Rozmowa z dr. Mateuszem Hoholem, laureatem Nagrody Naukowej POLITYKI 2013
Mózg ucieleśniony
Filozof i kognitywista, o tym, czy da się rozwikłać zagadkę ludzkiego umysłu.
Jeden z diagramów Kartezjusza.
Wikipedia

Jeden z diagramów Kartezjusza.

Dr Mateusz Hohol, asystent w Katedrze Filozofii Przyrody Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.
Tadeusz Późniak/Polityka

Dr Mateusz Hohol, asystent w Katedrze Filozofii Przyrody Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

Marcin Rotkiewicz: – Przeglądając pański naukowy życiorys, zastanawiałem się, kim pan właściwie jest. Naukowcem badającym za pomocą twardej empirii ludzki mózg czy raczej ograniczającym się do teoretycznych rozważań filozofem umysłu?
Mateusz Hohol: – Dobre pytanie, a dla mnie duży problem. Bo tak naprawdę nie czuję się ani filozofem, ani naukowcem.

Ale podział, że tu mamy filozofię, a tu twardą naukę, jest nie do utrzymania we współczesnej biologii. Z zasadniczego powodu: pytania, na które próbują odpowiedzieć obie te dyscypliny, bardzo się przeplatają i to na wielu poziomach. Choćby interpretacja wyników eksperymentów jest zawsze czynnością wysoce filozoficzną i abstrakcyjną. To zatarcie granic szczególnie dobrze widać w przypadku badań nad ludzkim mózgiem. Nie da się zrozumieć jego działania bez podejścia wielopoziomowego, czyli mówienia nie tylko o biologii komórek nerwowych, ale także dociekania natury procesów poznawczych i ich wpływu na zachowanie.

Czy mózg i umysł to dwa odrębne byty, jak twierdził Kartezjusz?
XVII-wieczny podział kartezjański na niematerialny umysł i fizyczne ciało z dzisiejszej perspektywy wydaje się naiwny i nie do utrzymania. Co jednak nie zmienia faktu, że patrząc od strony naukowej, trudno jest rozstrzygnąć, czy umysł jest identyczny ze strukturą biologiczną, czy może raczej jest jakąś jej funkcją.

Brzmi to trochę sprzecznie, bo z jednej strony odrzuca pan kartezjański podział, a z drugiej mówi o umyśle, który może być czymś innym niż materialny mózg.
Wynika to z tego, że posługujemy się, np. w tej rozmowie, potocznym pojęciem „umysłu” i kiedy to robimy, intuicyjnie czujemy, co mniej więcej kryje się za tym słowem. Zatem to język sugeruje nam, byśmy po kartezjańsku traktowali mózg i umysł jako osobne byty. Dla nauki natomiast nie ma czegoś takiego jak „umysł”. Próbuje sobie ona to potoczne pojęcie jakoś przetłumaczyć na własną terminologię. Jednak jak to robi, zależy już od konkretnego podejścia badawczego. Na przykład dla zwolennika koncepcji sztucznej inteligencji umysł jest oprogramowaniem, takim softwarem mózgu. Inne podejścia dadzą odmienne odpowiedzi.

Jakie nurty dominują zatem we współczesnych badaniach nad mózgiem i umysłem?
Zacznijmy od tego, że naukowcy doskonale rozumieją dziś potrzebę pracy interdyscyplinarnej. Nie wystarczy już sama biologia czy filozofia. Jeśli chcemy zrozumieć, jak działa najbardziej skomplikowany twór natury, trzeba do pracy włączyć, oprócz tych dwóch dziedzin, także psychologię, antropologię, lingwistykę czy informatykę. Ta interdyscyplinarność doprowadziła do powstania m.in. bardzo dynamicznie rozwijającej się dyscypliny, tzw. neuronauki poznawczej (inna nazwa to neurokognitywistyka). Przedmiotem jej zainteresowań są takie zagadnienia, jak np. świadomość, emocje czy poznanie moralne. Przy czym bada je na różnych poziomach złożoności, od działania pojedynczych neuronów poczynając.

Tyle że w obrębie neuronauki poznawczej mamy dziś, przynajmniej według mnie, do czynienia z trzema bardzo różniącymi się podejściami. Pierwsze to już wspomniane traktowanie mózgu jako skomplikowanego komputera, a umysłu jako jego oprogramowania.

Drugie wywodzi się z psychologii ewolucyjnej i zgadza się z założeniem, że nasz mózg to bardzo złożony biologiczny komputer. Dodaje jednak istotny postulat, mianowicie modularnej budowy umysłu. Owe umysłowe moduły miałyby powstawać w trakcie ewolucyjnej historii człowieka, np. odpowiedzialne za język, rozpoznawanie twarzy czy wykrywanie kłamstw.

Trzecie podejście nazywa się po angielsku embodied-embedded mind, co można przetłumaczyć jako „umysł ucieleśniony i osadzony w kulturze”. W wielkim skrócie zakłada ono, że to, jak postrzegamy świat, zależy nie tylko od samego mózgu, ale całego ciała i interakcji społecznych. Ogromny wpływ będzie miał więc np. fakt, że jesteśmy dwunożnymi istotami, poruszającymi się w pozycji pionowej. Innymi słowy, umysł byłby dyspozycją naszego ciała do różnych zachowań w relacjach z otaczającym środowiskiem – także kulturowym.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj