Nagrody Naukowe POLITYKI: wbrew trudnym czasom
Post nauki
Rusza 17. konkurs o Nagrody Naukowe POLITYKI. Dziesięcioro wybitnych młodych naukowców otrzyma po 5 tys. zł, a pięcioro laureatów po 20 tys. zł. Cieszymy się z tej nowej edycji. Ale też martwimy, co będzie dalej.
Środowiska naukowe coraz częściej krytykują polityków za to, że w swych działaniach ignorują głos ekspertów, gdy okazuje się niezgodny z ich politycznym planem.
Mirosław Gryń/Polityka

Środowiska naukowe coraz częściej krytykują polityków za to, że w swych działaniach ignorują głos ekspertów, gdy okazuje się niezgodny z ich politycznym planem.

Wraz z podkopywaniem zaufania do nauki wyparowuje zaufanie do naukowej wiedzy.
Mirosław Gryń/Polityka

Wraz z podkopywaniem zaufania do nauki wyparowuje zaufanie do naukowej wiedzy.

Polityka

Osobliwy klimat polityczny w kraju sprawił, że spółki Skarbu Państwa, które tradycyjnie przez lata dokładały się do funduszu nagród, już w ubiegłym roku nie odpowiedziały na nasze wnioski o współudział w konkursie – po prostu je zignorowały. Szczęśliwie prywatne datki, wśród nich darowizny członków kapituły, redakcji i wpłaty z tzw. jednego procentu pozwalają Fundacji POLITYKI wciąż przyznawać stypendia. Coraz wyraźniej też widać, że uczelni i instytucji badawczych nie ominą chaotyczne, źle przygotowane zmiany. Do szerszej opinii publicznej przedostają się sygnały, że – zdaniem władz – pewne dziedziny wiedzy to szarlataneria i pseudonauka, że studentów jest w Polsce za dużo, uczelnie są zbyt niezależne itd.

Środowiska naukowe wydają się powoli przełamywać stan milczenia i wyczekiwania – coraz częściej krytykują polityków i władze za to, że w swych działaniach ignorują głos ekspertów, gdy okazuje się niezgodny z ich politycznym planem. Pod koniec marca grupa wybitnych polskich uczonych ogłosiła apel, w którym czytamy m.in.: „Ostatnie lata to czas przewlekłego sporu politycznego, który wykracza już poza typowe ramy międzypartyjnych dyskusji. Jego efektem są gwałtowne zmiany zachodzące w instytucjach państwa demokratycznego: sądach, prokuraturze, służbie cywilnej i wojsku, a także publicznych mediach. Utrudnia to pracę nad naprawą służby zdrowia, rynku pracy, emerytur czy szkolnictwa. My, przedstawicielki i przedstawiciele świata nauki i edukacji, obserwujemy to ze smutkiem i coraz większym niepokojem. Uważamy, że wobec narastającego problemu postprawdy i teatralizacji polityki, a także wobec odrodzenia ruchów antynaukowych i podważania opinii ekspertów, sytuacja jest szczególnie groźna i może doprowadzić do nieprzewidywalnych dla społeczeństwa skutków”.

Polscy uczeni apelują: „Reformy należy przemyśleć, mądrze zaplanować i zaprojektować jako całość, stroniąc od pojedynczych zmian, które mogą być wzajemnie sprzeczne”.

Marsz dla nauki

Apel polskich naukowców wpisuje się w szerszy, światowy kontekst. Na 22 kwietnia zaplanowano „marsze dla nauki” w dziesiątkach państw i miast (również w Warszawie), upominające się o właściwy status wiedzy naukowej w życiu publicznym.

Szczególnym impulsem do działania stały się antynaukowe wypowiedzi prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Retoryka kampanii wyborczej, a potem konkretne decyzje polityczne, dotyczące m.in. finansowania badań nad zmianami klimatu czy środowiskiem, wywołują obawy o marginalizację wiedzy eksperckiej w procesie decyzyjnym. Coraz częściej zastępują ją emocje i odwołania do „faktów alternatywnych”.

W niewielkim tylko stopniu uspokajają stwierdzenia, że przecież politycy zawsze posługiwali się kłamstwem, by zdobyć i utrzymać władzę. Organizatorzy „marszu dla nauki”, podobnie jak sygnatariusze polskiego apelu, zwracają jednak uwagę na nowe zjawisko – podważanie nauki jako szczególnego sposobu poznawania rzeczywistości, którego celem jest zapewnienie obiektywizmu i bezstronności wytwarzanej wiedzy. Naukowcy i eksperci mówiący o faktach coraz częściej muszą się mierzyć z zarzutami, że są częścią „skorumpowanych elit”, którym nie można ufać, bo dopuszczają się manipulacji, mówiąc o globalnym ociepleniu, szkodliwości spalania węgla, przyczynach katastrofy smoleńskiej, konstytucyjności działań władzy czy postawach Polaków podczas II wojny światowej. W ślad za zarzutami idą decyzje personalne – składy ciał doradczych wspierających ministrów albo są marginalizowane, albo wymieniane na osoby o często mizernym dorobku naukowym, lecz dużej dyspozycyjności politycznej.

Motywowane politycznie ataki na ekspertów i naukowców jednak nie tylko dotykają konkretne osoby, lecz także podważają autorytet całego systemu naukowo-eksperckiego. Nie jest on doskonały, jednak przez dziesiątki lat rozwoju metod badawczych i ich krytyki nauka instytucjonalna stała się jednym z najwspanialszych osiągnięć ludzkości, bez którego niemożliwe byłoby funkcjonowanie i rozwój współczesnych społeczeństw. Najnowsza historia zna przypadki kwestionowania nauki instytucjonalnej i jej podporządkowywania dyktatowi polityki i ideologii. Cena za każdym razem była wysoka: bezsensowne cierpienia ludzi i cywilizacyjna katastrofa.

Na szczęście nie ma powodów, by się obawiać, że dzisiejszy antynaukowy klimat podsycany przez polityków przypomina sytuację uwikłań nauki w nazizm lub komunizm. Co nie oznacza, że można bagatelizować narastający problem postprawdy. Bo wraz z podkopywaniem zaufania do nauki wyparowuje zaufanie do naukowej wiedzy. To jednak nie od woli suwerena ani jego politycznych przedstawicieli zależy skuteczność terapii medycznych, mechanizmy działania systemu atmosferycznego, siła grawitacji czy też wyniki rozegranych w przeszłości bitew. I niczyja wola nie spowoduje, że homeopatia będzie leczyć, a społeczeństwo ulegające antyszczepionkowej panice, podsycanej m.in. przez publiczne media, będzie zdrowsze. Podobnie jak żadna wola nie spowoduje, by źle przygotowana, ślepa na opinie ekspertów reforma edukacji doprowadziła do poprawy jakości wykształcenia.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj