Egzotyczne zwierzęta emigrują do Polski. Czy do nich też będziemy strzelać?
Papuga biało-czerwona
Aleksandretta obrożna. Według badaczy w ciągu dekady ta papuga w Polsce spowszednieje.
123 RF

Aleksandretta obrożna. Według badaczy w ciągu dekady ta papuga w Polsce spowszednieje.

Aleksandretta robi w przyrodzie furorę. To ptak niezwykle piękny, do tego z dużą siłą rozrodczą.
Animesh Sahoo/Wikipedia

Aleksandretta robi w przyrodzie furorę. To ptak niezwykle piękny, do tego z dużą siłą rozrodczą.

Przełomowym momentem w zawłaszczaniu obcych terytoriów jest udany rozród na nowej ziemi. Czy w Polsce już do niego doszło? Twardych dowodów nie ma, ale są bardzo mocne poszlaki. Papuzie pary, a nawet kilkuosobnicze stada dzikich papug obserwowano na Psim Polu we Wrocławiu, w Katowicach i okolicach Nysy. Ile zatem osobników lata teraz po polskim niebie? Na to pytanie nikt precyzyjnie nie odpowie. Dr Wojciech Solarz przypuszcza, że najprawdopodobniej można już owe papugi liczyć w setkach. Zdolności przystosowawcze gatunku i potencjał rozrodczy sugerują, że populacja będzie rosła w siłę. Naturalnych wrogów aleksandretta nie ma. Rodzimych ptaków drapieżnych, wbrew opiniom części myśliwych i hodowców ryb, nie występuje na tyle dużo, by mogły trzymać nowy gatunek w ryzach. Drapieżne ssaki, które potrafiłyby niszczyć lęgi – głównie kuny – także znajdują się w odwrocie. A wilk, lis czy jenot na drzewo nie wejdą. Niebezpieczny może być – ot, przyrodniczy paradoks – inny obcy przybysz, mianowicie szop pracz, który sprawnie operuje nie tylko na lądzie i w wodzie, ale także w konarach drzew.

Aleksandretta obrożna, w ocenie specjalistów, zbuduje w Polsce w miarę stabilną populację. Nie istnieją czynniki, które akurat w naszym kraju miałyby jej to uniemożliwić. Z drugiej strony oddziaływanie nowego gatunku na zastane środowisko, sądząc z doświadczeń krajów zachodniej Europy, nie będzie zbyt duże.

Tęczowe niebo

Papuga ta nie posiada w Polsce formalnego statusu, gdyż resort środowiska jeszcze się nad tym nie pochylił. Ministerstwo, poproszone o ocenę zjawiska, odpisuje, że nie ma skarg dotyczących szkód w środowisku powodowanych przez ten gatunek. Znane są jedynie – pisze dalej resort – przypadki obserwacji i jednostkowe przypadki zimowania pojedynczych osobników. Nie odnotowano ani jednego gniazdowania. W razie znaczącego narastania problemu – prognozują służby ministra – będziemy rozważać podjęcie odpowiednich kroków, w tym możliwość objęcia gatunku regulacjami prawnymi dotyczącymi obcych gatunków inwazyjnych. Linia słuszna. Jednak wiedza resortu o skali zjawiska w Polsce powinna być większa.

Minister Jan Szyszko może jednak szybko zmienić zdanie. Dowodem sprawa szakala złocistego, który od kilku lat buduje swą skromną populację w Polsce. Pisała o nim w kwietniu tego roku POLITYKA (17), a nieco wcześniej myśliwski miesięcznik „Łowiec Polski”. Resort środowiska, pytany o przyszły status tego gatunku, czyli np. możliwość polowania na szakale, odstrzał nowego drapieżcy wykluczył. I słusznie, bo cała historia polskich szakali to kilka potwierdzonych obserwacji i jeden pośrednio udokumentowany udany rozród. Minęło kilka miesięcy i Jan Szyszko szakala ocenia inaczej. Najświeższy projekt nowelizacji ministerialnych rozporządzeń łowieckich, pochodzący z lipca tego roku, wciąga szakala złocistego na listę gatunków łownych i wyznacza siedmiomiesięczny sezon polowań na to zwierzę.

Czy coś podobnego spotka również aleksandrettę? Niewiele za tym przemawia. Papuga – w odróżnieniu od szakala – nawet hipotetycznie nie jest zbyt groźną konkurentką dla rodzimych gatunków. Co najwyżej niebo nad Polską będzie bardziej tęczowe.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj