Niewyjaśnione dolegliwości zdrowotne
Psychoterapią w ból
Rozmowa z prof. Allanem Abbassem, kanadyjskim psychiatrą, o tym, jak można szybko wyciągać ludzi z psychicznych i fizycznych cierpień
Wiele niedomagań, a nawet schorzeń ma podłoże emocjonalne. W ich leczeniu pomocne mogą być zabiegi psychoterapeutyczne..
Corbis

Wiele niedomagań, a nawet schorzeń ma podłoże emocjonalne. W ich leczeniu pomocne mogą być zabiegi psychoterapeutyczne..

Dr Allan Abbas jest dyrektorem Centrum Badań nad Emocjami i Zdrowiem na Uniwersytecie w Halifaksie.
Archiwum prywatne

Dr Allan Abbas jest dyrektorem Centrum Badań nad Emocjami i Zdrowiem na Uniwersytecie w Halifaksie.

Czytaj także

Joanna Cieśla: – W jednym z dużych warszawskich szpitali co trzeci pacjent oddziału ratunkowego wraca do domu tego samego dnia, bo – w sensie fizycznym – nic mu nie jest.
Prof. Allan Abbass: – I wielu z nich z pewnością znów trafi do szpitala, a lekarze nadal nie będą w stanie im pomóc. Te wizyty pociągną jednak koszty – dla systemu, dla służb medycznych, dla człowieka, który cierpi, i innych pacjentów czekających w kolejce.

Pańska kariera lekarska zaczęła się na oddziale ratunkowym, dziś jest pan psychiatrą. Jak to się stało?
Zrozumiałem, że w wielu sytuacjach, w których lekarz jest bezradny, pomocna może być psychoterapia. Zacząłem się szkolić w intensywnej krótkoterminowej terapii psychodynamicznej (ISTDP – od ang. Intensive Short-Term Dynamic Psychoterapy), opracowanej przez dr. Habiba Davanloo, psychiatrę z Uniwersytetu McGill w Montrealu. Davanloo, praktykując jako psychoanalityk, był sfrustrowany tym, że psychoanaliza trwa bardzo długo i że trudno oszacować jej skuteczność. W latach 60. zaczął nagrywać na wideo sesje z pacjentami. Analizując je, doszedł do wniosku, że jeśli terapeuta jest bardziej aktywny niż w klasycznej psychoanalizie – nie czeka, aż emocje pacjenta się ujawnią, a pomaga mu ich doświadczyć – praca przynosi lepsze efekty, także w walce z niewyjaśnionymi dolegliwościami fizycznymi. Gdy zobaczyłem, jak szybko poprawia się stan moich pierwszych pacjentów, postanowiłem zmienić specjalizację i zostać psychiatrą.

Jakie są założenia uprawianej przez pana terapii?
Na zdrowie psychiczne i fizyczne człowieka mogą wpływać emocje, które przeżywa z powodu zerwania albo zakłócenia w dzieciństwie więzi, czyli bliskich relacji z ważnymi osobami – zwykle są to rodzice. Zerwanie więzi powoduje ból, a także złość lub gniew. A przeżywanie gniewu wobec kogoś, kogo jednocześnie się kocha, często wywołuje wielkie poczucie winy. Bywa ono zbyt trudne do udźwignięcia. Wtedy dziecko przestaje odczuwać emocje, ale choruje, ma skłonność do depresji, wolno się rozwija. Gdy dorasta, nadal nie pozwala sobie odczuwać wobec innych ludzi emocji podobnych do tych, które kiedyś wywoływali w nim rodzice. I nadal ma problemy ze zdrowiem, przeżywa silny niepokój, traci pracę, rani siebie i innych.

Jak można ekspresowo dotrzeć do dzieciństwa? Myślałam, że terapia wymaga czasu – aby pacjent zrozumiał, co się dzieje w jego głowie, aby zaufał terapeucie.
Wiele osób jest gotowych do ściśle terapeutycznej pracy nawet na pierwszym spotkaniu. Trzeba tylko rozpoznać wskazujące na to sygnały. Tłumione emocje i związany z nimi niepokój odzwierciedlają się w ciele, więc podpowiedzią jest rodzaj dolegliwości fizycznych. Na ogół dość szybko można dążyć do kontaktu z emocjami w pracy z ludźmi, u których nadmierna jest aktywność mięśni poprzecznie prążkowanych – skarżą się na ból zesztywniałego karku, barków, pleców.

Inny sposób przejawiania się związanego z emocjami niepokoju prowadzi do problemów spowodowanych nadmierną aktywnością mięśni gładkich, a więc tych, z których zbudowane są organy wewnętrzne, na przykład żołądek, jelita, serce. Często właśnie ci pacjenci szukają pomocy lekarza z powodu bólu żołądka czy nadciśnienia. Kolejny sposób przejawiania się niepokoju prowadzi do wyraźnych trudności w koncentracji uwagi, zaburzeń widzenia, słuchu, zdarzają się przypadki utraty przytomności lub halucynacji. Tacy pacjenci lądują u neurologa, mogą robić wrażenie dotkniętych schizofrenią lub psychozą. To ludzie, których więzi układały się szczególnie źle, a przez to z trudem ufają innym. Osoby z tej grupy, tak jak z grupy drugiej, potrzebują przygotowania, by zmierzyć się z emocjami.

Jest też grupa pacjentów z bardzo silnym oporem wobec terapii i perspektywy kontaktu z własnymi emocjami. Mogą oni na przykład unikać kontaktu wzrokowego, stosują prymitywne mechanizmy obronne, aby nie wchodzić w relację z terapeutą, w której mogliby doświadczyć tych emocji. Zadaniem terapeuty jest nazywanie tego, co robią, pokazywanie, że sami się w ten sposób ranią i że terapeuta pracuje z nimi po to, by przestali to robić. Taka wstępna praca przygotowująca do doświadczania emocji może trwać pół godziny, czasami godzinę albo wiele sesji.

Czy takie przedzieranie się na skróty do trudnych emocji nie jest ryzykowne?
Zaczynamy od emocji przeżywanych przez pacjenta w gabinecie terapeutycznym i od mechanizmów obronnych, które uruchamiają się w reakcji na nie. Gdy po raz pierwszy przychodzi do mnie ktoś, kogo nie znam, a jest bardzo spięty, mówię: widzę, że jesteś zaniepokojony – co sprawia, że tak się czujesz? Jakie uczucia pojawiają się, gdy siedzisz tu ze mną? Dlaczego wykonujesz jakiś gest? Tłumaczymy też, co nie jest emocją. Że nie jest nią odczuwanie napięcia ani fizycznego bólu czy mdłości – to tylko symptomy.

Przykład: kobieta źle się czuje, pokasłuje, boli ją głowa. Okazuje się, że przed terapią pokłóciła się z mężem, ale nie dopuściła do siebie złości na niego. W czasie sesji pracujemy nad tym, żeby ją odczuła. Jednak samo uświadomienie sobie złości wywołało w niej poczucie winy. Pacjentka myślała o tym i nagle pojawiło się wspomnienie o nieżyjącym ojcu. Okazało się, że jej rodzice kiedyś strasznie się pokłócili. Przypomniała sobie, że się bała i że odczuwała taką samą złość i poczucie winy jak w czasie naszego spotkania.

W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij