szukaj
Doktor za monitorem
Lekarz udzielający porady przez telefon lub Internet? Jeszcze niedawno taką pomoc uznalibyśmy za sprzeczną ze sztuką leczenia. Dziś od telemedycyny nie ma już odwrotu.

Nawet zagorzali przeciwnicy uprawiania medycyny bez bezpośredniego kontaktu z pacjentem muszą przyznać, że niezależnie od tradycyjnej zasady, w myśl której nie wolno rozpoznawać choroby na odległość, bez zobaczenia i zbadania chorego – współczesna ochrona zdrowia powinna nadążać za innowacjami. A niewątpliwie największa rewolucja, jakiej jesteśmy świadkami, następuje dziś w sferze wymiany informacji. Także medycznej, związanej ze stanem zdrowia albo zapewniającej szeroko rozumianą edukację. Zastosowanie nowych technologii informatycznych daje pewne profity: przyspiesza diagnostykę, ogranicza koszty związane z transportem, pozwala lepiej zaplanować leczenie.

W medycynie nie wszystko da się zastąpić najnowocześniejszą technologią. Zaawansowane techniki dają nam nowe narzędzia, ale podmiotem działania pozostaje przecież człowiek, a nie maszyna – zastrzega prof. Henryk Skarżyński, dyrektor Międzynarodowego Centrum Słuchu i Mowy oraz Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Warszawie. Sam jednak należy do awangardy lekarzy, którzy z telemedycyny korzystają na co dzień, wychodząc z założenia, że Internet nie powinien co prawda zaburzać relacji między pacjentem a lekarzem, ale może ją usprawniać.

Leczenie domowe

Już od 1999 r. strona telezdrowie.pl i jej anglojęzyczna wersja telewelfare.com umożliwiają pacjentom z dostępem do Internetu zbadanie zmysłów słuchu, mowy i wzroku oraz szybkie skonsultowanie swoich wyników z ekspertami. – Rodzicom dzieci z wadami słuchu proponujemy ponadto korzystanie z Domowej Kliniki Rehabilitacji – mówi prof. Skarżyński, kładąc szczególny nacisk na ten niezwykle ważny etap leczenia, wymagający czasu, cierpliwości i sporego zaangażowania. – Przyzwyczailiśmy się, że opieka zdrowotna sprawowana jest w przychodni lub szpitalu. Jednak pacjenci i ich rodzice najlepiej czują się u siebie, więc połączyliśmy dla nich w Internecie profesjonalną opiekę medyczną i niepowtarzalną atmosferę rodzinnego domu.

W kraju takim jak Polska, w którym jeszcze kilkanaście lat temu z trudem można było dodzwonić się na drugi koniec miasta, nieufność wobec porozumiewania się przez łącza telefoniczne lub internetowe stanowi istotną barierę w popularyzacji telemedycyny. Nie jest jednak prawdą, że mamy do czynienia z dziedziną kompletnie zaniedbaną – w wielu miejscach, głównie dzięki zapałowi wąskiego grona entuzjastów, rozwijane są już od kilku lat projekty konsultacji telemedycznych, np. w radiologii, patomorfologii i kardiologii. Odbywa się to na ogół poza wiedzą samych pacjentów, ale konsultowanie preparatów histopatologicznych, zdjęć rentgenowskich, obrazów z tomografii komputerowej lub rezonansu magnetycznego czy wreszcie przeprowadzanie teletransmisji zabiegów z sal operacyjnych służy weryfikacji rozpoznań trudnych przypadków i poprawie wyników leczenia.

Jeśli kardiolodzy z Krakowa mogą na bieżąco konsultować zabiegi koronarografii i koronaroplastyki, wykonywane przez mniej doświadczonych kolegów w mniejszych ośrodkach (lekarz wchodzi cewnikiem do serca, wykonuje koronarografię, a uzyskane wyniki prezentuje specjaliście oddalonemu od pacjenta wiele kilometrów), to na ogół chory nie ma świadomości, że właśnie telemedycynie zawdzięcza swoje bezpieczeństwo.

Ale korzyści mogłyby być dużo większe. W Australii już na początku ubiegłego stulecia za pomocą prymitywnych nadajników i odbiorników radiowych, napędzanych przez rowerowe dynamo, można było bez trudu porozumieć się ze specjalistą w nagłych przypadkach – w Polsce XXI w. nadal w wielu szpitalach i przychodniach nawet na wizytę lub proste badanie krwi nie można zapisać się telefonicznie! Z jednej strony mamy więc finansowane przez Unię Europejską inwestycje w łącza cyfrowe, otwierające przed szpitalami możliwość korzystania z telekonsultacji z najlepszymi ośrodkami zagranicznymi, a z drugiej – trudny do wytłumaczenia opór przed wdrażaniem praktycznych rozwiązań ułatwiających pacjentom dostęp do opieki.

Bezpieczne dane

Szansą na szybsze tempo wdrażania telemedycyny wydaje się konkurencja na rynku usług. Medicover (www.medicover.com/pl) – jedna z coraz liczniejszych prywatnych firm medycznych – zaczęła z powodzeniem wykorzystywać Internet do obsługi swoich klientów. Pacjenci mogą umawiać i odwoływać wizyty właśnie za pośrednictwem sieci (poprzez zalogowanie się do internetowej aplikacji Medicover On-line), ponadto mają całodobowy dostęp do informacji o swoich wynikach badań i przepisanych lekach. – Na razie pełne wykorzystanie Internetu możliwe jest tylko w Warszawie i Poznaniu, gdzie lekarze używają elektronicznej dokumentacji medycznej – tłumaczy Bartosz Maciejewski z biura prasowego Medicovera. – W aplikacji zastosowano Centralny System Autoryzacji, który zapewnia całkowite bezpieczeństwo danych i kontrolę dostępu.

Właśnie nieufność wobec tego typu zabezpieczeń może być powodem, dla którego część pacjentów woli korzystać z tradycyjnego sposobu umawiania się na wizyty lub odbierania wyników badań w rejestracji. Czy jednak ryzyko przedostania się wrażliwych informacji w niepowołane ręce jest wtedy mniejsze? W dzisiejszych czasach, gdy dzięki Internetowi można robić zakupy i transakcje bankowe – mając pełen wgląd w swoje konta – odpowiednie poziomy zabezpieczeń dają większą gwarancję bezpieczeństwa, niż gdy gotówkę odbieramy w kasie. Podobnie jest z informacjami na temat zdrowia – wyniki badań dostępne na hasło nie muszą być gorzej chronione w Internecie, niż gdy wręcza je w otwartej kopercie przypadkowy pracownik przychodni.

Telekardiologia

Dr Wojciech Drewniak 11 lat temu pracował na oddziale kardiologicznym warszawskiej stacji pogotowia ratunkowego przy ul. Hożej. Gdy w tym samym budynku swoje podwoje otworzyła firma umożliwiająca pacjentom przekazywanie zapisu EKG łączami telefonicznymi, spoglądał na to krytycznie: – Byłem niewolnikiem stereotypu, że pacjent nie powinien konsultować się z lekarzem za pomocą telefonu. Przecież gdy ktoś czuje kołatanie serca, powinien czym prędzej wezwać karetkę.

Dziś mój rozmówca jest dyrektorem medycznym Centrum Nadzoru Kardiologicznego Kardiofon i sam przyjmuje do pracy lekarzy, którzy dyżurują przy monitorze komputera, gotowi w każdej chwili ocenić elektrokardiogram przesłany telefonicznie przez pacjenta objętego tą formą opieki. Cena miesięcznego abonamentu wynosi 65 zł (poza tym obowiązuje jednorazowa opłata wpisowa w wysokości 80 zł i trzeba kupić specjalny aparat za 150 zł, dzięki któremu za pomocą telefonu, domowego lub komórkowego, można przekazywać zapis EKG). – Naszym podstawowym celem jest zapewnienie telefonicznej konsultacji pacjentowi, który nagle poczuł się źle, ma kołatanie serca, ból w klatce piersiowej – wylicza dr Drewniak. – Usługa jest szczególnie pomocna dla osób po zawałach, z niewydolnością serca, zaburzeniami rytmu, zasłabnięciami oraz u pacjentów z grup wysokiego ryzyka: z nadciśnieniem, cukrzycą, nadwagą.

Pacjent po prostu przykleja do klatki piersiowej dwie elektrody i poprzez przenośny transmiter (który przetwarza zapis EKG w sygnał dźwiękowy) oraz słuchawkę swojego telefonu przekazuje go do ośrodka kardiologicznego. Tu, po przekształceniu przez program komputerowy na wykres EKG, może być błyskawicznie odebrany przez lekarza, który go ocenia, porównuje z posiadanymi w bazie danych informacjami o pacjencie i stosowanej kuracji, formułuje diagnozę i udziela odpowiedniej pomocy. W sytuacjach zagrożenia wzywa do chorego pogotowie ratunkowe, z którym jest w stałym kontakcie. Tylko 5 proc. zgłoszeń kończy się jednak wezwaniem karetki, w większości przypadków wystarczy doradzić choremu przyjęcie odpowiednich leków, które ma w domu. – To prawda, że stosowane przez nas badanie EKG jest bardzo proste i nie można na jego podstawie oceniać np. stopnia niedokrwienia serca – przyznaje dr Wojciech Drewniak. – Ale do oceny zaburzeń rytmu wystarczy. Gdy pacjent, niedawno wypisany ze szpitala po zawale, niepokoi się stanem swojego serca, możliwość szybkiej konsultacji przez całą dobę pomaga mu opanować stres.

System powiadomi


W Polsce funkcjonuje już kilkanaście ośrodków całodobowego nadzoru telekardiologicznego. Zupełnie czymś innym jest natomiast transmisja profesjonalnego zapisu EKG, wykonanego przez zespół karetki pogotowia, wprost do pracowni wykonującej zabiegi udrażniania naczyń wieńcowych. – W prawobrzeżnej Warszawie i na wschodnim Mazowszu 75 proc. karetek udało się wyposażyć w modemy umożliwiające przesyłanie EKG do dyżurującej pracowni hemodynamicznej, co umożliwia natychmiastowe potwierdzenie rozpoznania zawału przez kardiologa, który jest przygotowany do wykonania angioplastyki – wyjaśnia dr Maciej Karcz z Instytutu Kardiologii w Aninie, gdzie pod nadzorem prof. Witolda Rużyłły opracował dwa lata temu program takich błyskawicznych konsultacji pacjentów z podejrzeniem zawału serca. – Dzięki temu czas dojazdu pacjentów do Anina, z pominięciem szpitali powiatowych, w których dawniej wykonywano im EKG, skróciliśmy aż o 45 minut!

Z podobnego systemu transmisji korzystają nie tylko mieszkańcy Mazowsza, ale także m.in. Białegostoku, Śląska, Zamościa, Kujaw i Pomorza (w skali całego kraju udało się wyposażyć w niezbędny sprzęt ponad 300 karetek). Według dr. Wojciecha Drewniaka, dalszy rozwój telemedycyny wymaga jednak w Polsce przede wszystkim rozbudowania systemów opieki domowej: – Widać po doświadczeniach zachodnich, że przyszłość tej dziedziny nie idzie w kierunku komplikowania aparatury do przesyłania danych i coraz bardziej precyzyjnego określania różnych parametrów, lecz maksymalnego ich upraszczania i całodobowego nadzoru.

Chodzi o to, by każdy mógł jak najłatwiej sam określić u siebie najprostsze wskaźniki stanu zdrowia, które będzie mógł ocenić lekarz z dala od nas. W Holandii, we Francji i w krajach skandynawskich w nowoczesne urządzenia telemedyczne wyposażane są domy opieki dla seniorów: elektroniczny stetoskop umożliwia zdalne osłuchiwanie serca i płuc, elektroniczny ciśnieniomierz monitoruje wartości ciśnienia. Z komputerem sprzężona może być elektroniczna waga, termometr, glukometr (niezbędny w monitorowaniu na odległość pacjentów z cukrzycą) lub wyposażony w specjalną przystawkę do telefonu spirometr (urządzenie pożądane u astmatyków, dzięki któremu można mierzyć sprawność ich dróg oddechowych). Gdy czyjś stan się pogarsza i wyniki pomiarów przekraczają dopuszczalne normy, system automatycznie powiadamia dyżurującego lekarza lub pielęgniarkę, którzy natychmiast komunikują się z chorym i informują go o konieczności zmiany dawki leku lub wzywają do szpitala.

Kiedy podobne systemy upowszechnią się w Polsce? Zdaniem ekspertów, którzy w tym tygodniu spotykają się w Warszawie na II Kongresie Telemedycyny, popularyzacja i wykorzystanie tej dziedziny w praktyce medycznej napotyka u nas barierę finansową. Po prostu koszty związane z instalacją nowoczesnych technologii są wysokie, a praca pielęgniarek i lekarzy nisko opłacana. Dopiero, gdy proporcje te się zmienią i specjaliści staną się poszukiwanym towarem – obsługa telemedyczna okaże się znacznie bardziej intratna czy wręcz niezbędna dla zapewnienia chorym bezpieczeństwa. Obserwując emigrację naszej kadry medycznej, można przypuszczać, że decydenci docenią telemedycynę jako sposób łagodzenia napięć spowodowanych deficytem lekarzy.

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj