Upadek klasy robotniczej – nieunikniony koszt transformacji
Zemsta białych mężczyzn
Biali mężczyźni z klasy robotniczej wrócili do historii. Zapomniani przez partie polityczne i media doczekali się swoich trybunów: Nigela Farage’a, Donalda Trumpa, Marine Le Pen. I znowu są siłą zmieniającą bieg historii.
Protest robotników z amerykańskiej fabryki koncernu Ford Motor Company
Jim West/Alamy Stock Photo/BEW

Protest robotników z amerykańskiej fabryki koncernu Ford Motor Company

Miasto Youngstown w stanie Ohio słynęło jako centrum amerykańskiego hutnictwa. W okresie rozkwitu w latach 40. XX w. urosło do 170 tys. mieszkańców i stało się symbolem dobrobytu płynącego z przemysłu. Wszystko: polityka, zorganizowana przestępczość, kultura i codzienne życie, kręciło się wokół stali. Pod koniec lat 70. zaczęło się psuć, w ciągu sześciu lat wyparowało 50 tys. miejsc pracy, wraz z nimi roczne przychody pracowników zmniejszyły się o 1,3 mld dol., a bezrobocie w 1983 r. osiągnęło gigantyczny nie tylko w warunkach amerykańskich poziom 24,9 proc. Upadek miasta stał się nawet tematem jednej z piosenek Bruce’a Springsteena.

Szybka degradacja wywołała mizerię społeczną. Jeszcze do niedawna kwitnące Youngstown zostało stolicą zbrodni, ze wskaźnikiem morderstw ośmiokrotnie wyższym od średniej krajowej. Trzykrotnie wzrosła liczba osób cierpiących na dolegliwości psychiczne, rozpleniły się narkomania i alkoholizm. Liczba mieszkańców zmniejszyła się o 100 tys., do 67 tys. w 2010 r. Nie zmienił się jedynie system władzy, zmonopolizowany przez partię demokratyczną.

Mimo korupcji, związków ze zorganizowaną przestępczością przez lata demokraci potrafili utrzymać status quo, czyniąc z hrabstwa Mahoning demokratyczną twierdzę również w wyborach krajowych. Barack Obama w 2012 r. zdobył tu 63,5 proc. głosów, Mitt Romney 35 proc.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj