Wszystkie czasy Juliana Barboura
Janusowy Wszechświat
Fizyk brytyjski przekonuje: czas płynie nie w jednym, lecz w dwóch kierunkach jednocześnie. Julian Barbour to kolejny bohater „Pionierów”, dokumentalnego cyklu filmowego POLITYKI.
Julian Barbour
Karol Jałochowski/Polityka

Julian Barbour

DVD z filmem „Człowiek, który igra z czasem” będzie można kupić w kioskach od 13 lipca.

DVD z filmem „Człowiek, który igra z czasem” będzie można kupić w kioskach od 13 lipca.

Od pewnego czasu utrwalamy w formie filmów, które dołączamy do POLITYKI, portrety najwybitniejszych myślicieli epoki, ze szczególnym uwzględnieniem tych, którzy mieli/mają odwagę, by w swoich dociekaniach nie podporządkowywać się normom i paradygmatom. Barbour, który po obronie doktoratu przez ponad 40 lat pracował poza Akademią, utrzymując się z tłumaczeń naukowej literatury rosyjskiej, to idealny kandydat do cyklu „Pionierzy”: nieprzystający do schematów, ale zarazem, mimo całej osobności, pozytywnie zweryfikowany przez środowisko uniwersyteckie, publikujący rzadko, ale za to w najbardziej szanowanych periodykach.

Już kilka lat temu w POLITYCE 38/11 opublikowaliśmy rozmowę z nim, w której przedstawiał swą frapującą teorię mówiącą o tym, że upływ czasu to złudzenie, a sam czas to uniemożliwiający nam dalszy postęp bagaż, który targamy od kilkuset lat. Barbour przekonywał, że jeśli wyrzucimy czas ze zbioru pojęć podstawowych, to, być może, uda się wreszcie doprowadzić do wypatrywanego od dawna zespolenia dwóch wielkich teorii fizycznych – ogólnej teorii względności i mechaniki kwantowej. Wreszcie o tym, co największe (galaktyki, gwiazdy, czarne dziury itd.), można by było mówić językiem tej samej matematyki, co o rzeczach najmniejszych. Dziś obie te sfery wymykają się wspólnemu opisowi, co nie ma większego znaczenia w przypadku większości zjawisk, ale uniemożliwia zrozumienie procesów ekstremalnych, na przykład Wielkiego Wybuchu.

Barbour w naszym filmie wyjaśnia, skąd wzięła się jego idea bezczasowości. Wnioski o istnieniu przeszłości zawsze przecież wysnuwamy z teraźniejszości, z pism i skamielin. Barbour opisuje (na bardzo prostym przykładzie trzech cząstek), jak wygląda bezczasowy Wszechświat: to zbiór wszystkich możliwych konfiguracji jego elementów składowych. Taki Wszechświat, wiedziony jednym ogólnym prawem, przechodzi z jednego układu w drugi, jak my przeglądamy talię zdjęć. Takie szczególne spojrzenie pozwalało Barbourowi na wyeliminowanie przedziwnych założeń, które przyjął jeszcze Newton, a my nie odrzucamy do dziś. Zakładamy bowiem zwykle, że przestrzeń ma charakter absolutny, że Wszechświat zanurzony jest w jakimś nadającym mu skalę wielkości pojemniku. A przecież nic podobnego nie istnieje.

Barbour, idąc za austriackim filozofem i fizykiem Ernstem Machem, chciał włączać do teorii naukowych jedynie te elementy, które można zaobserwować. Są więc tylko konfiguracje, tylko wzajemne relacje geometryczne, nie ma czasu i nie ma odległości, bo do ich mierzenia potrzebna byłaby jakaś absolutna linijka – linijka w rękach Boga. Pół biedy, że newtonowska – a korzenie mająca jeszcze w tradycji judaistycznej, a może i sumeryjskiej – wizja świata tkwi w naszych intuicjach. Jest także obecna we współczesnych teoriach fizycznych. – Czas w mechanice kwantowej jest absolutnym czasem Newtona – liniowym, płynącym w niezmiennym tempie. Natomiast w teorii Einsteina jest dynamiczny, elastyczny. Mój pomysł zakłada próbę rozpoznania elementów absolutnie kluczowych dla obu teorii – takich, których usunięcie bezpowrotnie zniszczyłoby którąś z nich. Jedynym takim elementem jest, moim zdaniem, idea przestrzeni konfiguracji – mówi Barbour.

Dla niektórych może to być abstrakcja trudna do ogarnięcia wyobraźnią. Ale Barbour, podobnie jak pozostali Pionierzy, należy do zastanawiająco wąskiej grupy myślicieli, dla których nauka to nie tylko intelektualna igraszka, lecz także sposób na możliwie silne i świadome osadzenie w rzeczywistości. Na pogłębienie harmonii i wspólnoty z tym, co ożywione w wyniku ewolucji naturalnej, i z tym co, jak sztuka, stworzone zostało przez człowieka. Na solidne osadzenie w porządku rzeczy, przy całej niepewności co do jego charakteru.

Chętnie opowiada o zachwycie nad zjawiskami z pozoru powszednimi: – Radość jedzenia, zbierania jagód, ich smak, uczucie wskakiwania do zimnej wody, pływania, wszystko, co sprawia, że życie jest ekscytujące, wszystko to wydaje się nie mieć miejsca w świecie zewnętrznym, a tylko w naszym umyśle. Nie istnieje przecież nic takiego jak kolor czy temperatura. Fizyk będzie mówił o długości fali światła czy szybkości ruchu atomów. Skąd więc się bierze ta niebywała spójność naszego doświadczenia? Co tu się dzieje?

Czyżby nauka była w tym przypadku bezradna, jak bezradny jest rozum w analizie poetyki snu, pyta Barbour. Zakładaliśmy więc, że i dla państwa zacytuje ulubiony fragment „Snu nocy letniej” Szekspira, w którym Podszewka tłumaczy: „Musiałby człowiek być zupełnym osłem, żeby próbować ten sen wytłumaczyć”.

Rozważania nad iluzorycznym charakterem czasu nasz bohater uznaje już jednak za rozdział zamknięty. Tuż przed naszą u niego wizytą dwuletnia współpraca Barboura z Timem Koslowskim i Flavio Mercatim wydała owoc w postaci szkicu nowej, potencjalnie rewolucyjnej teorii. Kwestia czasu też w niej występuje, jednak ujęta inaczej. – Długo byliśmy przekonani, że główną wartością naszej pracy będzie próba stworzenia kwantowej teorii grawitacji. Nadal na to liczymy, ale zorientowaliśmy się, że może uda nam się powiedzieć coś znacznie bardziej bezpośredniego i przekonującego na temat źródeł różnic między przeszłością i przyszłością – mówi Barbour w naszym filmie.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj