatny grunt i zmieszało się z modnymi w latach 60. ruchami New Age, przez co uległo mocnej komercjalizacji. – Do Polski najpierw dotarło takie czarostwo eklektyczne, dopiero potem polscy czarownicy i czarownice nawiązali kontakty z Brytyjczykami. Dziś w Warszawie i Poznaniu są nawet dwa koweny tradycyjnych wiccan, nadal jednak zależne od kowenów macierzystych w Wielkiej Brytanii – mówi Witulski.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj