Nowa rewolucja przemysłowa?
Era wodoru
Rozmowa z Jeremym Rifkinem, amerykańskim ekonomistą i politologiem.
Jeremy Rifkin
Stephan Rohl/Wikipedia

Jeremy Rifkin

Jacek Żakowski: – Czuje pan schadenfreude widząc ceny ropy szybujące powyżej 60 dol. i lęk tych, którzy śmiali się z pańskiej „Gospodarki wodorowej”?

Jeremy Rifkin: – Czułbym, gdybym nie musiał tankować na stacji benzynowej. Kiedy trzy lata temu pisałem tę książkę, ropa kosztowała 25 dol. za baryłkę. Dziś kosztuje 60 i będzie już tylko drożała.

Na razie się zatrzymała w okolicy 60 dol.

Będzie się zatrzymywała przy każdej psychologicznej barierze. Zatrzyma się przy 70, 80, 90, 100 dol. za baryłkę. Na rynku psychologia ma ogromne znaczenie. Rok temu ludzie mówili, że 60 dol. to zdecydowanie za dużo. „To by był koniec świata”, „W życiu tyle nie dam!”, „Raczej odstawię samochód”. Dziś się przyzwyczailiśmy, że płacimy 60, i znów słyszymy: „70 – to by był koniec świata”. Ale koniec świata tak łatwo nie nastąpi.

A kiedy nastąpi?

Koniec naszego świata – taniego podróżowania, powszechnego użycia prywatnych samochodów, taniego ogrzewania – już dzisiaj jest blisko. Coraz częściej musimy sobie mówić, że na to nas nie stać. To się dzieje stopniowo. Kiedy nastąpi zmiana jakościowa, tego oczywiście nie wiemy. Ale to jest nieuniknione. Natomiast jest pytanie, dokąd nas zaprowadzi ta zmiana.

Wyjścia są z grubsza dwa. Możemy – jak dotąd – dość beztrosko czekać, aż któregoś dnia ropy całkiem zabraknie albo zabraknie jej dla niektórych, czyli dla biedniejszych i dla tych, którzy nie kontrolują zasobów. Albo możemy się nareszcie przebudzić, zmobilizować kapitał i zacząć się poważnie przestawiać na inne źródła energii. Gołym okiem widać, że to jest bezwzględnie konieczne. Nie wiem, dlaczego zwlekamy z rozpoczęciem trzeciej rewolucji przemysłowej, która przestawi świat na system gospodarki wodorowej. Cała światowa gospodarka znajdzie się niedługo w poważnym kłopocie. Czyli również światowa polityka, każdy kraj na świecie i każdy z nas. A my wciąż zajmujemy się tysiącem różnych problemów, tylko nie tym, co stanowi dla nas zagrożenie naprawdę fundamentalne. Cywilizacyjnym kryzysem energetycznym. Bo ropa musi się skończyć, a wcześniej musi drożeć.

Dlatego, że się kończy? Czy dlatego, że Chińczycy za dużo jej zużywają?

Wszyscy zużywamy za dużo. Ale napięcie rośnie tak gwałtownie między innymi dlatego, że Chiny i Indie zaczęły się gwałtownie rozwijać. Ale tu nie ma nic zaskakującego. Nie tylko ja kilka lat temu pisałem, że potrzeby azjatyckich kolosów będą gwałtownie rosły. A druga strona problemu jest taka, że od 20 lat zużywamy trzy baryłki ropy na jedną baryłkę w nowo odkrytych złożach. Zbliżamy się do momentu, kiedy produkcja zacznie już trwale maleć. Złoża w Morzu Północnym osiągnęły ten punkt jakieś dwa lata temu. Rosja i Meksyk osiągną go za 5 lat.

A reszta świata?

Tego nikt nie wie. Pesymiści mówią, że w 2015 r. Optymiści, że w 2040. W najbardziej optymistycznym wariancie mamy 25 lat, żeby przestawić światową gospodarkę i przenieść naszą cywilizację w epokę wodoru.

Fakt, że wydobycie zacznie maleć, nie znaczy jeszcze, że ropy nie będzie.

Zgoda, ropa będzie jeszcze długo. Może 50, a może 100 lat. Możemy zacząć wydobywać ropę z trudnych technologicznie źródeł, które dotąd były za drogie, ale będzie ona dostępna już tylko dla niektórych. Tylko dla najbogatszych ludzi w najbogatszych krajach. To może wywołać niewyobrażalne problemy społeczne i polityczne.

Bo nie wiadomo, jak ludzie w Ameryce będą ogrzewali domy i dojeżdżali do pracy, kiedy ropa będzie dwa albo trzy razy droższa?

Także dlatego, że nawet trudno nam sobie wyobrazić, jak by wyglądał światowy porządek, gdyby importerzy ropy mieli dwa razy więcej zapłacić eksporterom. Wszystkie indeksy cen by się przecież zmieniły radykalnie. Mapa bogactwa i biedy też by się poważnie zmieniła. Dla wielu biednych krajów to by była totalna katastrofa, której skutki odczulibyśmy wszyscy. Ale tak być nie musi.

A jak być powinno?

Już teraz powinniśmy zmobilizować wszystkie dostępne fundusze – publiczne i prywatne, narodowe i międzynarodowe – w bogatych i biednych krajach, żeby przestawić cywilizację na energię ze źródeł odnawialnych i gospodarkę opartą na wodorze.

Na źródła odnawialne już się przestawiamy.

Ale w niewielkim stopniu, bo bez ogniw wodorowych to jest mało opłacalne. Źródła naturalne mają tę zasadniczą wadę, że ich wydajność nie zależy od nas. Ogniwa słoneczne działają, gdy świeci słońce, więc zimą, gdy energia jest najbardziej potrzebna, są najmniej wydajne. Wiatraki nie działają, kiedy nie ma wiatru. Elektrownie wodne stają w czasie suszy. Raz dają za dużo energii, kiedy indziej za mało. A my nie umiemy energii skutecznie magazynować w dłuższych okresach i w wielkich ilościach. Gospodarka oparta na ogniwach wodorowych ten problem rozwiązuje. Kiedy energii jest dużo, możemy ją użyć do produkcji wodoru. A kiedy nie ma wiatru i zachodzi słońce, możemy tę energię odzyskać w ogniwach wodorowych.

A jest na świecie dosyć kapitału, żeby całą cywilizację przestawić na inne źródła energii?

Nie brak kapitału jest zasadniczym problemem, tylko brak wyobraźni i poczucia odpowiedzialności. Zwłaszcza że to nie jest tylko kwestia ropy. To jest kwestia całej filozofii rozwoju i przyszłości naszej cywilizacji. Gdy kończy się ropa, możemy się przecież chwilowo przestawiać na gaz albo na węgiel. Ale to nie zmienia paradygmatu rozwoju i nie usuwa strukturalnych zagrożeń. Bo to wszystko są źródła kopalne – wyczerpywalne, nie dla wszystkich dostępne, wywołujące napięcia polityczne, niszczące środowisko i eskalujące globalne ocieplenie.

Po drugie – kryzys naftowy dramatycznie pogarsza kryzys Trzeciego Świata. A kiedy zabraknie ropy, węgiel i gaz też będą radykalnie drożały. Biedniejsza połowa świata może popaść w jeszcze większe długi, nędzę i desperację. Po trzecie – kiedy wydobycie ropy zacznie znacząco maleć, już dwie trzecie zasobów ropy i gazu ziemnego będą na Bliskim Wschodzie. Niech pan sobie spróbuje wyobrazić, jak wzrośnie tam polityczne napięcie. To wszystko sprawia, że stoimy przed śmiertelnym ryzykiem – z powodu ocieplenia, z powodu kryzysu Trzeciego Świata i z powodu napięcia na Bliskim Wschodzie. To jest wystarczający argument, żeby zmobilizować wszystkie dostępne środki. Ten kij powinien wystarczyć. Ale jest też marchewka. Kryzys jest również szansą. Stoimy przed realną szansą dokonania trzeciej rewolucji przemysłowej.

Ze względu na źródła energii?

Tu chodzi o coś więcej. W każdej cywilizacji sposób komunikowania się ludzi i sposób uzyskiwania energii są ze sobą związane. Wie pan, kiedy Sumerowie wymyślili pismo? Wtedy, kiedy dzięki rolnictwu zaczęli magazynować absorbowaną w roślinach energię słoneczną. Zaczęli się zajmować uprawą, więc musieli zapisywać, co kiedy zasiali, ile żywności zmagazynowali, jakie mają nadwyżki, ile mogą sprzedać. Nowa technika energetyczna i nowy system komunikowania zwielokrotniły tempo rozwoju ich cywilizacji. Prasa drukarska odegrała rolę sumeryjskiego pisma klinowego, czyli medium wiedzy i władzy, w naszej pierwszej rewolucji przemysłowej, która otworzyła epokę węgla i pary. Telegraf i telefon stały się takim medium dla drugiej rewolucji przemysłowej – wieku nafty, silnika spalinowego i elektryczności. Teraz stoimy w obliczu trzeciej rewolucji.

Medium wiedzy i władzy jest dzisiaj Internet – globalny system połączonych ze sobą komputerów i bezprzewodowej, satelitarnej telekomunikacji. Miliard ludzi jest już w tym systemie. Dzięki niemu zwiększyliśmy naszą wydajność, zmieniliśmy życie społeczne, zdecentralizowaliśmy źródła wiedzy i władzy. A system energetyczny wciąż mamy z poprzedniej epoki. Źródła są kopalne – jak w wieku węgla i pary. System jest scentralizowany – w wielkich elektrowniach albo w rafineriach, które hierarchicznie dystrybuują energię. Metody są archaiczne. Przez ostatnie 20 lat wszystko się na świecie radykalnie zmieniło. Tylko system energetyczny pozostał, jaki był. Przyszedł czas na rewolucję naszego systemu energetycznego. Musimy jej dokonać i już umiemy to zrobić.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj