Najbardziej powszechne schorzenie serca
Niewydolność do wyleczenia
Sukcesy w jednych dziedzinach kardiologii pogłębiają zapaść w innych. Zapomnieliśmy o pacjentach, którzy uratowani po zawałach serca borykają się teraz z jego niemocą.
Jesteśmy jedynym krajem w Europie, gdzie przy zaostrzeniu niewydolności serca niemal każdy chory trafia do szpitala.
Amoklv/PantherMedia

Jesteśmy jedynym krajem w Europie, gdzie przy zaostrzeniu niewydolności serca niemal każdy chory trafia do szpitala.

Czy niewydolność serca – z którą zmaga się w Polsce ponad 700 tys. osób – zasługuje na to, by nazywać ją nową epidemią XXI w.? Mamy nadmierną skłonność do nadawania zwykłym rzeczom wielkich nazw, więc i epidemia w tym kontekście może razić, podobnie jak narodowy program zapobiegania i leczenia tej choroby, o którego utworzenie zaczęli zabiegać kardiolodzy. Jeśli epidemia ma zatrważać, a narodowy podnosić rangę, to i tak za mało, by obudzić społeczną świadomość. Podniosłym nazewnictwem nie da się zmienić ludzkich nawyków (a w przypadku tej choroby jest na to już po prostu za późno) ani tym bardziej systemu opieki, który akurat w Polsce wymaga gruntownej przebudowy.

Jesteśmy jedynym krajem w Europie, gdzie przy zaostrzeniu niewydolności serca niemal każdy chory trafia do szpitala, choć przy lepiej zorganizowanej pomocy ambulatoryjnej można by jej udzielać w przychodni lub domu. Decydujące jest wczesne rozpoznanie objawów (obrzęki wokół kostek, nocna duszność, łatwe męczenie) oraz lepsza współpraca między lekarzami podstawowej opieki zdrowotnej a kardiologami.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj