Hawajski wulkan nie pozwala o sobie zapomnieć
Gorący spektakl
Są wulkany czynne, wygasłe i drzemiące, eksplozywne, efuzywne, gazowe i stratowulkany; stożkowe, szczelinowe, kopułowe i tarczowe. Są przewidywalne i nieprzewidywalne. Hawajska Kilauea należała, zdawałoby się, do przewidywalnych.
Lawa wulkanu Kilauea
paul (dex) bica/Flickr CC by 2.0

Lawa wulkanu Kilauea

Trwająca od 27 czerwca 2014 r. erupcja (a właściwie efuzja – wylew lawy) wulkanu Kilauea na wyspie Hawaii jest tylko kolejną fazą aktywności tego wulkanu od 1983 r. Po raz pierwszy od lat lawa wypływająca z tzw. wschodniej strefy ryftowej (bocznej szczeliny wulkanu) z otworu o wdzięcznej nazwie Pu’u ’Ō’ō w drodze do Pacyfiku skierowała się przez tereny zamieszkane, niszcząc szosę oraz część zabudowań w miasteczku Pāhoe.

Kilauea, jeden z pięciu wulkanów wyspy, jest najlepiej poznanym wulkanem świata. Obserwacje prowadzone są od ponad stu lat, a na krawędzi jego kaldery powstało Hawaiian Vulcano Observatory. Wtedy też (1916 r.) otoczenie wulkanu uznane zostało za park narodowy. Wulkanolodzy oceniają, że Kilauea narodził się na dnie oceanu 300–600 tys. lat temu. Na powierzchnię wynurzył się przed 50–100 tys. lat. Podczas kolejnych faz aktywności spływająca do oceanu lawa nieustannie powiększa powierzchnię wyspy.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj