Polowanie na raka. Czy nowe odkrycie sprawi, że wreszcie pokonamy nowotwory?
Na pytanie, skąd bierze się rak, można znaleźć w internecie codziennie inną odpowiedź.
Ed Uthman/Flickr CC by 2.0

To już właściwie nie budzi wątpliwości: choroby nowotworowe, w tym każda postać raka, są zaburzeniem genetycznym. Można oczywiście wymienić mnóstwo czynników odgrywających ważną rolę w inicjowaniu zmian nowotworowych, od chemikaliów obecnych w dymie tytoniowym, poprzez promieniowanie słoneczne, a skończywszy na niektórych wirusach.

Wszystkie te zewnętrzne wpływy wywołujące nowotwór złośliwy atakują określone miejsca zwane onkogenami. Na 10, a czasem 20 lat przed wystąpieniem pierwszych objawów choroby w komórce rozgrywają się zmiany, które zapoczątkowują szalony proces nowotworzenia. Można je porównać do rozpędzonego pojazdu, w którym zablokowała się kierownica, przestał działać układ hamulcowy, a pedał gazu został dociśnięty do deski.

Niezależnie od tego z grubsza poznanego procesu naukowcy próbują zidentyfikować tę pierwszą, najwcześniejszą komórkę rakową. W badaniu opublikowanym niedawno w „Nature” nowy snop światła rzucono na komórki macierzyste w skórze, które mogą stanowić podłoże dla tzw. raków podstawnokomórkowych (to jeden z najczęstszych nowotworów skóry). Po przeprowadzeniu badań uznano je za główne winowajczynie, w których aktywacja onkogenów napędza reakcję łańcuchową podziału i proliferacji.

Czy wspomniane odkrycie belgijsko-brytyjskiego zespołu ostatecznie rozwiązuje zagadkę? Obawiam się, że nie. Polowanie na raka jeszcze się nie skończyło. Trudno nawet przewidzieć jego finał, gdyż cechą współczesnej nauki wydaje się nie złapanie króliczka, lecz ciągła pogoń za nim, niemal do utraty tchu.

Ileż było już w onkologii przełomów? Ile badań naukowych, które miały być zapowiedzią ostatecznych rozstrzygnięć (i skutecznych terapii), z perspektywy czasu okazywało się mniej istotnych? Rozpalały wyobraźnię, pokazywały perspektywy, lecz były w pewnym sensie rozczarowaniem dla wszystkich, którzy uwierzyli, że przyniosą ostateczne zwycięstwo nad rakiem.

Frontów tej walki jest wiele. Można nawet powiedzieć, że ich stale przybywa, zgodnie ze starym porzekadłem, że im dalej w las, tym więcej drzew. Mamy w onkologii więcej sukcesów czy klęsk? Przełomowe kuracje zawsze na początku wzbudzają entuzjazm, ale po pewnym czasie ich wartość blednie. I to niekoniecznie dlatego, że pojawiają się nowsze, skuteczniejsze metody leczenia, lecz w miarę upływu czasu wychodzą na jaw działania niepożądane, które każą zweryfikować jeszcze nie tak dawne zachwyty.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj