Jak profesorowie symulowali katastrofę?
Katastrofa w teorii
Do sporu o przyczyny i okoliczności katastrofy smoleńskiej coraz głośniej przyłączają się naukowcy różnych dziedzin. Jak należy rozumieć ich postulaty?
Scięta brzoza w Smoleńsku - przedmiot ciągłych kontrowersji i podejrzeń.
Lech Gawuć/Reporter

Scięta brzoza w Smoleńsku - przedmiot ciągłych kontrowersji i podejrzeń.

Wśród ekspertów pierwszoplanowe role odgrywają teraz dwaj profesorowie pracujący w USA: Wiesław Binienda z University of Akron i Kazimierz Nowaczyk z University of Maryland. W styczniu 2012 r. za pomocą telemostu połączyli się z zebranymi w Sejmie członkami Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Smoleńskiej (zwanego w skrócie zespołem Macierewicza) i przedstawili swoje opinie na temat tego, co miało się wydarzyć w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r.

Dowodzili, na podstawie sporządzonej przez siebie symulacji komputerowej, że samolot nie mógł się zderzyć z brzozą, bo znajdował się wyżej nad ziemią, niż podały MAK i komisja Millera; a gdyby nawet się zderzył, to powinien ściąć drzewo i lecieć dalej (do takiego wniosku już wcześniej doszedł prezes Jarosław Kaczyński). Kolegów zza Oceanu wsparł fizyk z Politechniki Gdańskiej prof. Marek Czachor, twierdząc, iż fragment skrzydła, który miała oderwać brzoza, nie mógł upaść aż 111 m od niej.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną