szukaj
ANTYKONCEPCJA: Pigułka wolności
Pigułka antykoncepcyjna trafiła do aptek w 1960 r. Oznaczała rewolucję w obyczajach na skalę przewrotu kopernikańskiego w astronomii. (Tekst pochodzi z drugiego zeszytu Kolekcji Jubileuszowej CYWILIZACJA).

Mam trzydzieści lat i sześcioro dzieci, najstarsze nieco ponad 7 lat, najmłodsze kilka dni. Z moim zdrowiem już tak dalej nie dam rady. Próbowaliśmy uważać, ale i tak zaszłam w ciążę. Kiedy czytam o pigułce, zaczynam płakać, bo wydaje się jedynym promykiem nadziei” – pisała w liście do Gregory’ego Pincusa, jednego z twórców hormonalnej antykoncepcji, zrozpaczona amerykańska matka w 1957 r.

Wszystkie wcześniejsze metody zapobiegania ciąży, od polecanego przez Kościół katolicki kalendarzyka małżeńskiego, przez stosunek przerywany, prezerwatywy itd., były nieskuteczne, choćby z tego względu, że wymagały odpowiedzialnej współpracy mężczyzn. Współdziałanie wychodziło tak sobie, wszak to tylko kobieta ryzykuje ciążą. Pigułka, czyli lek zawierający hormon wstrzymujący owulację i tym samym uniemożliwiający zapłodnienie, nie tylko oddaje kobiecie pełną kontrolę nad swoim ciałem, ale oznacza rewolucję w obyczajach na skalę przewrotu kopernikańskiego w astronomii.

Ustalenie ojcostwa
Kluczowym punktem przygotowującym przyszły przewrót i rewolucję seksualną był 15 października 1951 r. Tego dnia w mieście Meksyk zespół chemików pracujących pod kierownictwem Carla Djerassi w laboratorium firmy Syntex przeprowadził udaną syntezę noretyndronu. To substancja o podobnej strukturze i działaniu jak progesteron, występujący w organizmie naturalny hormon regulujący procesy owulacji, ale nadająca się do przyjmowania doustnego.

Djerassi wspomina: – W istocie był to pierwszy przypadek udanej racjonalnej syntezy chemicznej leku – cały czas wiedzieliśmy, jaką substancję chcemy uzyskać, spodziewając się jej właściwości. W przemyśle farmaceutycznym działało się i nadal często działa metodą prób i błędów. Tak pracował legendarny niemiecki uczony Paul Ehrlich, twórca nowoczesnej chemioterapii oraz salwarsanu – pierwszego skutecznego leku przeciw syfilisowi. Lek ten nosił nazwę „preparatu 606”, bo dopiero próbka o tej liczbie zawierała związek chemiczny spełniający oczekiwania.

Za swe osiągnięcie Djerassi tytułowany jest ojcem pigułki (warto jednak pamiętać, że nieco później Frank Colton, pochodzący z Polski chemik pracujący dla koncernu Searle, zsyntetyzował substancję hormonalną, która przeszła do historii pod nazwą Enovid). I choć Djerassi nie wypiera się odpowiedzialności za swe „dziecko”, to apeluje, by pamiętać o całej intelektualnej rodzinie. – Najbardziej chyba zapomnianą postacią w tej historii jest Ludwig Haberlandt z Uniwersytetu w Innsbrucku, który już w 1919 r. przeprowadził podstawowy eksperyment na królikach pokazujący, że w jajnikach ciężarnych samic znajduje się substancja uniemożliwiająca zapłodnienie króliczych zwierząt. W 1931 r. Haberlandt wydał książkę, w której dokładnie opisał możliwości i konsekwencje opracowania doustnej hormonalnej pigułki antykoncepcyjnej.

Djerassi, który wychował się w Wiedniu, pamięta o Austriaku, feministki zarzucają mu jednak, że w swych relacjach z odkrycia pigułki pomniejsza rolę feministek, a zwłaszcza Margaret Sanger z ruchu na rzecz planowania rodziny i Katherine McCormick, bogatej filantropki, która sfinansowała część badań endokrynologicznych, jakie doprowadziły do nadania pigułce ostatecznego kształtu.

Sędziwy dziś Djerassi jest stanowczy: – Ruch feministyczny nie miał żadnego wpływu na postęp naszych prac naukowych. Warto przypomnieć, co o pigułce pisała w latach 60. Margaret Mead (amerykańska socjolożka i antropolożka, zasłynęła książką „Dojrzewanie na Samoa”, w której przedstawiła wyidealizowany obraz życia wspólnoty pierwotnej i panującej w niej wolności oraz harmonii seksualnej): „Pigułka jest w całości wynalazkiem mężczyzn. Dlaczego? Ponieważ wyjątkowo niechętnie eksperymentują oni na własnych ciałach. I niezwykle chętnie poddają eksperymentom ciała kobiet”.

– Irytacja Mead jest trochę zrozumiała – dodaje Djerassi – choć powoduje ona, że zapominamy o Elvie G. Shipley, biolożce pracującej w komercyjnym laboratorium endokrynologicznym w Wisconsin. Miała ona także ważny wpływ na opracowanie pigułki – jeszcze w 1951 r. przeprowadziła pierwsze testy naszej substancji, potwierdzając jej hormonalną skuteczność.

Feminizm czy szowinizm
Jaka była prawda? Warto pamiętać, że walka o prawo kobiet do antykoncepcji w tamtych czasach nie była niewinną igraszką – w Stanach Zjednoczonych obowiązywało od 1873 r. Prawo Comstocka, zabraniające nie tylko badań nad antykoncepcją, propagowania antykoncepcji, ale także rozpowszechniania „obscenicznych publikacji”, za jakie uważano m.in. broszury dotyczące kontroli urodzin. Wiele aktywistek ruchu feministycznego mocą tego prawa trafiło do więzienia. Podobne restrykcje obowiązywały w wielu innych krajach Zachodu, od Irlandii, przez Francję i Włochy po Niemcy. Sytuacja uległa zmianie dopiero w latach 70. (Prawo Comstocka zostało uchylone w USA dopiero w 1971 r.).

Margaret Sanger spotkała w 1951 r. Gregory’ego Goodwina Pincusa, wybitnego endokrynologa, który już w latach trzydziestych powtarzał eksperymenty Haberlandta. Syntetyczne hormony wyprodukowane przez Djerassiego i Coltona umożliwiły rozszerzenie badań w kierowanym przez Pincusa laboratorium Worcester Foundation for Experimental Biology w Shrewsbury w Massachusetts.

W 1953 r. pod pretekstem badań nad niepłodnością udało się przeprowadzić pierwsze badania kliniczne. W połowie lat 50. było już wiadomo, że hormonalna antykoncepcja jest możliwa, by jednak nową substancję wprowadzić do aptek, potrzebne były testy na szeroką skalę, których jednak ze względu na Prawo Comstocka nie można było przeprowadzić w USA. McCormick w 1955 r. skwitowała sytuację: „potrzebujemy klatki z owulującymi kobietami do eksperymentów”. Wypowiedź ta stała się podstawą do oskarżeń amerykańskiej filantropki i wczesnych badaczy antykoncepcji o przedmiotowe, nieludzkie traktowanie kobiet.

Dobrym miejscem dla dalszych badań okazało się Portoryko, amerykański protektorat, w którym nie obowiązywały restrykcyjne prawa metropolii. Mimo że testy kliniczne prowadzone były zgodnie z obowiązującymi w USA przepisami, lekarzom zarzucano, że postępowali nieetycznie. Bo wykorzystywali ludzką nędzę, a ich działaniami powodowały intencje eugeniczne, których celem miało być ograniczenie rozrodczości w Trzecim Świecie.

Ten ostatni zarzut nie był bezzasadny. Margaret Sanger walczyła nie tylko o prawa kobiet do radosnego seksu, ale także dzieliła przekonanie, że możliwa jest pozytywna eugenika, czyli racjonalne kierowanie prokreacją nie tylko na poziomie jednostkowym, ale i społecznym. Sanger, jak wielu innych, zwłaszcza lewicowych intelektualistów, wierzyła, że za sprawą technik planowania rodziny można spowodować, by dzieci rodziły się tylko tam, gdzie warto, czyli w rodzinach i środowiskach zdolnych zapewnić odpowiedni rozwój potomstwu.

Przesadą byłoby jednak zarzucanie twórcom pigułki nieetycznych zachowań w sferze badań. Lara Marks, historyczka nauki i techniki z Londynu, przeanalizowała dokładnie historię wprowadzania pigułki na rynek i uznała, że testy kliniczne przeprowadzono zgodnie z wszelkimi wymogami etycznymi obowiązującymi w tamtym okresie. Kobiety uczestniczące w badaniach znały ich przeznaczenie i wyrażały świadomą zgodę na zażywanie leku.

Nie zważając na trudności Pincus pracował nad pigułką – w 1958 r. była gotowa pod nazwą Enovid, a jej produkcji podjął się koncern Searle. Inauguracja rynkowa Enovidu odbyła się w 1960 r. po uzyskaniu aprobaty przez amerykańską Food and Drug Administration. Niedługo potem zgodę na sprzedaż własnej pigułki otrzymała firma Syntex, a w 1966 r. lek wytwarzało już 7 amerykańskich przedsiębiorstw farmaceutycznych. Jak donosi magazyn Time z 7 stycznia 1966 r., wartość sprzedaży wzrastała o 50 proc. każdego roku, do wartości 90 mln ówczesnych dolarów w 1966 r.

Skutki uboczne
Wprowadzenie pigułki na rynek było faktem bezprecedensowym nie tylko ze względu na jej przeznaczenie. Pigułka miała stać się pierwszym specyfikiem przeznaczonym do długotrwałego przyjmowania, co prowokowało pytanie o ewentualne skutki uboczne.

Na skutki te z niepokojem oczekiwali uczeni i z błyskiem w oku prawnicy, którzy już w latach 60. zaczęli łączyć występowanie niektórych chorób z zażywaniem pigułki antykoncepcyjnej, wytaczając producentom leku kosztowne procesy sądowe.

Sprawę skomplikowała tragedia wywołana przez Talidomid, lek zalecany kobietom w ciąży, by łagodzić jej dolegliwości. Okazało się, że specyfik ten wywołuje makabryczne deformacje płodu (o Talidomidzie napiszemy szerzej w Zeszycie 3). W efekcie na całym świecie służby odpowiedzialne za rejestrację leków zaostrzyły procedury dopuszczania nowych substancji. W rezultacie tej presji chemicy tak dalece udoskonalili pigułkę, że najnowsze jej wersje zawierają tylko ułamek dawki substancji hormonalnej, jaka znajdowała się w pierwszych. Konieczność ciągłego monitoringu doprowadziła do odkrycia wielu pozytywnych skutków ubocznych przyjmowania pigułki, jak zmniejszenie dolegliwości cykli miesięcznych i obniżenie ryzyka zachorowania na niektóre nowotwory.

Mimo pozytywnego werdyktu w sprawie pigułki, popartego głosem 100 mln kobiet, które regularnie stosują tę metodę antykoncepcji, paradoksalnie nie jest ona wcale ulubionym produktem koncernów farmaceutycznych. Carl Djerassi z goryczą zauważył w styczniu 2007 r. na łamach „British Medical Journal”: „Spośród 20 największych firm farmaceutycznych na świecie tylko trzy podejmują umiarkowane wysiłki, by ulepszyć pigułkę i żadna nie pracuje nad nowymi metodami antykoncepcji. Przyczyną tej niechęci jest długi czas badań ze względu na konieczność wykluczenia skutków ubocznych i ryzyko wyniszczających procesów sądowych. Bardziej opłaca zajmować się lekami geriatrycznymi dla coraz bardziej starzejących się populacji społeczeństw zachodnich”. Pigułkę jako źródło wielkich zysków zastąpiła Viagra, bo dla starzejących się społeczeństw większym problemem jest potencja niż niekontrolowana prokreacja.

Rewolucja seksualna
Pigułce, w zależności od światopoglądu komentatora, przypisuje się zasługę lub winę za wywołanie seksualnej rewolucji lat 60. Znowu warto sięgnąć po opinię Carla Djerassi, który bardzo dba o to, by pamiętać, że jest ojcem pigułki. Gdy go pytam o związek antykoncepcji hormonalnej z rewolucją seksualną, odpowiada jednak z ostrożnością graniczącą ze sceptycyzmem: – Przekonanie, że całe życie społeczne i rodzinne przed wynalezieniem pigułki przebiegało w cieniu zagrożenia niechcianą ciążą, byłoby wielkim uproszczeniem. Po prostu w drugiej połowie XX w. zaczęło zmieniać się społeczeństwo, kobiety zaczęły wchodzić w sfery życia zarezerwowane dotychczas tylko dla mężczyzn, a mężczyźni coraz chętniej decydowali się na przejmowanie tradycyjnych obowiązków kobiet.

Djerassi podkreśla, byśmy pamiętali o Beatlesach i rock’n’rollu, hippisach, feministkach jak Simone de Beauvoir czy Betty Friedman, popularności miękkich narkotyków i eksperymentach z odurzającymi substancjami chemicznymi.

– Ten świat mógłby istnieć bez pigułki, bo korzystałby z innych, mniej efektywnych metod antykoncepcji i zapewne większym problemem byłoby społeczne parcie na legalizację aborcji. Niewątpliwie natomiast ten świat ze swoimi wartościami umożliwił szybką społeczną akceptację pigułki – pointuje sędziwy chemik.

Akceptacja była szybka, choć nie obyła się bez walki. W Stanach Zjednoczonych konserwatywni inkwizytorzy uważali pigułkę za bolszewicki wynalazek służący wyniszczeniu narodu amerykańskiego (w niektórych stanach USA antykoncepcja była zakazana jeszcze w latach 70.). W Europie pierwsza, bo już w 1961 r. zaakceptowała nową formę antykoncepcji Wielka Brytania. Kościół katolicki nie uznał sztucznej antykoncepcji do dzisiaj. W Japonii doustną antykoncepcję hormonalną zalegalizowano dopiero w 1999 r. W Polsce z kolei nowoczesna antykoncepcja stała się dostępna w zasadzie dopiero po 1989 r., głównie za sprawą otwarcia rynku na produkowane na Zachodzie środki hormonalne. Co nie znaczy, że jest dostępna – drogę do niej blokuje niski poziom edukacji seksualnej, wysoka cena pigułki, której państwo nie dofinansowuje, bo jak przekonuje minister zdrowia, prof. Religa, „seks nie jest chorobą”, w końcu wrogie nastawienie do antykoncepcji Kościoła katolickiego.

Faktem jednak jest, że niezależnie od kraju i kontynentu, pigułka stała się jednym z najważniejszych narzędzi emancypacji świadomych siebie i swojego losu kobiet. Pozwoliła oddzielić seks od reprodukcji, umożliwiając tym samym świadome planowanie decyzji prokreacyjnych w kontekście kariery zawodowej, politycznej, społecznej.

Kolejny ważny etap tej eksploracji to wynalazek pigułki wczesnoporonnej, słynnej RU486, dzieło Francuza prof. Etienne-Emila Baulieu. Jej przyjęcie w okresie do 72 godzin po stosunku seksualnym zapobiega ewentualnemu rozwojowi zarodka i skutecznie chroni przed niechcianą, przypadkową ciążą. Ważnym motywem inspirującym profesora Baulieu okazały się ponure statystyki medyczne lat 70. Okazało się, że mimo dostępności już w tym czasie pigułki ciągle najpopularniejszą metodą kontroli urodzin była aborcja. Epidemiolodzy policzyli, że na skutek pokątnie przeprowadzanych zabiegów co trzy minuty umierała na świecie kobieta.

Pigułka antykoncepcyjna i pigułka wczesnoporonna spowodowały, że dziś można się kochać bez ryzyka zajścia w niechcianą ciążę. Carl Djerassi uprzedza jednak, że to jeszcze nie koniec rewolucji w sferze prokreacji, wkracza ona bowiem w kolejną fazę. Przed nami epoka „mechanicznej reprodukcji”, kiedy ludzie coraz częściej będą rozmnażać się bez konieczności podejmowania współżycia seksualnego.

Tekst pochodzi z zesztytu nr 2 Kolekcji Jubileuszowej CYWILIZACJA.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj