Pokaż geny, a powiem ci, kim jesteś
Genoprawda
To już nie problem zbadać swój materiał genetyczny pod kątem cech wpływających na stan zdrowia. Czy te informacje są jednak wiarygodne? I czy są odpowiednio chronione?
Zabawa w genetykę może się okazać nie tak łatwa ani opłacalna.
Sergey Gavrilichev/Alamy/BEW

Zabawa w genetykę może się okazać nie tak łatwa ani opłacalna.

Nutrigenomika to nowa gałąź nauki zajmująca się oddziaływaniem żywności na nasze zdrowie.
Saul Herrera/Getty Images

Nutrigenomika to nowa gałąź nauki zajmująca się oddziaływaniem żywności na nasze zdrowie.

Chcesz wiedzieć, czy zagraża ci otyłość? A może interesuje cię, do jakiej dyscypliny sportu masz szczególne predyspozycje? Nic prostszego: pocierasz mocno wacikiem po wewnętrznej stronie policzka, wacik umieszczasz w probówce, wkładasz ją do woreczka, woreczek – do foliowej koperty i wysyłasz pocztą. Nawet nie płacisz za znaczek, bo przesyłkę opłaciła już spółka VitaGenum z Lublina, która oferuje w internecie możliwość wykonania analizy genomu.

– Osobom aktywnym i ciekawym świata udostępniamy badania, które pozwalają dowiedzieć się o sobie dużo więcej, niż było to dotychczas możliwe – zachęca dr inż. Adam Kuzdraliński z VitaGenum. Bez skierowania i wizyty w laboratorium. Każdy, kto ciekawy – i kogo na to stać, bo za jeden test trzeba zapłacić kilkaset złotych przy składaniu zamówienia – ma do wyboru 9 pakietów, m.in. dla kobiet w ciąży, zainteresowanych metabolizmem kofeiny lub witamin, predyspozycjami do otyłości, nietolerancją pokarmu. Za 499 zł (to wcale nie najdroższa propozycja z oferty VitaGenum, bo są i za 620 zł) można określić genetyczne predyspozycje swoich mięśni, co – jak zachwala reklama – „umożliwi wybór odpowiedniej dyscypliny sportu i stworzenie indywidualnego planu treningowego”.

Paweł G. dał się skusić. Zamówił, zapłacił, potarł i wysłał. Po dwóch tygodniach otrzymał mailem wynik – dwie strony zapisanej maczkiem naukowej treści plus 19 pozycji z fachowej literatury. „W twoich mięśniach wytwarzane jest białko alfaaktynina-3, kodowana przez gen ACTN-3, który powiązano ze sprawnością fizyczną” – brzmiał początek diagnozy. Dalej dowiedział się, na jakie szczegółowe podgrupy dzielą się włókna mięśniowe oraz że jego wariant predysponuje go do sportów siłowych, takich jak sprint lub kulturystyka, a nie wytrzymałościowych.

Kolejny akapit zaczął się jednak od zdania: „Posiadane predyspozycje budowy mięśni określają Cię jako typ sportowy mieszany”. – Więc mogę biec w maratonie – ucieszył się pan Paweł. Wątpliwości ostatecznie wyjaśniły umieszczone na końcu rekomendacje: „Zarówno rodzaj posiadanych mięśni, jak i odpowiedni trening to jedne z ważnych elementów pragnącego odnosić sukcesy sportowca. Ale na twoje osiągnięcia wpływa wiele czynników, zarówno fizjologicznych, jak i natury psychologicznej (osobowość, determinacja). Ważne, by sport był przyjemnością i radością”. – Wiedziałem to również przed badaniem – zauważa pan Paweł. Czego właściwie się spodziewał?

Trochę komercji w genetyce

Moda na komercyjne testy genetyczne rozkwita, coraz bardziej dzieląc środowisko genetyków. Prof. Ewa Bartnik z Instytutu Genetyki i Biotechnologii Uniwersytetu Warszawskiego przestrzega, że wiedza uzyskiwana na podstawie tych badań jest wciąż niepełna: – Taka analiza szacuje tylko względne prawdopodobieństwo, a może pacjent ma również geny dające efekty łagodzące i w sumie jego predyspozycje lub ryzyko rozmaitych chorób są zupełnie inne?

Ostatni hit dietetyki to tzw. genodieta wspomagająca odchudzanie, a w konsekwencji – jak zaręczają jej pomysłodawcy – obniżająca ryzyko wystąpienia chorób cywilizacyjnych. Sporo dietetyków przedstawia ją jako ostatnią deskę ratunku dla tych, którzy bezskutecznie walczą z tuszą. Badanie, dzięki któremu można dowiedzieć się, czy organizm lepiej sobie radzi z metabolizmem tłuszczów czy węglowodanów oraz jakie mamy predyspozycje do otyłości (co akurat u osób z nadwagą można zauważyć gołym okiem) kosztuje od 1 tys. do nawet 3,5 tys. zł. Ale tę ofertę można najczęściej znaleźć w gabinetach dietetycznych lub kosmetycznych, a nie lekarskich. Spotkać w nich wykwalifikowanego genetyka jest naprawdę trudno.

Właścicielki firmy DF Medica, oferującej pakiet konsultacji Genodiet, zawodowo zajmują się prowadzeniem agencji PR Garden of Words. – Aby otworzyć taki biznes, nie trzeba być genetykiem ani lekarzem – argumentuje Aleksandra Nieściuszko, z wykształcenia specjalistka marketingu. – Współpracujemy z ekspertami, dzięki którym chcemy przekazywać lekarzom i fizjologom żywienia ważne informacje z zakresu nutrigenetyki.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj