szukaj
Mężczyźni są lepszymi wykładowcami od kobiet. Tak twierdzą... kobiety
Wykładowcy uniwersyteccy płci męskiej dostają od studentów lepsze oceny niż ich koleżanki. Badacze z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley postanowili sprawdzić, dlaczego.
Marzena Hmielewicz/AdventurePictures

Sesja egzaminacyjna w pełni. Przyszły kwiat polskiej inteligencji otrzymał ankiety poziomujące (nazywane ewaluacyjnymi), które służą ocenie wykładowców i prowadzonych przez nich zajęć.

Nie jest to wydarzenie szczególne. Ankiety wypełnia się często – na niektórych wydziałach nawet dwa razy do roku. Stały się jednak przedmiotem zainteresowania ekonomistki Anne Boring. Razem z zespołem badawczym z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley Boring przeanalizowała je pod kątem uprzedzeń. Okazało się, że w ocenie swoich nauczycieli studenci kierowali się... płcią swoich wykładowców.

Kobiety otrzymywały znacznie gorsze oceny od mężczyzn. Co ciekawe, autorami negatywnych komentarzy nie byli studenci, ale studentki. Boring powtórzyła swoje badania w paryskim Instytucie Nauk Politycznych. I tym razem okazało się, że wykładowcy wypadają znacznie lepiej od pracujących z nimi koleżanek.

Niemożliwe? Gwoździem do studenckiej trumny okazały się kolejne badania, podczas których studenci zapisywali się na zajęcia prowadzone za pośrednictwem platformy internetowej. Zajęcia odbywały się zdalnie (znamy w Polsce tę formę nauczania), a studenci mogli wybrać, czy chcą się uczyć u wykładowcy czy u wykładowczyni.

Nie wiedzieli jednak, że połowa rzekomych męskich wykładowców jest w istocie podszywającymi się pod panów kobietami. Wszyscy nauczyciele używali tych samych metod nauczania, ale po raz kolejny to panowie (oraz podające się za panów panie) zebrali znacznie lepsze wyniki.

Co nam mówią wyniki tych badań? Czy studenci są w istocie ukrytą opcją mizoginistyczną? A może to panowie mają w sobie jakiś nieopisany dydaktyczny potencjał? Wygląda na to, że jednak nie. Jak wskazuje Boring, studenci dokonywali swoich wyborów nieświadomie, a zapytani wprost, stwierdzali, że płeć nie stanowi dla nich wyznacznika inteligencji.

Tak naprawdę badania pokazują, jak głęboko w naszej świadomości zakorzeniony jest pewien system skojarzeń określających to, w czym dobrzy (lub nie) są kobiety i mężczyźni. Okazuje się też, że nawet najszczersze chęci niepoddawania się stereotypom spełzają na niczym, kiedy w grę wchodzą cechy kulturowo łączone z płcią.

I to właśnie ten system cech w nauce nazywany jest złowieszczym mianem gender. Wbrew opiniom ministrów i różnej maści specjalistów nie ma on wiele wspólnego z ostatnią kampanią namawiającą do segregacji śmieci ani nawet nieistniejącą już tęczą na placu Zbawiciela. Zanim pojęcie to przejęli i zdyskredytowali politycy, gender służyło głównie naukowcom, którzy badali sposób, w jaki postrzegamy płeć. I tak powinno pozostać.

W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj