Wielki noblista i snob
Wielki noblista i snob
A w dodatku wielki prowokator, a może i rasista?

James Dewey Watson (ur. 6 kwietnia 1928 w Chicago, Illinois, USA), genetyk i biochemik amerykański. W marcu 1953, mając 25 lat, wraz z F.H.C. Crickiem i Rosalind Franklin, opracował w Laboratorium Cavendisha model budowy przestrzennej podwójnej helisy DNA, za co, wraz z Crickiem i M.H.F. Wilkinsem, otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii za rok 1962. (za Wikipedia.pl) Fot. jurvetson, Flickr (CC BY SA)

Tytułowy snob... to James Watson. Sam chętnie określa się tym mianem. To jeden z odkrywców struktury DNA, noblista, były szef prestiżowego Cold Spring Harbor Laboratory. Dziś ma 79 lat i nie przestaje prowokować. W wywiadzie dla „The Sunday Times” z ubiegłego weekendu znów wywołał medialną burzę. Tym razem stwierdzeniem, że „murzyni są mniej inteligentni niż biali”.

James Watson jest znany z barwnego, nieskrępowanego języka i wrogości do poprawności politycznej. Od lat krążą w mediach jego, delikatnie mówiąc, niedelikatne właśnie bon moty. Przykładowo na temat inteligencji kobiet czy aborcji płodów, z których mogą rozwinąć się geje. Równocześnie Watson uwielbia kobiety i nie ma nic przeciwko gejom, choć dyskusję na temat aborcji „gejów” kwituje stwierdzeniem: „Nie możemy tego robić, ale takie jest powszechne odczucie”. Bęc! To zupełnie jak antysemita, który twierdzi, że nie ma nic przeciwko Żydom, bo ma kilku żydowskich znajomych. Sprawy nie są jednak tak proste i nie wystarczy mocne nawet alibi, by udowodnić wszem i wobec, że rasistą się nie jest.

W ostatnim wywiadzie Watson dodał do owej słynnej już listy stwierdzenie nt. inteligencji murzynów, zaznaczając od razu, że martwi się o losy Czarnego Lądu. Jednym słowem szkoda mu, że obiektywna prawda naukowa - pula genów ludzi o czarnym kolorze skóry jest bowiem inna niż ludzi o białej skórze i jest to fakt niezaprzeczalny, widoczny gołym okiem - nie może przysłużyć się do ratowania ginącego z biedy, chorób, korupcji, braku perspektyw kontynentu. Powód? Nasza pomoc dla Afryki zakłada, że jej mieszkańcy mają taką samą inteligencję jak pomagający ludzie biali, co, według Watsona, prawdą nie jest. A więc jednak rasista, choć o wrażliwym sercu?

Jeśli rzeczywiście Murzyni i biali mają różne geny, to w czym problem? Nie byłoby nim samo stwierdzenie, że istnieją istotne genetyczne różnice pomiędzy różnymi rasami ludzkimi. Lista takich różnic jest długa - kolor skóry, kształt nosa, kolor i właściwości włosów, podatność na niektóre leki wynikająca z dyskretnych różnic metabolicznych. Tak, jest wiele różnic pomiędzy „czarnymi” i „białymi”, jest też ich wiele pomiędzy „białymi” z Warszawy, Toronto i Buenos Aires. Tyle, że te różnice są drugorzędne, wszyscy mamy takie same geny, tylko ich różne formy są inaczej rozsiane na kuli ziemskiej w wyniku skomplikowanej historii naturalnej gatunku Homo sapiens.

Prawdziwym problemem nie są same różnice pomiędzy ludźmi, rasami czy grupami etnicznymi. Problemem jest wartościowanie, którego próbuje dokonać Watson. A wartościując wychodzi poza domenę własnej ekspertyzy. I wtedy właśnie schodzi na manowce.

Dyskusja w „The Sunday Times” potoczyła się w kierunku dywagacji, kiedy genetyka zdoła wykazać różnice genetyczne wpływające na inteligencję człowieka, a różniące poszczególne rasy ludzkie. Temat śliski, gdyż nikt przecież nie wie, kiedy i jak coś zostanie odkryte. Debatowanie na temat kalendarza przyszłego odkrycia jest swego rodzaju science fiction. Nawet jeśli różnice w składzei puli genów różnych grup etnicznych są duże, to ciągle nie znamy genów bezpośrednio determinujących naszą inteligencję. Watson w swej książce, tak samo jak i w wywiadzie z dziennikarką Charlotte Hunt-Grubbe, dyskutuje więc o czyś, czego nie zna. Co więcej, konia z rzędem temu, kto da dziś pełną definicję inteligencji.

Czyż więc dyskusja z „The Sunday Timesa” nie powinna w ogóle mieć miejsca? Dyskutować można otwarcie na każdy temat. James Watson może publicznie głosić nawet niższość rasy czarnej - czego expressis verbis jednak nie robi, ocierając się jedynie o taką tezę - musi jednak liczyć się z konsekwencjami.

Udowodnienie rasizmu Watsonowi chyba nie jest możliwe, bo zresztą rasista z niego dość kiepski. To raczej wielki prowokator. Jego wypowiedzi są insynuacją, domysłem, propozycją do rozważenia, a nie autorytatywnie stwierdzonym faktem. Jednak słowa te powtórzone w formie skrótowej przez media, w zmienionym kontekście niż dyskusja dziennikarki z autorem nowej książki (Watson wydał właśnie „Avoid Boring People”, czyli „Unikaj nudziarzy” lub „Unikaj nudzenia ludzi” - Watson uwielbia dwuznaczności) i opatrzone odpowiednim komentarzem mogą okazać się zabójcze. I brak odpowiedzialności Watsona polega właśnie na tym, że nie potrafił przekazać swej myśli tak, aby nie mogła być ona zdeformowana.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj