Pofilozofuj z Jarkiem Makowskim. Lekcja piąta: Podróż
Lekcja piąta: Podróż
Podróż to radykalna niepewność. A od Wisławy Szymborskiej wiemy, że: „pewność jest piękna, ale niepewność piękniejsza”.
Jarosław Makowski/Archiwum prywatne

KŻ/Polityka

Jarosław Makowski/Polityka

To jedna z najlepszych rzeczy, jaka może się dzisiaj przytrafić polskiej edukacji: filozofia wraca do szkół. Cieszy to tym bardziej, że trudno zliczyć, ile to razy w ostatnim czasie zapraszano nas na pogrzeb filozofii. Jeśli więc jesteś człowiekiem młodym, nie chcesz myśleć sztampowo i powtarzać utartych opinii, ale chcesz rozumieć świat w jego całej złożoności – musisz to zrobić. Podejmijmy razem tę intrygującą przygodę, jaka wiąże się z poznawaniem filozofii.

LEKCJA PIĄTA: PODRÓŻ

1.

Pewnie dobrze znacie to uczucie? To podniecenie? Ten dreszcz emocji, który wiąże się z pytaniem: czy aby na pewno wszystko wziąłem? Czy aby wszystko mam? Bo przecież wyruszam w… podróż.

Powiedzmy to od razu: życie to podróż. Tyle że nie idzie tu o wycieczkę, jedną z tak modnych dziś, gdyż doskonale zorganizowanych i zaplanowanych, że atrakcje są perfekcyjnie skrojone do profilu turysty – najlepiej zamożnego, reprezentującego klasę średnią, z rodziną i bez zwierzaka. Jak wiemy, zwierz brudzi, głośno się zachowuje, bywa groźny. Krótko: sprawia kłopoty. Pożądany format: dwa plus dwa. All inclusive.

Nie idzie też o podróż, której towarzyszy zwiedzanie „tego” i „owego”, pstryknięcie obowiązkowego zdjęcia, mającego potwierdzić, że naprawdę „byliśmy” przed Bazyliką św. Piotra w Rzymie. Nie idzie o zrobienie fotki, na której w tle majaczy niewyraźnie bazylika Sagrada Familia w Barcelonie, by potem „wrzucić” tę fotkę, ku zazdrości, rzecz jasna, „przyjaciół” z Facebooka, że tak bardzo jesteśmy światowi i „fajni”.

2.

Podróż, o której słów kilka tu powiem, nie jest niewinna. Bo podróż to przecież nieznane. Nie wiesz, co dokładnie zobaczysz, choć się do wyjazdu przygotowałeś, studiując przewodniki. Nie wiesz, co zjesz, co usłyszysz, co poczujesz, a co ostatecznie sprawi, że owe nowe smaki, dźwięki i uczucia będą ci się śniły po nocach, kusząc, byś znów czym prędzej wrócił na szlak. Nie wiesz w końcu, kogo spotkasz, z kim wymienisz się spojrzeniem, a z kim spędzisz noc w barze, rozmawiając o sprawach boskich i ludzkich, z naciskiem na ludzkie. Podróż to eksplozja uczuć, jakie przeżywasz. A jak mawiał Epikur, uczucia są miarą prawdy. Można dyskutować z argumentami, ale z uczuciami, jakie w sobie nosimy, dyskutować niepodobna.

Podróż bowiem to – w sensie ścisłym – także radykalna niepewność. A od Wisławy Szymborskiej wiemy, i chętnie jej przytakujemy, biorąc to, co mówi, za dobrą monetę, że: „pewność jest piękna, ale niepewność piękniejsza”. Co więcej: im większa niepewność, tym większe potem wybawienie.

3.

Czy znamy kogoś, kto mógłby być archetypem takiego podróżnika, który mając świadomość ryzyka, podejmował mimo to trud wędrówki? Tak, kimś takim był Abraham.

Abraham rusza w drogę. Bóg go wzywa, aby porzucił ziemię, na której się zadomowił. I ruszył w poszukiwanie innego miejsca na świecie. Wezwanie Boga budzi w nim nadzieję, a nadzieja pcha do wędrówki. Abraham wędruje ku Ziemi Obiecanej bez obietnicy dotarcia do celu. Jego drogowskazami są wskazania ludzi, którzy nawiedzają go jako posłańcy. Tak wygląda, jeśli można tak rzec, topografia świata. Topografia znaczona spotkanymi bliźnimi.

Jakże inaczej rysuje się wędrówka innego archetypicznego bohatera, Odysa. Co prawda on także wyruszył w podróż, ale idzie do ziemi, którą kiedyś opuścił, którą dobrze zna i ma w swej pamięci, i nosi w sercu. Nie kieruje się przy tym wskazaniami napotkanych ludzi, informacji o kierunku drogi udzielają mu gwiazdy.

Na czym polega różnica w podejściu do świata Abrahama i Odysa? Przede wszystkim na tym, że – jak pisał w „Filozofii dramatu” ks. Józef Tischner – każdy z nich inaczej postrzega spotkania z ludźmi: dla Odysa inni są raczej przeszkodą w wędrówce, dla Abrahama są śladami pozostawionymi przez Boga.

Nie sposób myśleć i odbyć podróż bez spotkania. A spotkanie to, znów, zawsze niepewność. Doskonale istotę takiej podróży kreśli włoski pisarz i eseista Claudio Magris, notując w „Podróży bez końca”: „Podróżowanie uczy gubić się po drodze, czuć się cudzoziemcem w życiu, również we własnym domu, lecz bycie cudzoziemcem pośród cudzoziemców to może jedyny sposób, aby stać się naprawdę braćmi. Dlatego celem podróży są ludzie; nie jedziemy do Hiszpanii czy Niemiec, lecz aby znaleźć się wśród Hiszpanów i Niemców” (przekład, wspaniały, Joanny Ugniewskiej).

I dlatego spotkania nie można sprowadzić do rytualnego gestu: podania ręki czy chrześcijańskiego zawołania: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Albo do „How are you?”. To wszystko też jest ważne. Jednak kluczem, otwierającym tajemnicę spotkania, jest doświadczenie Innego. Podróżować to doświadczyć objawienia twarzy – twarzy Obcego.

4.

W podróż wpisany jest powrót. Do domu. Do owego stałego portu, gdzie zawsze czeka na Ciebie to, co znane, co Twoje, co daje Ci poczucie bezpieczeństwa. Ale to wtedy, po powrocie, gdy już siadasz w wygodnym fotelu, gdy rozkoszujesz się winem, wspominając podróż, nawiedza Cię przygnębienie. Ba, może nawet depresja. Otóż powracając z podroży, zdajesz sobie sprawę, że życia nie starcza, jak mówi włoski pisarz Antonio Tabucchi w „Podróżach i innych podróżach”. Że życia nigdy dość, gdy zakosztujesz uroków podróży. Bo w tej chwili dociera do Ciebie ta brutalna prawda, że życie, jakie żyjemy, nasze życie, nabiera smaku i zapachu tylko wtedy, gdy jesteśmy w podróży.

Życie więc, jakim żyjemy, jest na podobieństwo podróży. Gdy tylko się zatrzymujemy, gdy się zadamawiamy, zasiedlamy, przestajemy żyć naprawdę. Stajemy się, ale żywymi trupami. Życie traci smak. Tylko ten, kto podróżuje, żyje podwójnie.

5.

Jaki cel zatem winna mieć podróż? Ano taki, by nigdy do celu nie dotrzeć. Celem bowiem, jedynym i ostatecznym, jest sama podróż. Dobrej podróży, buon viaggio, good trip!

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj