szukaj
Testy projekcyjne od dawna budzą kontrowersje
Diagnostyczny beton
Rozmowa z dr. Andrzejem Śliwerskim o tym, jak nierzetelne testy psychologiczne mogą krzywdzić ludzi.
Jeden z rysunków stosowanych w teście Rorschacha
Spencer Sutton/BEW

Jeden z rysunków stosowanych w teście Rorschacha

Marcin Rotkiewicz: – Dlaczego sprawa tzw. testów projekcyjnych dotyczy każdego z nas?
Andrzej Śliwerski: – Bo może się zdarzyć, że będziemy mieć w sądzie sprawę np. o przyznanie opieki nad dziećmi. Biegły psycholog wyda wówczas o nas opinię na podstawie badania, które przeprowadzi za pomocą testu projekcyjnego. A będzie ona brzmiała następująco: pan Kowalski ma zaburzenie osobowości. Może więc lepiej trzymać dzieci z daleka od niego – uzna sąd. Problem w tym, że testy projekcyjne to bardzo nierzetelne narzędzia, więc prawdopodobieństwo błędnej diagnozy i opinii jest ogromne.

Opinie psychologiczne dla sądów są również wydawane w znacznie większego kalibru sprawach, np. oskarżeniach o pedofilię. A wtedy Kowalskiemu grozi więzienie, zatem biegły, posługując się testami projekcyjnymi, może wyrządzić sporo zła.

Pięć lat temu na kilku polskich uczelniach studenci i wykładowcy protestowali przeciw stosowaniu takich testów, zakładając koszulki z napisem „Psychologia to nauka nie czary”. Pan brał aktywny udział w tej akcji, a POLITYKA (9/12) obszernie ją opisała. Czy ta akcja przyniosła jakieś efekty?
Zacznę od pozytywów. Przy Komitecie Psychologii PAN powstała Komisja ds. Testów Psychologicznych, która rok po naszej akcji wydała pierwszy numer swojego biuletynu.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj