szukaj
Turassic Park
Polscy uczeni odtworzą tura, wielkiego ssaka żyjącego niegdyś w naszych lasach.

 


Grupa polskich uczonych z Katedry Biochemii i Biotechnologii Akademii Rolniczej w Poznaniu oraz Instytutu Genetyki Człowieka PAN ogłosiła powstanie 13 października 2006r., Polskiej Fundacji Odtworzenia Tura. Jej głównym zadaniem będzie utworzenie programu rekonstrukcji tura (Bos primigenius) z pozostałości DNA w jego szczątkach. Mało prawdopodobne, że uda się rzeczywiście odtworzyć prawdziwego, kiedyś żyjącego w naszych lasach ssaka.

Z pomiarów szkieletów określa się, iż byki tego gatunku miały nawet 3 m długości, 2 m wysokości, a ważyły do tysiąca kilogramów. Wyglądem przypominały dziś żyjące pierwotne formy bydła, takie jak bydło węgierskie stepowe lub piemąckie. Przyjmuje się, że ostatni tur padł w 1627 roku w Puszczy Jaktorowskiej.

Próby odtworzenia tura na podstawie pierwotnych ras bydła podjął w 1931 roku Lutz Heck z berlińskiego Zoo i Heinz Heck z monachijskiego ogrodu zoologicznego. "Efekty" ich prac podobno nawet przez kilka lat biegały po Puszczy Białowieskiej. Rzeczywistym efektem tych eksperymentów nie było jednak odtworzenie tura, a stworzenie nowej rasy bydła o wielu cechach zbliżających je wyglądem i trybem życia do pierwowzoru.

To nie pierwsze tego typu próby. Starania odtworzenia tarpana (Equus gmelini), dzikiego konia żyjącego w naszych lasach do końca XVII wieku, zakończyły się wyhodowaniem nowej rasy konia - konika polskiego. Zwierzę to niewątpliwie jest bardzo zbliżone wyglądem do tarpana, ale tylko zbliżone.

Głównym problem przy odtwarzaniu wymarłych gatunków przez krzyżowanie najbardziej zbliżonych do nich form potomnych jest rozproszenie genów założycieli. W trakcie krzyżowań są one dziedziczone losowo i nawet jeśli znajdziemy osobniki o pewnych cechach bardzo zbliżonych do pierwowzorów, to i tak nie potrafimy określić, w jakim stopniu zostaną "skopiowane" do ich potomstwa. Wszystko opiera się na próbach i nadziejach, że ze skrzyżowania obiecująco wyglądającej matki i ojca urodzi się oczekiwany przez hodowców lub naukowców potomek.
 

 

  

Takich problemów nie powinno być przy klonowaniu wymarłego gatunku. Ale pojawia się inny. Skąd wziąć jego DNA? Założeniem anonsowanego programu jest zaplanowanie badań zmierzających do pozyskania kopalnego DNA. Jeśli to się nie uda, żadnego klonowania turów nie będzie. A i kolejne etapy klonowania to niełatwe zadanie. Po pierwsze - trzeba będzie znaleźć nosiciela, który urodzi tura. Najprawdopodobniej będzie to matka zastępcza pochodząca z którejś z pierwotnych ras bydła domowego - i jej komórka jajowa. Ale już sam brak naturalnej turzej komórki jajowej powoduje, że mały ssak nigdy nie wyrośnie na prawdziwego tura. Również środowisko płodowe, a następnie wychowanie będzie znacznie odbiegać od "turów zwyczajów".

I najważniejszy problem - prawa ewolucji. Osobniki żyjące w małej grupie, w zamkniętych wybiegach, pod opieką weterynarzy, zawsze ewoluują tak, by przystosować się do warunków hodowlanych. Na takie trudności naukowcy natrafiają zawsze przy próbach reintrodukcji ginących gatunków powstałych na podstawie osobników zachowanych w hodowli. Po znalezieniu się w środowisku naturalnym "nowe stare" gatunki znów zaczną ewoluować, chcąc przystosować się do bieżących warunków. Objawia się to zwiększoną śmiertelności osobników, zwłaszcza pochodzących z pierwszy pokoleń urodzonych na wolności.

Dobrym przykładem może być oryks arabski (Oryx leucoryx) odtworzony z genów 13 zwierząt. Po dokładniejszych badaniach okazało się, iż pewna niezauważona u jednego z osobników mutacja pojawia się w całej populacji pochodzącej z hodowli na Bliskim Wschodzie. Zwierząt tych zdecydowano się nie eliminować, a jedynie wykluczać z dalszej hodowli.

Innym przypadkiem może być koń Przewalskiego (Equus Przewalskii) odtworzony z 11 osobników. W trakcie hodowli okazało się, że jednym z założycieli jest samica konia domowego. Przez długie lata czyniono wysiłki, aby osobniki z jej genami wykluczyć z rozmnażania. Dokładniejsze obliczenia wykazały jednak, że proces ten jednocześnie prowadzi do gubienia rzadkich alleli (form genu) pochodzących od innych założycieli. Stwierdzono, że allele te są zbyt cenne dla całej populacji i lepiej mieć osobniki z dodatkowymi genami konia niż narazić się na całkowitą utratę naturalnych cech konia Przewalskiego.
 

 

Oczywiście nie oznacza to, że prowadzenia tego typu projektów nie ma sensu. Już samo zebranie genów tura będzie niewątpliwie olbrzymim sukcesem. Jeszcze większym, chociaż na pewno mniej spektakularnym, będzie opracowanie czy rozwinięcie metod odszukiwania, oczyszczania, czy zabezpieczenia takich genów. A naprawdę ciekawe będzie, jeśli uda się przy okazji opracować metody odtwarzania gatunku, chociażby nawet mało podobnego do pierwowzoru. Między innymi dlatego, że wszystkie te techniki znajdą zastosowanie w badaniach genów innych gatunków, w tym naszego własnego - ludzkiego.

 

 

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj