F. Dyson i sekretne stowarzyszenie Jazonów
Sprzysiężeni w rozumie
Dobrze wiedzieć, że jest za oceanem sekretna organizacja, która czuwa nad światem. Opowiada o niej Freeman Dyson, jeden z najbardziej zasłużonych jej członków.
Freeman Dyson, jeden z Jazonów
Jon Naso/NY Daily News

Freeman Dyson, jeden z Jazonów

Och, to bardzo miłe. Trochę jak powrót na studia. Wspólnie rozwiązujemy problemy, co trwa parę tygodni. Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, czekam więc na te spotkania z niecierpliwością. Dowiadujemy się o wielu bardzo interesujących problemach. Szybko zapisujemy stosowne równania, trochę liczymy, notujemy wyniki, a następnie informujemy o nich rząd. To niezwykle przyjemny sposób spędzania wolnego czasu – w ten właśnie sposób Freeman Dyson, z charakterystyczną niechęcią uświęcania tematów ważkich, opowiada o tym, jak to grupa najwybitniejszych żyjących amerykańskich uczonych każdego lata zbiera się nad brzegiem Oceanu Spokojnego, by wspólnie ratować świat. A że ten ostatni uparcie trwa, należy sądzić, że Jazonom – tajnej organizacji założonej w 1960 r. – w jakimś stopniu zawdzięczamy naszą egzystencję. Organizacji tajnej o tyle, że o ile istnieje oficjalnie i liczy kilkudziesięciu członków, nie ma pewności, kto konkretnie do niej należy i jakie treści, poza tytułami (i to nie zawsze), zawierają raporty Jazonów. Zatem co wiadomo?

Wiadomo, że najpierw było lato 1957 r. Trwała wprawdzie zimna wojna, ale jak tu się nią martwić, kiedy grał Elvis? Na pachnących farbą, ledwie ukończonych przedmieściach domy były tak do siebie podobne, że mieszkańcy zasypiali w cudzych łóżkach – i śnili o dobrej przyszłości. Ale już jesienią niebo nad Ameryką, ponad pułapem B-52, zaczęło przemierzać 100 kg radzieckiej myśli kosmicznej.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj