Afery z plagiatami w nauce
Uczone bzdury
Czy trudno być naukowcem? Okazuje się, że za pieniądze można opublikować dowolny absurd w naukowym czasopiśmie.
Mirosław Gryń/Polityka

Tygodnik „Science” to jedno z najwyżej cenionych pism naukowych, a jego wydawcą jest AAAS (American Association for Advancement of Science). Redaktorzy magazynu wpadli na pomysł chytrej prowokacji. Biolog John Bohannon wcielił się w Ocorrafoo Cobangi – fikcyjną postać biologa z nieistniejącego Wassee Institute of Medicine w Asmarze. Bohannon alias Cobanga napisał artykuł o cudownych właściwościach antynowotworowych substancji chemicznej uzyskanej z mchu. Tekst podsumowujący zmyślone badania roił się od błędów, został jednak rozesłany do 304 czasopism naukowych na całym świecie.

Artykuł nadawał się do natychmiastowej dyskwalifikacji, jednak po kilku miesiącach „Journal of Natural Pharmaceuticals” poinformował, że przyjmuje materiał do druku. Do czasu kiedy „Science” zdecydował się opublikować na początku października br. wyniki swej prowokacji, artykuł Bohannona zaakceptowało 157 czasopism, 98 odrzuciło. A przecież wystarczyło sprawdzić w Google, że ani Cobanga, ani Wassee Institute nie istnieją. Nie mówiąc już o błędach w samym tekście, które wykryłby początkujący student chemii. Dlaczego więc nie zostały wykryte przez redaktorów czasopism naukowych?

Bohannon wybrał szczególny gatunek czasopism – periodyki publikowane w systemie Open Access (OA). To tytuły ukazujące się tylko w Internecie, dostępne dla wszystkich czytelników bez konieczności opłaty za prenumeratę.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną