szukaj
Nagrody Naukowe POLITYKI: wbrew trudnym czasom
Post nauki
Środowiska naukowe coraz częściej krytykują polityków za to, że w swych działaniach ignorują głos ekspertów, gdy okazuje się niezgodny z ich politycznym planem.
Mirosław Gryń/Polityka

Środowiska naukowe coraz częściej krytykują polityków za to, że w swych działaniach ignorują głos ekspertów, gdy okazuje się niezgodny z ich politycznym planem.

Wraz z podkopywaniem zaufania do nauki wyparowuje zaufanie do naukowej wiedzy.
Mirosław Gryń/Polityka

Wraz z podkopywaniem zaufania do nauki wyparowuje zaufanie do naukowej wiedzy.

Polityka

Te proste prawdy pokazują stawkę zarówno światowego marszu dla nauki, jak i apelu polskich uczonych. To nie jest zmowa skorumpowanych elit wzniecających zgiełk, gdy się je „odsuwa od koryta”. To wołanie przypominające, że zagrożone są mechanizmy funkcjonowania niezwykle złożonego i subtelnego systemu, na jakim oparta jest nasza cywilizacja.

Coraz dłuższa kolejka

Wszystko to przydaje naszej akcji, skierowanej do młodych naukowców, specjalnego kontekstu. Nigdy nie twierdziliśmy, że świat nauki i szkolnictwa wyższego nie potrzebuje żadnych reform. Przeciwnie, co roku, przez dotychczasowych 16 lat ogłoszenie czy rozstrzygnięcie konkursu stawało się pretekstem, by na naszych łamach czasem bić na alarm. Zresztą, sam pomysł stypendiów POLITYKI zrodził się jako alarm – był reakcją na katastrofalną wtedy sytuację młodych naukowców. Zarabiali grosze, najzdolniejsi odpływali na Zachód albo do rozmaitych gałęzi gospodarki, gdzie przyzwoiciej im płacono. Talenty się marnowały, a szkolnictwu wyższemu groziła zapaść. Obawa, że wkrótce polskich studentów nie będzie miał kto uczyć, stawała się całkiem realna. Byliśmy wtedy przekonani, że musimy wyjść poza obowiązki czysto dziennikarskie i uczynić jakiś widoczny gest wsparcia przynajmniej dla kilkunastu wybijających się osób. Początkowo było to wsparcie bez mała charytatywne: sytuacja materialna, rodzinna tych młodych ludzi była dla jury istotnym kryterium przyznania jednorazowego zastrzyku finansowego, a laureatów zachęcaliśmy, by kupili dzieciom buty na zimę czy nową lodówkę i przynajmniej na jakiś czas skupili się na swoich pasjach, zamiast dorabiać chałturami i korepetycjami.

Z czasem, także wskutek wejścia Polski do Unii, sytuacja zaczęła się jednak zmieniać. Nie bez przestojów i chybionych kroków, jednak świat polskiej nauki stopniowo się porządkował, młodzi zaczęli dobrze odnajdywać się w systemie grantowym, zyskali oparcie (niektórzy mówili, że nawet przesadne) we władzach ministerialnych, zapraszani byli do rozmaitych ciał doradczych i decyzyjnych. Najzdolniejsi – zwykle świetnie skomunikowani z zagranicą – przestawali być desperados, jak nazwaliśmy ich w 2000 r. Wielu okazało się sprawnymi menedżerami swoich karier.

Co nie zmieniło naszego przekonania, że wciąż potrzebują wsparcia. Od pięciu lat ma ono już jednak inny charakter. Zmieniliśmy formułę akcji tak, by zaakcentować dorobek naukowy laureatów i – co ważne – ich umiejętność dzielenia się wiedzą z szerszą publicznością. Wychodziliśmy z założenia, że w demokratycznym państwie podatnicy mają prawo wiedzieć, na co idą ich pieniądze, i to na badaczach spoczywa obowiązek wyjaśniania sensowności wydatków na naukę. Wierzyliśmy, że w nowoczesnym państwie, w tzw. społeczeństwie opartym na wiedzy, jakim mieliśmy zostać, te wydatki będą stale rosły. Pozostawaliśmy w przekonaniu, że nasza akcja będzie odporna na wszelkie niebezpieczeństwa, albowiem jest całkowicie apolityczna i opiera się na wzajemnym zaufaniu sponsorów oraz jurorów (mamy dwie kapituły: naukową, złożoną z kilkunastu uczonych reprezentujących wszelkie gałęzie wiedzy, oraz obywatelską, złożoną z osób zaangażowanych w życie publiczne kraju).

Przekazaliśmy do tej pory 6 mln 112 tys. zł na ręce 272 młodych, dobrze zapowiadających się badaczy. Czas potwierdził celowość tego przedsięwzięcia: nieomal wszyscy stypendyści są liczącymi się postaciami w nauce, a fakt otrzymania naszej nagrody jest prestiżową pozycją w ich naukowych CV.

Przewidywaliśmy przez te lata rozmaite rafy, na które kolejne roczniki naukowców mogą się jeszcze natknąć. Jedno wszak trudno było przewidzieć: że znów będą musieli oni bronić wartości podstawowych, czyli wolności światopoglądowej i autonomii uczelni i placówek badawczych. Że staną oko w oko z konformizmem wielu swoich kolegów; z antyelitarną, antynaukową demagogią władzy.

Być może zatem w niedalekiej przyszłości, ale już po edycji 2017 r., przeformatujemy nieco sens i zasady naszego konkursu. Na pewno nie porzucimy młodych badaczy, będziemy nadal udzielać im jakkolwiek rozumianego wsparcia. Problem, że do Fundacji POLITYKI, która w swoim statucie deklaruje asekurację dla szeroko rozumianych inicjatyw edukacyjnych i naukowych, ustawia się coraz dłuższa kolejka; np. pozbawiane państwowego wsparcia olimpiady przedmiotowe czy liczne organizacje pozarządowe. Niewykluczone więc, że rozszerzymy dotychczasowe pole zainteresowania Fundacji. Oczywiście nasza aktywność zależy od możliwości finansowych. Czyli dziś nieomal wyłącznie od hojności naszych czytelników i sympatyków. Za każdą złotówkę z góry dziękujemy.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj